Nikt nie przyznaje się do tego, że za decyzją może stać negatywny odbiór przez postronnych obserwatorów oraz media sposobu przeprowadzenia akcji (w założeniach przecież szczytnej) — nawoływanie do puszczenia z dymem gier kojarzyło się między innymi z niesławnymi paleniem na stosach czarownic w XVII wieku. Władze stwierdziły w informacji prasowej, że reakcja na ogłoszenie była szybka i pozytywna, akcję poparli rodzice, młodzi ludzie i ogólnie lokalna społeczność. Podziękowano wszystkim zainteresowanym za pomoc w szerzeniu świadomości istnienia problemu brutalnych gier oraz zachęcania do dyskusji na ten temat. Tu jest sukces, więc palić nie trzeba.
Palenia gier w USA nie będzie, organizatorzy akcji się rozmyślili
Na 12 stycznia władze miasta Southinghon w stanie Connecticut, wraz z miejscową organizacją SouthingtonSOS, planowały akcję zbierania brutalnych gier oraz publicznego ich niszczenia. W zamian za egzemplarze gier, ale także „złych” filmów czy muzyki na CD, wydawane miały być vouchery o wartości 25 dolarów. Miały, bowiem organizatorzy się ostatecznie rozmyślili. Jako oficjalny powód takiego stanu rzeczy podaje się koszty całego przedsięwzięcia.
Źródło artykułu: www.dobreprogramy.pl