Przewidywania pana Wolfa można by było uznać za wyrafinowanytrolling, gdyby nie ciekaweargumenty, które przytacza na rzecz takiego obrotu sytuacji. Napoczątku każe się nam zastanowić, jak wyglądała sytuacja kompilatoraLLVM/Clang pięć lat temu, a jak wygląda dzisiaj – i to nietylko w świecie Apple, ale też wśród linuksowych deweloperów,eksperymentujących nawet z kompilowaniem za jego pomocą systemowegojądra i denerwujących tym samego Richarda Stallmana. W świecieotwartego oprogramowania nic nie jest pewnikiem, w tym pozycja samegoLinuksa.
Dwa czynniki miałyby świadczyć na korzyść FreeBSD, i jegoprzyjaźniejszej dla użytkownika odmiany, PC-BSD. Pierwszy toukończenie prac nad adapterem KMS shim, działającym jako pośrednikmiędzy jądrem BSD a linuksowymi sterownikami graficznymi Kernel ModeSettings. Dzięki niemu dysponujący znacznie mniejszymi zasobamiludzkimi system uzyskałby możliwości porównywalne z Linuksem iwiększą kompatybilność sprzętową, szczególnie dla grafiki Intela iAMD, które specjalnych sterowników dla BSD nie opracowują. ObecnieFreeBSD pod tym względem jest opóźniony o kilkanaście kolejnych wydańlinuksowego kernela.
Drugim czynnikiem ma być skupienie PC-BSD na desktopowychzastosowaniach. Według Wolfa linuksowe dystrybucje zostawiają tękwestię deweloperom poszczególnych środowisk graficznych; Pingwinowibrakuje spójności i wizji rozwoju, przez ostatnie 10 lat w samymsystemie niewiele się zmieniło. Tymczasem BSD stawiać ma na*holistyczne rozwiązania, nastawione na zbudowanie desktopowychfunkcjonalności *i szybko zmierza ku ich realizacji. Już dziśpozwala np. na łatwe instalowanie pakietów z ich zależnościami doizolowanych kontenerów (tzw. jail), pełne szyfrowanie systemu,tworzenie kopii zapasowych na systemie plików ZFS czy bezpieczneaktualizowanie poprzez mechanizm uruchamialnych środowisk, dziękiktórym łatki trafiają do migawek aktualnego OS-a – i jeśli cośźle działa, łatwo jest wrócić do stanu sprzed aktualizacji.
Przyjrzeliśmy się bliżej harmonogramowiprac nad PC-BSD i faktycznie, widać tam, jak bardzo twórcysystemu skupiają się na desktopowych zastosowaniach. Najnowsza wersja10.1.1, wydana dwa tygodnie temu, przyniosła ulepszenia winstalatorze, pozwalające łatwo wybrać rolę (zastosowanie) systemu,poprawki w montowaniu zewnętrznych urządzeń i mechanizmówaktualizacji, a przede wszystkim przeniesienie na biblioteki Qt5środowiska graficznego Lumina, które rozwijane jest od ponad rokujako lekki następca domyślnego dziś KDE. W założeniu bowiem PC-BSD nie stawia na szeroki wybór pulpitów, charakterystyczny dlawiększości linuksowych dystrybucji, ale na posiadanie jednego,domyślnego środowiska graficznego, tak jak jest to we własnościowychsystemach operacyjnych.
Pierwsze wrażenia z PC-BSD 10.1.1 uruchomionym w maszyniewirtualnej są raczej pozytywne, widać, że deweloperzy wkładają sporostarań w doszlifowanie interfejsu użytkownika jak i poszczególnychkomponentów systemowych. Oczywiście haczyk tkwi w określeniu „wmaszynie wirtualnej” – próba instalacji na fizycznymsprzęcie może skończyć się bardzo różnie, a o takich atrakcjach jakusypianie i wybudzanie laptopów możemy raczej zapomnieć. Brakuje teżoprogramowania, i to znacznie bardziej, niż na Linuksie. Co by bowiemnie mówić, doszło do pewnej standaryzacji, jeśli aplikacji nieznajdziemy w repozytoriach, to często znajdziemy paczkę .deb czy .rpmna stronie producenta – dla PC-BSD nie znajdziemy Skype, GoogleEarth czy klienta Steam. Można oczywiście wykorzystać warstwęemulacji, zapewniającą binarną kompatybilność z linuksowymiaplikacjami, ale gwarancji, że będzie to dobrze działać, raczej niedostaniemy.
Pod wieloma względami wydaje się, że PC-BSD jest dziś w miejscu, wktórym Linux był właśnie 10 lat temu. Nawet ten pulpit Lumina niezachwyca, przypomina kolejną fantazję na temat Windows 95,niewątpliwie szybszą niż KDE 4.x, ale już w porównaniu z KDE Plasmą5.2 jego przewagi przestają być widoczne. Czy w ciągu kolejnychpięciu lat będzie w stanie nadrobić ten dystans? Obawiamy się, żenie. W końcu powiedzmy sobie szczerze – relatywnie niskapopularność Linuksa nie wzięła się stąd, że systemowi temu brakowałodobrego kompilatora czy izolowanych kontenerów. Tym co napędza dziśpopularność Linuksa na desktopie jest rosnąca oferta gier idojrzałość kilku najpopularniejszych desktopów, a nie postęp wdziedzinie systemów plików, obchodzący głównie profesjonalnychadministratorów serwerów.
Na pewno jednak warto PC-BSD się przyglądać. Łatwiej pomysły tamwypracowane przenieść będzie na Linuksa, niż vice versa, wśróddeweloperów BSD panuje jednak zgoda co do tego, by trzymać sięuniksowej drogi, a nie wynajdywać monolityczne rozwiązania, ściślezwiązane z linuksowym jądrem i bardzo trudne do zastosowania w innychsystemach. Przekonajcie się o tym sami – obrazy tego ciekawegosystemu znaleźć można na stronie pcbsd.org.