sprzet (strona 316 z 338)

Ultrastar He6: inżynierowie WD pokazują, co daje zastosowanie helu w twardych dyskach

Ultrastar He6: inżynierowie WD pokazują, co daje zastosowanie helu w twardych dyskach

Gdy Western Digital przejęło Hitachi Global Storage Technologies(HGST), analitycy sugerowali, że jednym z powodów tego przejęciamoże być opracowywana przez Hitachi przełomowa technologiaHelioSeal, pozwalająca na zastąpienie w twardych dyskach powietrzahelem. Podejrzenia się potwierdziły – producent ogłosiłdostępność napędów Ultrastar He6, w których talerze sąhermetycznie zamknięte w komorze wypełnionej helem.Sześć terabajtów pojemności w zwyczajnie wyglądającym3,5-calowym dysku twardym, to niezły wynik. O 23% mniejsze zużycieenergii niż w najbardziej dotychczas oszczędnych dyskach twardychto wynik naprawdę znakomity. Do tego niższe o nawet 4-5°Ctemperatury pracy – i mamy przepis na napęd, który może tchnąćdrugie życie w technologię dysków twardych, zarówno w centrachdanych jak i na desktopach coraz częściej wypieranych przez dyskiSSD.[img=he6]Jako że gęstość helu jest siedmiokrotnie mniejsza niżpowietrza, można się było spodziewać, że zastąpienie powietrzahelem w dyskach twardych pozwoli na znaczne zmniejszenie oporu,stawianego przez ośrodek obracającym się talerzom i ramieniugłowicy odczytująco-zapisującej, a także, dzięki większemuprzewodnictwu, ułatwi odprowadzanie ciepła. W zbudowanym przezinżynierów HGST modelu pozwoliło to na umieszczenie w jednymnapędzie siedmiu talerzy – o dwa więcej, niż w 4-terabajtowychnapędach klasycznych, a co za tym idzie, wyraźne zwiększenie jegopojemności.Producent o tym nie wspomina, ale wypełniony helem dysk możemieć jeszcze jedną przewagę nad klasycznym napędami – jako żenapęd taki jest hermetycznie zamknięty, będzie można chłodzićzbudowane z He6 macierze dyskowe cieczą, najlepiej olejem, o ponad1300-krotnie większej pojemności cieplnej od powietrza.He6 to oczywiście nie koniec ewolucji twardego dysku. WesternDigital zapowiada, że helowa platforma HGST posłuży jakopodstawa do rozwoju nowych technologii, takich jak termowspomaganyzapis magnetyczny (HAMR) czy gontowy zapis magnetyczny (SMR), dziękiczemu możliwe będzie dalsze zwiększanie gęstości zapisu –czytamy w komunikacie prasowym.[img=HGST_6TB_HE6HDD_comparison][join][img=5856_04_hgst_6tb_ultrastar_he6_helium_filled_hdd_i]Na razie nic nie wiadomo o cenachhelowych dysków, ale biorąc pod uwagę to, że zwykły4-terabajtowy Ultrastar 7K4000 kosztuje ponad 300 dolarów, a hel zroku na rok jest droższy, to He6 raczej nie będzie na kieszeńprzeciętnego użytkownika. Linia Ultrastar zawsze jednak byłaadresowana do użytkownika biznesowego, czy więc zatem zdobyte przezinżynierów HGST doświadczenie nie pozwoli im w przyszłościprojektować też helowe napędy dla użytkowników indywidualnych?Niestety prawdopodobnie tak sięnie stanie. Zapotrzebowanie na ten szlachetny gaz nieustanniewzrasta, jego ceny potrafią ostatnio rosnąć nawet o 30% rocznie.Teraz zaś, gdy hel znajdzie zastosowanie w twardych dyskach,urządzeniach znacznie przecież powszechniej wykorzystywanych niżnadprzewodzące magnesy w tomografach, tempo wzrostu cen może tylkowzrosnąć. Pojawienie się na rynku takich napędów jest jednakdobrą wiadomością dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa– firma ta posiada jedyną w Unii Europejskiej instalację dopozyskiwania helu w okolicach Ostrowa Wielkopolskiego, dzięki czemukraj nasz jest jednym z sześciu producentów tego gazu na świecie.

Nowy superkomputer w Świerku rusza na wiosnę, zajmie pozycję w pierwszej setce Top500

Polska nie jest jakoś szczególnie znana w świecie ze swojegozaplecza superkomputerowego – nasz najsilniejszy superkomputer Zeusw Centrum Komputerowym Cyfronet na krakowskim AGH osiąga w testach267 TFLOPS, a stojący w ICM w Warszawie BlueGene/Q IBM-a dysponujemocą 189 TFLOPS. To niewiele w porównaniu do najsilniejszejchińskiej maszyny Tianhe-2, o mocy niemal 34 tys. TFLOPS, ale nieoznacza to, że jesteśmy jakoś szczególnie w tej kwestii zacofani– Zeus zajmuje 113. pozycję na świecie w rankingu Top500, aBlueGene/Q pozycję 170. Jeśli jednak uda się ukończyć prace nadnowym superkomputerem dla Centrum Informatycznego Świerk, to polskamaszyna znajdzie się w pierwszej sześćdziesiątce najszybszychsuperkomputerów świata.Narodowe Centrum Badań Jądrowych podpisało umowę na dostawękluczowych komponentów największego polskiego superkomputera, którydziałać będzie na 896 procesorach IntelXeon E5-2680v2. Te dopiero od niedawna dostępne na rynku czipyzawierają 10 rdzeni Ivy Bridge (22 nm), taktowanych zegaremmaksymalnie 3,6 GHz i mają 25 MB pamięci cache. Cały klasterotrzyma do dyspozycji 57 TB pamięci RAM w modułach DDR3-1600 imacierz dyskową o łącznej pojemności 180 TB. Wydajność całegosystemu powinna w testach Linpack przekroczyć 500 TFLOPS.[img=wafer-xeon]Adam Padee z Działu Infrastruktury Obliczeniowej CIŚ podkreślił,że ośrodek w Świerku od początku był projektowany z myślą oefektywności energetycznej. W szczególności świadczyć o tym mainnowacyjny system chłodzenia ciepłą wodą o temperaturze 18°C,zaprojektowany przez firmę Format, który pozwala na uproszczeniekonstrukcji i obniżenie awaryjności. Niestety nie podano tu żadnychdanych, jaki poziom efektywności zamierza się osiągnąć, a dziś poprzeczka w tej kwestii ustawiona jestjuż bardzo wysoko – najlepsze maszyny, takie jak włoskisuperkomputer Eurora, zapewniają ok. 3200 MFLOPS z wata, przedewszystkim dzięki heterogenicznej, wykorzystującej GPUarchitekturze, niestety niewykorzystywanej w tym projekcie.Pierwsza partia podzespołów powinna trafić do Świerku do końcastycznia 2014 r. Jak zapewnia szef projektu, prof. Wojciech Wiślicki,pierwsza działająca część obliczeniowego klastra ma być oddanaużytkownikom już na wiosnę przyszłego roku. Podstawowymzastosowaniem maszyny, pomyślanej jako podstawa zapleczainformatycznego polskiego programu energetyki jądrowej, ma byćprowadzenie obliczeń dotyczących optymalizacji warunków pracyreaktorów jądrowych, uwzględniających takie zjawiska fizyczne jakrozpływ ciepła czy dynamikę cieczy chłodzącej. Superkomputerposłuży oprócz tego do optymalizacji dystrybucji energiielektrycznej w sieciach, tworząc symulacje sieci i przepływów wnich, a także modelować związane z tym zjawiska ekonomiczne.Łączna wartość projektu wyniesie niemal 100 mln złotych. W85% pochodzą one z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, w15% z dotacji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Czytnik e-booków Onyx Boox i65S Metropolitan, czyli Android nie wszędzie ma sens

Czytnik e-booków Onyx Boox i65S Metropolitan, czyli Android nie wszędzie ma sens

Onyx to jeden z bardziej znanych producentów czytników e-booków.W przeciwieństwie jednak do Amazona czy Barnes & Noble,oferujących jedynie kilka modeli swoich urządzeń Kindle czy Nook,od których w zasadzie wiadomo, czego można oczekiwać, Onyxpraktykuje strategię Samsunga, wydając całą gamę modeli,różniących się od siebie nie tylko specyfikacją techniczną, alei oprogramowaniem, tak by (przynajmniej w teorii) zaspokoić wszelkiegusta klientów. Na ile to jest jednak możliwe? W zeszłym miesiącuczytnik Onyksa BOOXi62 testował mój redakcyjny kolega Marcin Wilk, przyznając mudobrą ocenę (4/5). Teraz mi przyszło przyjrzeć się bliżejurządzeniu Onyx i65S Metropolitan – i niestety, oceny równiedobrej postawić temu modelowi Onyksa nie mogę.Czytnik po wyjęciu z pudełka robi dobre wrażenie – solidniewykonany, z obudową z twardego plastiku, na pierwszy rzut oka wydajesię mniejszy od czytników Amazonu. To jednak złudzenie, wynikającez nieco innych proporcji urządzenia, gdyż ekran jest takich samychrozmiarów jak w Kindle – to 6-calowy E-ink Pearl, o rozdzielczości800x600 pikseli. Ludziom, którzy lubią kolory (a sam do nichnależę) podobać się może kolor obudowy, określony przezproducenta jako indigo blue,choć jak na moje oko to bardziej kobalt, indygo jest przecieżciemniejsze i wpada w fiolet. [img=DSC06793][join][img=DSC06796]Interfejs obsługi Metropolitanaskłada się z małego dżojstika, umieszczonego pod wyświetlaczem,oraz fizycznych przycisków – po lewej menu i cofnij, po prawej„kartkowanie” tekstu – strona do tyłu i strona do przodu. Nadolnej krawędzi mamy jeszcze włącznik, dublujący swoją funkcjęjako przycisk blokady, złącze miniUSB do ładowania i podłączeniado komputera, slot czytnika kart microSD oraz gniazdo minijack dosłuchawek. (Z jakiegoś powodu w testowanym egzemplarzu słuchawkinie działały, natomiast microSD obsługuje karty SDHC do pojemności32 GB).[img=DSC06794][join][img=DSC06795]Przyszedł czas na włączenieczytnika. Przypominająca czasy ZX Spectrum animacja Wieży Eiffla,jaka wita nas podczas startu systemu nie przygotowała mnie na to, cozobaczyłem po uruchomieniu – ukryty pod autorską nakładkąAndroid 2.3 Gingerbread. Start systemu zajął niespełna 20 sekund,a później – trzeba było wziąć się za mozolne konfigurowanieAndroida, wykorzystując do tego celu wbudowany dżojstik.[img=DSC06792][join][img=DSC06802]Niech to będzie jasne –Android nie powstał z myślą o sterowaniu dżojstikiem, i da sięto odczuć na każdym kroku przy pracy z Metropolitanem. Pokonfiguracji ustawień sieci bezprzewodowej (Wi-Fi b/g) człowiekzaczyna się zastanawiać, czemu pokarano go tym testem, a po pięciuminutach „przeglądania” WWW za pomocą wbudowanej przeglądarkima ochotę już tylko napić się wódki – z gwinta. Wykorzystanie Androida powinnojednak mieć także jakieś plusy, prawda? Wśród nich największymbyłaby możliwość zainstalowania różnych ciekawych aplikacji,jakie na ten system powstały… oczywiście nie liczyłem nainstalowanie Angry Birds, ale jakiś prosty czytnik RSS czy widżetmeteo fajnie by uzupełniły preinstalowane aplikacje Booksource(księgarnia internetowa), Dysk Google, Galeria, Internet (AndroidBrowser), Kalendarz, Pobrane, QuickDic i SkyDrive. Niestety – nic ztego, przynajmniej z taką ilością czasu i sił, jakie naMetropolitana miałem. Urządzenie nie tylko nie ma zainstalowanegosklepu Google Play, ale też nie ma usługi instalatora plików APK(traktuje instalki aplikacji Androida jako nieznany format plików),nie daje też możliwości wykorzystania Android Debug Bridge, tak byaplikacje instalować z komputera. W zasadzie jedynym sposobem, wjaki można by czytnik ten zaatakować, by zmienić jegooprogramowanie, jest podanie mu spreparowanego pliku update.zip,zawierającego systemową aktualizację. Bawiąc się w różnemodyfikacje udało mi się wywołać różne ciekawe błędyurządzenia, ale niestety do zainstalowania innych aplikacji niedoszedłem. Może zdoła to zrobić ktoś bardziej wytrwały – jatu tylko powiem, że nie pojmuję takiej strategii software'owejproducenta. [img=DSC06798][join][img=DSC06800]Główną funkcją czytnikae-booków jest jednak (nomen omen) czytanie e-booków, może więctutaj i65S się lepiej sprawdzi? Zobaczmy. Producent utrzymuje, żegłównym odbiorcą tego modelu mają być uczniowie szkółpodstawowych i gimnazjalnych. Jak ich zachęcić do czytania, wczasach rządów Miley Cyrus i Justina Biebera? Producent sięgnąłpo gotowy pakiet bardzo złej literatury, dla niepoznaki nazywanej„lekturami szkolnymi”. Preinstalowane dwa tysiące tytułów zserwisu wolnelektury.pl przypominają jednak bardzo dobrze, skąd sięwzięła popularność rozmaitych streszczeń i bryków, dziękiktórym Polacy są w stanie przebrnąć przez szkolny kurs językapolskiego. Po przeczytaniu kilku losowo wybranych lektur (od stronytechnicznej czytnikowi tu nic nie można było zarzucić),zdecydowałem się wrzucić coś bardziej nadającego się doczytania. Oficjalnie oprogramowanieMetropolitana radzi sobie z praktycznie wszystkimi formatami e-booków– w tym ePub, PDF , Adobe DRM, TXT, RTF, HTML, CHM i DOC. PDF jakto PDF, trzeba być masochistą, by czytać na takich urządzeniachPDF-y (i faktycznie, mimo obsługi funkcji reflow lepiej zapomnieć ootwieraniu jakiegokolwiek większego dokumentu w tym formacie), aleRTF powinien być obsługiwany całkiem dobrze. Niestety tak nie było,przynajmniej z większą, 1000-stronicową powieścią.Niejednokrotnie czytnik dławił się przy przechodzeniu międzystronami, a próby wprowadzenia jakichś zmian w ustawieniach, np.rozmiaru fontu, były drogą przez mękę – nie tylko ze względuna ślamazarność interfejsu (co robi ten gigahercowy procesor z 512 MB RAM?), ale też problemy z poprawnymdziałaniem dżojstika, który w niektórych sytuacjach przestawałdziałać tak, jak powinien (np. ruch w dół, zamiast przenosić dopola niżej, powodował przeskok do innej zakładki panelukonfiguracyjnego). Podobnie czytnik zachowywał się z większymiDOC-ami, w zasadzie jedynym sposobem na czytanie dłuższych książekbyła ich konwersja na ePub.Czy można coś dobregopowiedzieć o tym czytniku? Chciałbym powiedzieć, że jest tani –ale to też nie jest prawda, gdyż średnia cena w sklepachinternetowych wynosi 349 zł, a tymczasem za już 339 złotych kupićmożna Kindle 5, ze znacznie sensowniejszym interfejsem i dopasowanądo niego przeglądarką, a także bardziej „żywotną” baterią.Dlatego też oceniam i65S jedynie na dostateczny – choć gdybyproducent umożliwił instalowanie własnych .APK i poprawił usterkiw oprogramowaniu, mógłby być to sprzęt nawet i dobry.

Circadia 1.0: początek ery komputerów wszywalnych?

Urządzenia mobilne to już codzienność, w której kolejneinnowacje sprowadzają się do dodawania kolejnych rdzeni procesora,skanera linii papilarnych czy zakrzywionego wyświetlacza. Hitemwśród awangardowych geeków stają się urządzenia noszone,wearables, odzegarkopodobnych smartwatchy pofuturystyczne Google Glasses i im podobne okulary AR innychproducentów. Na horyzoncie widać już jednak pierwsze zwiastunykolejnej generacji sprzętu komputerowego, który stać się maintegralną częścią naszych mięsnych ciał.Projekty tego typu podejmowano odlat – słynny brytyjski cybernetyk, prof. KevinWarwick, posunął się nawet do wszczepienia sobie i swojejżonie interfejsów, umożliwiających bezpośrednie przesyłaniesygnałów pomiędzy ich systemami nerwowymi, zaś australijskiartysta Stelarc,przekonany że ludzkie ciało jest przestarzałe,wszczepiał w mięśnie elektryczne stymulatory podłączone dozewnętrznego kontrolera (by odegrać rolę sterowanej przez Internetmarionetki), a nawet zamontował sobie trzecią rękę.To wszystko to wciąż tylkoeksperymenty z pogranicza nauki, sztuki i techniki. Czy możliwejest, by kiedykolwiek taka łączona z ciałem elektronika trafiłana rynek w inny sposób, niż jako implanty dla inwalidów? Niemieckihaker Tim Cannon, szef założonej w zeszłym roku firmy GrindhouseWetware, przekonany jest, że czas na to jest już bliski. Stojącna czele zespołu, który postawił sobie za cel wspomaganieludzkości za pomocą bezpiecznej, przystępnej,opensource'owej technologii, przygotowujesprzęt i oprogramowanie, które już dziś może zostaćwykorzystane przez hobbystów do ulepszenia siebie.[img=circadia]Transhumaniści mówią o takichulepszeniach od lat, przekonani że umożliwią je w dalszejprzyszłości przełomy w dziedzinie nanotechnologii czy syntetycznejbiologii, tymczasem ludzie Cannona pokazują, że konkretne rezultatymożna osiągnąć już teraz, dzięki wiedzy z zakresu anatomii,elektrotechniki i programowania. Ich pierwszy produkt to Circadia1.0, podskórny implant, który na razie służy do gromadzeniarozmaitych danych biometrycznych i przekazywania ich na żywo przezBluetooth do pracujących pod kontrolą Androida urządzeń. Całeoprogramowanie udostępnione jest na wolnej licencji, a użytkownicymogą dowolnie wykorzystywać pozyskane informacje.Circadiawciąż wygląda dość ekstremalnie – obiekt rozmiarów małejpaczki papierosów slim, z trzema diodami LED informującymi ostatusie pracy urządzenia, ze zintegrowaną baterią ładowanąbezprzewodowo adresowany jest raczej do członków sceny bodymodification, niż zwykłego Kowalskiego. W większości krajówświata nie znajdziemy zresztą nawet zbyt łatwo chirurga, który byCircadię wszczepił w ciało (prawo zakazuje implantacji urządzeń,które nie zostały certyfikowane przez odpowiednie urzędy). Takwięc Cannon, aby zostać świnką morską dla własnycheksperymentów, sięgnął po pomoc innego pioniera w dziedziniemodyfikacji ciała, Steve'a Hawortha. Artysta ten, korzystając z samodzielniezrobionych narzędzi, bez znieczulenia, umieścił implant podskórą przedramienia Cannona.[yt=http://www.youtube.com/watch?v=clIiP1H3Opw]Przygotowanie działającejwersji Circadii zająć miało półtora roku, a jeszcze przed końcem2013 pojawić się ma wersja do masowej produkcji. Zapowiadana cenanie jest niska – około 500 dolarów, do tego trzeba doliczyćkoszt procedury implantacji (około 200 dolarów), ale sądząc poreakcjach sympatyków transhumanizmu, trochę chętnych nawszczepienie sobie Circadii powinno się znaleźć. W takim hakowaniu ciała zapomocą dziś dostępnych technologii, Cannon widzi sposób nie tylkona zwiększenie wydajności, ale też ostatecznie przekroczenieograniczeń biologii, wyzwolenie się z genetycznego dziedzictwa, a wprzyszłości także wyjście spod kontroli instytucji, powołanychdo kontroli tego ciała. Widać że haker zapoznał się z pismamifrancuskiego filozofa Michela Foucaulta, który przecież już wlatach 70 mówił o śmierci człowieka ikontroli, jaką poprzez biopolitykę władza sprawować ma nadciałem, regulując to, co można, i czego nie można z nim robić.Przekonany jest on bowiem, że jeśli już teraz niezależni hakerzynie zaczną eksperymentów w tej dziedzinie, to w przyszłości, gdyzarówno ciała jak i cyberimplanty znajdą się w w obszarzezainteresowań korporacji, będzie już na to za późno –jakikolwiek niezależny rozwój zostanie zablokowany przez systempatentowy, tak jak jest to dziś w branży mobilnej.