sprzet (strona 317 z 338)

Fireweb: LG pokazało pierwszy z drugiej fali telefonów z Firefox OS-em

Niedawno Mozilla zaprezentowała aktualizację swojego mobilnegosystemu operacyjnego, Firefox OS. Wersja 1.1 przyniosła takieatrakcje, jak możliwość wysyłania MMS-ów, a towarzyszyła jejzapowiedź wejścia na rynek całej gamy nowych urządzeń z tym systemem.Obietnica została dotrzymana – pierwszy nowy telefon z FirefoxOS-em 1.1 pokazało właśnie koreańskie LG. Urządzenie, które wpierwszej kolejności pojawi się na rynku brazylijskim, niestetyjednak niczego istotnego dla mobilnego ekosystemu Mozilli nieprzynosi.Do tej pory klienci zainteresowani Firefox OS-em mieli do wyborualbo dostępne w sprzedaży w salonach operatorów telekomunikacyjnychsłuchawki od ZTE czy Alcatela, albo też deweloperskie modele,produkowane przez hiszpańską firmę Geeksphone. Teraz do gronaproducentów urządzeń z systemem Mozilli dołącza jeden z największychproducentów smartfonów w ogóle. Telefon o wdzięcznej nazwie „Fireweb”zobaczyć możemy na razie na promocyjnym wideo LG:[yt=http://www.youtube.com/watch?v=t_7sTP7IRn4] To telefon zdecydowanie z niższej półki. Mimo względnie dużegoekranu o przekątnej 4 cali, matryca ma rozdzielczość zaledwie 480 na320 pikseli, co daje gęstość zaledwie 144 PPI. Dla porównania,wyprodukowany trzy lata temu HTC Desire zapewnia gęstość 252 PPI, ajeden z najtańszych telefonów z Androidem, Moto X, który na Amazoniemożna było kupić już za 99 dolarów – 316 PPI. Co ciekawe, samaMozilla informująco premierze Fireweba na swoim blogu, całkowicie pomija kwestięmizernej rozdzielczości wyświetlacza.Pod wyświetlaczem znajdziemy jednordzeniowy procesor Qualcomma 3Go taktowaniu 1 GHz, 4 GB pamięci masowej flash (którą możnarozbudować kartami microSD), oraz całkiem przyzwoitą baterię 1540mAh. Mocnym punktem telefonu ma być wbudowana kamera z matrycą 5 mpixi diodą doświetlającą (do tej pory słuchawki z Firefox OS-em miałymatryce 3,2 mpix, bez diody).[img=fireweb]Tak Mozilla, jak i samo LG zachwalają też integrację zFacebookiem, preinstalowane gry (m.in. Cut the Rope) i nowy sposóbodkrywania aplikacji. Towszystko trafi w ręce Brazylijczyków za jedyne 450 reali (około 620zł), poprzez sieć sprzedaży operatora Telefónica Vivo. Z opiniipojawiających się w Sieci można wywnioskować, że nawet jak na warunkibrazylijskie, kraju znanego z ekstremalnych poziomów cła na sprzętelektroniczny, to cena trudna do uznania za niską. Z czasem Fireweb pojawić się mateż na rynkach innych krajów Ameryki Południowej i Środkowej, a takżew Indiach. Producent nic nie powiedział na temat jego dostępności wEuropie. Czy taki „budżetowy” model telefonu, z wciążskromnym sklepem z aplikacjami znajdzie nabywców? Niestety niejesteśmy o tym przekonani – strategia twórców Firefox OS-a, jaki producentów urządzeń z tym systemem, wydaje się równieniezrozumiała, jak na początku.
Heterogeniczne kolejkowanie: procesorowe równouprawnienie w wydaniu AMD

Heterogeniczne kolejkowanie: procesorowe równouprawnienie w wydaniu AMD

Heterogeniczna architektura obliczeniowa (HSA), którą od kilkumiesięcy AMD opisuje jako przyszłość sprzętu IT, budzi coraz większezainteresowanie zarówno producentów sprzętu, jak i oprogramowania. Wrozwijającej ją Fundacji HSA znaleźć można m.in. konsorcjum ARM,Samsunga, LG, Texas Instruments, Qualcomm, Canonicala i Sony, a takżeośrodki akademickie z USA, Wielkiej Brytanii i Chin. Do tej poryjednak nacisk kładło się na technologięhUMA, pozwalającą CPU i GPU na dostęp do tej samej pamięci. Jakjednak poradzić sobie z problemem przenoszenia zadań międzyprocesorem głównym a procesorem graficznym? Odpowiedzią na to jesttechnologia hQ (heterogeneous queuing), stanowiąca ostatni krok nadrodze do integracji procesorów w ramach HSA.Do tej pory relacja między procesorem głównym a procesoremgraficznym wyglądała następująco: aplikacja komunikowała się z CPUprzez swoje kolejki zadań, zaś CPU poprzez usługi systemowe,interfejsy programowania i sterowniki sprzętu tworzył kolejkę zadańprzekazywanych do GPU. Uniemożliwiało to w praktyce bezpośrednidostęp aplikacji do GPU – nie tylko nie mogła ona stworzyćbezpośrednio kolejki zadań dla GPU, ale też komunikacja przez CPUbyła obciążona wieloma warstwami abstrakcji (ten problem ma rozwiązaćz kolei Mantle API).[img=hsa]hQ zmienia tę sytuację całkowicie – komunikacja między CPU iGPU staje się dwukierunkowa. Nie tylko CPU może tworzyć kolejki zadańdla GPU, ale też GPU może tworzyć kolejki zadań dla CPU. Co więcej,aplikacja zyskuje możliwość bezpośredniego kierowania zadań do GPU, zpominięciem abstrakcji systemu operacyjnego.[img=cpu-gpu-wo-hq][join][img=cpu-gpu-w-hq]Idea wydaje się prosta, ale jej realizacja, z tego co można siębyło od AMD dowiedzieć, okazała się bardzo skomplikowana. Pozbyciesię narzutu kolejnych warstw systemu operacyjnego okazało się możliwepoprzez wprowadzenie standardowego formatu pakietów danych dla CPU iGPU. Kolejki zadań dla CPU i GPU powstają z takich właśnie64-bajtowych pakietów, umieszczanych w określonych obszarach pamięci.Przenoszą one informacje o typie pakietu, grupie roboczej, alokacjipamięci, wskaźniku do wykonywalnego obiektu w pamięci i argumentachdla jądra. Aplikacja może pakiety takie umieszczać równie dobrze wkolejkach CPU jak i GPU, bez ograniczeń co do ich długości. Najnowszewersje układów APU od AMD mają obsłużyć do 50 takich kolejek. A jeśli50 kolejek gwarantowanych przez sprzęt nie wystarczy, to możliwebędzie uruchomienie dodatkowej warstwy software'owej, pozwalającej nazarządzanie w praktyce nieograniczoną liczbą kolejek. Wszystkie te operacje zachodzić mają w warstwie użytkownika,praktycznie bez odwołań do jądra systemu. Pozwala to na bezpieczne ioszczędne uruchamianie aplikacji, bez narzutu i przyznawanianadmiernych uprawnień. W zasadzie jest to realizacja obietnic, jakietowarzyszyły wprowadzeniu pierwszych APU – procesor główny możerealizować zadania szeregowo, by w połowie pracy przekazać częśćzadań związaną z przetwarzaniem równoległym do procesoragraficznego, z minimalnymi, niedostrzegalnymi dla użytkownikaopóźnieniami. Ten zaś, po ukończeniu pracy może przekazać wyniki zpowrotem do kolejki CPU.Taka architektura raczej jednak nie będzie się spisywała poza APU,dla użytkowników dyskretnych kart graficznych. Narzut związany zkomunikacją po PCI Express byłby tak duży, że szybciej byłoby robićwszystko na CPU, niż bawić się w czasochłonne przerzucanie zadańmiędzy CPU a GPU. Pozostaje jeszcze kwestia tego, w jaki sposób hQ rozdziela zadaniamiędzy CPU i GPU? Z tego co wynika z informacji od AMD, problem tenrozwiązano najprościej jak tylko można. Wszystko robione jest ręcznie– od programisty zależy, gdzie dane zadanie zostanie wykonane.W zasadzie sytuacja przypomina to, jak wygląda programowanierównoległe dzisiaj: narzędzia do profilowania będą sugerowały poprostu te obszary kodu, które warto uruchamiać na GPU. Prawdopodobnie pierwszym językiem programowania, który będziewykorzystywał hQ i inne technologie HSA będzie Java. O tym możeświadczyć zaproszenie Oracle'a na zbliżającą się konferencję APU13.Na pewno na tym jednak AMD nie zaprzestanie – obiecywana jestcała paleta narzędzi dla deweloperów, która pozwolić ma na pełnewykorzystanie możliwości heterogenicznej architektury.

USB Implementers Forum nie życzy sobie Open Hardware

Zarówno dla niewielkich firm, jak i hobbystów-elektroników, którzychcieliby się wziąć za produkcję własnego sprzętu wykorzystującegointerfejs USB, największą przeszkodą są nie sprawy techniczne, alekwestie formalne, związane z organizacją USB Implementers Forum(USB-IF). Aby bowiem dowolne urządzenie uzyskało certyfikat zgodnościz USB, jego producent uzyskać musi identyfikator VID (Vendor ID) odorganizacji – oczywiście nie za darmo. Gdy już swój VID uzyska,jego produkty będą oznaczane parą VID:PID (Product ID), pozwalającąna jednoznaczne zidentyfikowanie sprzętu.Dla dużych producentów przejście formalności związanych zuzyskaniem VID, jak i wyłożenie niezbędnych pieniędzy, nie powinnostanowić problemu. Dopuszczalne są trzy opcje: zostać członkiemUSB-IF, płacąc rocznie 4 tysiące dolarów, zostać licencjobiorcą naokres dwóch lat, płacąc za to 3500 dolarów, albo też jednorazowokupić samo Vendor ID bez podpisywania umowy licencyjnej, za 5 tysięcydolarów (bez prawa używania logo USB). Kwoty te, szczególnie dlamieszkańców mniej zamożnych krajów, są zaporowe – i tosprawiło, że firma Arachnid Labs zdecydowałasię zaoferować alternatywę.[img=usb-hobby]Nick Johnson, dyrektor Arachnid Labs, uznał, że dobrze by było,gdyby powołana w tym celu fundacja non profit wykupiła VID, anastępnie zaczęła przyznawać PID-y swoim członkom, którzy tworząwolne i otwarte urządzenia (open hardware). W ten sposób nagle tewszystkie hobbystyczne, niezależne konstrukcje mogłyby bezdodatkowych kosztów otrzymać status zgodnych z USB.Z jakiegoś tajemniczego powodu pomysł ten nie przypadł do gustuUSB-IF. W tej sprawie niemal natychmiast wypowiedziała się VTM Group,firma świadcząca usługi menedżerskie i zapewniająca obsługę prawnądla całego tego stowarzyszenia. Johnson otrzymał list, w którym żądasię od Arachnid Labs natychmiastowego zaprzestania zbiórkifunduszy na zakup unikatowego USB VID, w celu odsprzedaży,przekazania czy licencjonowania PID-ów, oraz usunięcia z materiałówmarketingowych i strony internetowej wszelkich odniesień do USB-IF,VID-ów i PID-ów.Co najciekawsze, samo USB-IF niekoniecznie musi być takiejinicjatywie przeciwne: wśród dyrektorów organizacji znaleźć możnaludzi z firm takich jak Intel czy HP, które wspierały chętnieinicjatywy związane z Open Hardware. W dyskusjina Slashdocie pojawiły się pomysły, aby społeczność wzięła sobie VIDz numerem 0xF055, a następnie utworzyła respektowany przezniezależnych deweloperów rejestr PID-ów. Czy jednak to tylko niezaogni całej sytuacji (szczególnie gdy ktoś w oficjalnym procesieuzyska taki VID) – to się dopiero okaże.
Windows coraz gorszy od OS-a X pod względem czasu pracy na baterii

Windows coraz gorszy od OS-a X pod względem czasu pracy na baterii

Microsoft jest już numerem trzecim na rynku urządzeń mobilnych –i raczej nic tej pozycji mu nie odbierze. Ambicje na pewno sięgająjednak dalej, i choć do popularności iOS-a i Androida systemom zrodziny Windows wciąż daleko, to przecież jak pokazała historiarywalizacji Google'a i Apple'a, wszystko w tej branży może sięzmienić niespodziewanie szybko. Zanim jednak wszyscy wyrzucimy iPady,by przerzucić się na rozmaite odmiany urządzeń z rozmaitymi odmianamiWindows, Microsoft będzie musiał rozwiązać pewien problem, o którymdo tej pory niewiele się mówiło.Sprzęt na którym działają systemy Microsoftu działa na bateriikrócej, niż sprzęt z systemami konkurencji. Co gorsze, różnica jestspora, sięgając nawet kilkudziesięciu procent dla urządzeńdziałających na bateriach o tej samej pojemności. Co jeszcze gorsze,problem zauważono już kilka lat temu, a Microsoft do tej pory nie byłw stanie z nim nic zrobić.[img=battery]Już w 2009 roku serwis AnandTech wziąłdo testów 15-calowego MacBooka Pro z baterią 73 Wh, aby sprawdzićosiągany czas życia pod kontrolą różnych systemów operacyjnych.Wyniki były fatalne dla Windows. Pod kontrolą OS-a X Leoparda(10.5.7) sprzęt działał ponad 8 godzin, pod kontrolą Windows Vistax64 SP1 około 6 godzin, pod kontrolą Windows 7 niecałe 6 godzin.Przejście z OS-a X na Vistę oznaczało więc utratę 25% czasu pracy nabaterii. Jak pisał wówczas Anand Lal Shimpi, do podobnych spostrzeżeńprzyznawało się wówczas wielu producentów PC (choć żaden oczywiścienie chciał przyznać tego publicznie).Cztery lata później AnandTech przetestowałnajnowsze laplety Microsoftu – urządzenia Surface Pro 2. Mająone taką samą baterię (42 Wh) jak urządzenia Surface Pro pierwszejgeneracji, a mimo to Redmond obiecywało, że czas pracy bez sieciowegozasilania wzrośnie o 75%. Testy pokazały, że jest lepiej, ale nie ażtak bardzo – w teście surfowania po Sieci Surface Pro 2 okazałsię tu lepszy o może 30%, w teście odtwarzania wideo było jeszczegorzej. Najwyraźniej korzyści z zastosowanych w drugiej generacjiSurface Pro procesorów Haswell nie są aż tak duże, Lal Shimpisugeruje nawet, że silnik wideo w tych układach nie jest zbytoszczędny pod względem zużycia energii. [img=59177]Porównywanie Surface Pro 2 do urządzeń z SoC-ami z rdzeniami ARM,takimi jak iPady, nie ma sensu, ale może porównać je do innychurządzeń z Haswellami? Wśród testowanych przez AnandTech komputerówznalazły się 11- i 13-calowe laptopy MacBook Air, z bateriamiodpowiednio 38 i 54 Wh, z niemal identycznym hardware –procesorami i5-4200u i pamięcią RAM LPDDR3. W teście surfowania poSieci 13-calowy laptop Apple'a wytrzymał ponad 14 godzin, zaś11-calowy – ponad 11 godzin. Jako że Surface Pro 2 ma niecowiększą baterię niż nowy 11-calowy MacBook Air, można by było sięspodziewać, że wytrzyma chociaż 12 godzin, tymczasem wynik urządzeniaMicrosoftu był niemal dwukrotnie gorszy, niż laptopa od Apple –zaledwie 6,6 godziny. Oznacza to, że Apple jest w stanie dla urządzeń z Haswellamizapewnić niemal dwukrotnie większą efektywność zasilania bateryjnego,niż najlepsze rozwiązania Microsoftu. Niewiele lepiej jest dlaurządzeń na układach z rdzeniami ARM: Surface 2 z czterordzeniowymprocesorem Nvidia Tegra 4, 2 GB RAM w teście surfowania po Sieciwytrzymał 8 godzin, podczas gdy iPad 4 wytrzymał 9,5 godziny, zaśNvidia Shield (również z procesorem Tegra 4, choć mniejszym ekranem)– ponad 13,5 godziny.Przewaga OS-a X nad Windows jest o tyle zastanawiająca, że już wWindows 7 Microsoft wprowadził technologię zlewaniatimerów (timer coalescing), która pozwalała nazmniejszenie zużycia energii przez obniżenie precyzji timerów przysynchronizacji budzenia procesów, zmniejszając w ten sposób liczbęoperacji wejścia i wyjścia w tryb bezczynności. Jej wprowadzeniemiało zapewnić nawet 20% wzrost długości działania systemu nabaterii, w porównaniu do Windows Vista. Niebawem z technologii tejbędą mogli skorzystać użytkownicy komputerów Apple – trafiłaona do systemu OS X 10.9 Mavericks. Tak więc po aktualizacjisystemu przewaga nowych MacBooków Air nad Surface Pro 2 powinnawzrosnąć jeszcze bardziej.Sprawą zainteresowałsię właśnie znany bloger (autor Coding Horror) Jeff Atwood. Jakoposiadacz sprzętu zarówno Apple'a jak i Microsoftu, określa ją jakoszokującą, a nawet skandaliczną. Itrudno mu się dziwić: ostatecznie gdyby różnica między Windows aOS-em X wynosiła kilkanaście procent, można by to było przełknąć,biorąc pod uwagę to, że Windows nie może być aż tak zoptymalizowanyna konkretne urządzenia, jak OS X. Jednak różnica niemal dwukrotnaoznacza pogorszenie sytuacji od 2009 roku, kiedy to wyniki Windowsbyły gorsze o jedną czwartą. W testach AnandTechu, 13-calowy MacBookAir, który pod OS-em X działał ponad 14 godzin, po zainstalowaniuWindows 8, w tych samych warunkach działał już tylko 7 godzin i 40minut.
Brother MFC J4510 DW — druk A3 w niewielkim urządzeniu wielofunkcyjnym

Brother MFC J4510 DW — druk A3 w niewielkim urządzeniu wielofunkcyjnym

Drukarki testowane są przez nas raczej rzadko. Tym razem jednakzdecydowaliśmy się wziąć do testów całkiem ciekawą drukarkę (czy teżraczej, jak się to teraz określa - urządzenie wielofunkcyjne) BrotherMFC J4510 DW. Czemu ciekawą? Na pierwszy rzut oka to typowy sprzęt domałego biura, jedno urządzenie do drukowania, skanowania, kopiowaniai obsługi faksów. Urządzeń takich na rynku są dziesiątki, ale to ma wsobie coś wyjątkowego. Pozwala drukować na nośnikach o formacie A3.Co prawda konieczne jest ich ręczne podawanie, ale i tak dla każdego,kto okazjonalnie chce sobie wydrukować coś większego niż standardoweA4, to ciekawa propozycja, tym bardziej, że w takiej cenie (ok. 600zł w tańszych sklepach internetowych) podobnego sprzętu innychproducentów nie znajdziemy.[img=XYR_9508][join][img=XYR_9510]Mam w domu własne “urządzenie wielofunkcyjne” HP Photosmart(hybrydę drukarki i skanera), mające już dobre 5 lat, drukująceoczywiście na nośnikach A4. Gdy więc urządzenie Brothera wypakowałemi postawiłem koło komputera, byłem zaskoczony jego niewielkimirozmiarami – było niewiele większe od mojego Photosmarta. Producent zdołał osiągnąć ten efekt dzięki obróceniupodajnika papieru o 90 stopni, dzięki czemu standardowy bok 297 mmkartki A4 ustawiony jest wzdłuż przedniej krawędzi urządzenia.Solidnie wyglądająca obudowa, wygodny dostęp do kartridży ztuszami, a przede wszystkim regulowany panel sterowania z dużym,dotykowym wyświetlaczem i klawiaturą numeryczną, zrobiły na mniedobre wrażenie. Dużą zaletą urządzenia jest też wbudowany zasilacz,co pomaga zredukować panujący bałagan. Jak to wygląda w całości możecie zobaczyć na poniższym wideo:[yt=http://www.youtube.com/watch?v=EHJOIt7L7o4]Zgodnie z instrukcją zainstalowałem załączone kartridże (standardoweCMY+czerń). To łatwe zadanie: ich konstrukcja chroni przedpobrudzeniem dłoni, co zdarza mi się dość często przy wymienianiukartridży w innych drukarkach. Znalazłem też ryzę papieru do drukarek ispróbowałem wsadzić ją do automatycznego podajnika u spodu. Tuzaczęły się schody: by załadować do drukarki papier, trzeba wyjąćcały podajnik, a to nie zawsze jest płynną operacją. Bywa, że coś się w środku zacina, wyjęcie tacki wiąże się z wrażeniem, że za chwilę coś w środku pęknie. Być może to kwestia dowyuczenia, ale moim zdaniem użytkownik nie powinien być nigdy zmuszany do używania większej siły wobec delikatnych urządzeń.[img=XYR_9514][join][img=XYR_9513]Kolejny etap to podłączenie tego kombajnu do komputera. Mój domowydesktop pracuje pod kontrolą Arch Linuksa, więc spodziewałem się, żeproces ten może zaboleć. Kabelka do USB w pudełku (jak to zwykle bywa)nie znalazłem, więc uznałem, że od razu wypróbuję podłączenie przezlokalną sieć. Tu swoje zalety pokazał dotykowy interfejs użytkownika. Wykryciepunktu dostępowego i skonfigurowanie połączenia sieciowego zajęłomoże minutę. Gdy urządzenie otrzymało adres IP, niemal natychmiastzostało rozpoznane przez linuksowego demona CUPS. Linuksowychsterowników na załączonej płycie nie było, ale bez problemu znalazłemje na witrynie producenta - niestety tylko w postaci paczek .deb i.rpm. W nadziei, że uda mi się jednak nie zmęczyć, sprawdziłemrepozytorium AUR Archa, i faktycznie, gotowy sterownik dla tegomodelu (jak i setek innych modeli urządzeń Brothera) czekał nazainteresowanych. Cała instalacja i konfiguracja drukarki zajęła możeminutę.Z ciekawości sprawdziłem jeszcze instalację pod Windows 7.Sterowniki do najpopularniejszego systemu operacyjnego na świeciebyły oczywiście na płycie. Jak to zwykle z Windows bywa, instalacjawiązała się z wielokrotnym klikaniem „Next” i czekaniem,aż obrośnięty w software’owy tłuszcz instalator zrobi swoje.Cóż – taka uroda sterowników drukarek dla Windows.Po uruchomieniu i zainstalowaniu urządzenia przyszedł czas napierwsze testy wydruku. Niestety nawet wydruk testowy rozczarował.Kolumny w podstawowych kolorach nie wyglądały jak trzeba, więcpokierowany wydrukowaną tam też instrukcją, co robić dalej (notabenez uroczym błędem ortograficznym), uruchomiłem czyszczenie głowicy.Cóż, lepiej było nie czyścić. Drugi wydruk był gorszy niż pierwszy,zaś trzeci (po uprzednim czyszczeniu) gorszy niż drugi. Dałem więcspokój czyszczeniu i wydrukowałem kilka kartek z testem CUPS-a, a teo dziwo stopniowo zaczęły wyglądać coraz lepiej. Szybkość druku nie oszałamia: dla typowych materiałów z Internetu (dokumenty Wikipedii, druk z Google Chrome) wynosił około 3,3 strony na minutę. Jest to jednak wielkość nie odbiegająca od osiągów innych urządzeń tej klasy[img=clean1][join][img=clean2][img=clean3][join][img=cups]Finalnie spróbowałem jeszcze druku fotografii, kolorowej iczarno-białej, na fotograficznym papierze. Ręczny podajnik papieru okazał się mieć sporo problemów z formatem US Letter (taki akurat papier fotograficzny miałem), nie przyjmując go mimo poprawnego włożenia. Pozostało wkładać pojedyncze kartki US Letter do automatycznego podajnika, który przyjął je bez zarzutu. W obu przypadkach jakość wydruku, jak możecie zobaczyć na załączonych skanach, była kiepska, zaś szybkość pozostawiała sporo do życzenia – całostronicowych rozmiarów zdjęcie drukowało się około trzech minut. Tej drukarki fotografom więc polecić nie można.[img=XYR_9520][join][img=XYR_9521]A co z drukiem A3, mającym byćnajmocniejszym punktem Brothera MFC J4510DW (swoją drogą, kto wymyślatakie nazwy urządzeń...)? Niestety też było kiepsko – pierwszawłożona kartka A3 zacięła się w środku, druga – została wydrukowana, ale uzyskany efekt nie był zadowalający, było widać liczne usterki druku, zarówno dla fontów jak i grafiki. Małe jednak zastrzeżenie: być może inne egzemplarze tego modeludrukują lepiej. W opakowaniu znalazłem kartę z serwisu gwarancyjnego,wspominającą coś o wymianie głowicy, i o tym, że już wszystko jestdobrze. No cóż, najwyraźniej nie aż tak dobrze.[img=XYR_9517][join][img=XYR_9516]Przetestowałem też skaner urządzenia. Jakość skanów, zarównomonochromatycznych jak i kolorowych, była całkiem dobra, choć niedorównuje profesjonalnym skanerom fotograficznym, można było dostrzecna wynikowych JPG-ach. Szybkość skanowania jest bardzo dobra, kolorowy skan zdjęcia w rozdzielczości 600 dpi zajął około 23 sekund, a w rozdzielczości 1200 dpi około 40 sekund. Czas na jakieś podsumowanie. Urządzenie robi dobre wrażenie na pierwszy rzut oka, nie zadowala jednak jakością. W większości biznesowych zastosowań nie potrzeba jednak wiele więcej, a fotografowie i tak sięgną po sprzęt bardziej profesjonalny. Jeśli faktycznie za problemy z wydrukiem odpowiadają techniczne niedostatki w testowanym egzemplarzu urządzenia, to Brothera MFC-J4510 DW można polecić każdemu, kto potrzebuje wielofunkcyjnego urządzenia do małego biura czy domu. Możliwość drukowania na nośnikach A3 szybko okazuje się bardzo dużą zaletą takiego sprzętu, i to nie tylko przy drukowaniu dokumentów graficznych, ale przede wszystkim, dużych tabel z danymi. W oferowanej cenie, przy niewielkich kosztach eksploatacji (komplet czterech oryginalnych tuszy można kupić za ok. 150 zł, wg producenta wystarczyć to ma na 600 stron), jest to najatrakcyjniejszy tego typu sprzęt na rynku.