Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Pulpit musi się zmienić

Temat użyteczności pulpitu miałem w głowie już dawno. Właściwie zarówno pulpit jak i menu start miały wejść w skład mojej serii „Znaki historii”, w której ostatecznie znalazł się tylko przycisk „zamknij system”.
Ostatnio spotkałem się z dwoma tekstami, które przypomniały mi o temacie i spowodowały chęć dorzucenia do niego swoich trzech groszy.

Pierwszy z nich to wpis o estetyce systemu tylko ocierający się o zagadnienie wyglądu i użyteczności pulpitu. Drugi tekst przeczytałem na konkurencyjnym, znanym nieco w sieci blogu o komputerach.

Mój obecny pulpit

Zacznę od tego, jak mój pulpit wygląda. Wygląda następująco:

r   e   k   l   a   m   a

Rys. 1 Mój pulpit. Prawda, że zachwycający?
Rys. 2 Większość ważnych skrótów siedzi w Menu Start.

Lewy górny róg jest kompletnie pusty. Strona lewa i górna zwyczajowo (może kulturowo, sam nie wiem jak), nie tylko w informatyce, jest początkiem. Tam znajdują się domyślne ikony skrótów. U mnie ich nie ma z prostego powodu: zapisany na pulpicie dokument ustawiałby się poniżej nich, a zatem do pewnego stopnia ginął – stawałby się mniej widoczny. Zresztą domyślnych skrótów Windowsa w ogóle (poza Koszem) nie ma. Są dostępne w Starcie.

Miejsce dla skrótów to prawy dolny róg ekranu. Ale i tu jest dosyć zachowawczo. Większość z nich to skróty bez ikon, umieszczone tylko po to, aby dzięki przypisanym skrótom klawiaturowym odpalać je przyciskami funkcyjnymi F. Poza nimi są jeszcze tylko OpenOffice i VirtualDub – najczęściej używane przeze mnie programy (obecnie także skrót do strumienia TVN CNBC – przez ostatnie zawirowania na rynkach często jest pierwszym, co odpalam po powrocie).

Zawiła przeszłość

Oczywiście mój pulpit nie zawsze tak wyglądał. Kiedyś bardzo polubiłem ideę skrótów na pulpicie - głównie ze względów estetycznych. Od pewnego czasu ikony programów stały się po prostu ładną grafiką. Dodatkowo w internecie pełno było alternatywnych wersji ikon. Na pulpicie można było mieć małą galerię.

Mam też na swoim koncie używanie w przeszłości paska RocketLauncher. Zresztą w bardzo różnych konfiguracjach. Najpierw tradycyjnie na stałe ustawiony w poziomie. Później w wersji pionowej z opcją auto-ukrywania.

Inną aplikacją, która miała podnieść funkcjonalność pulpitu było Fences. Aplikacja umożliwia utworzenie prostokątnych obszarów, w których rozlokowane będą ikony. Dodatkowo istniała opcja ukrywania ikon przez dwuklik na pulpicie (wybrane „Fences” pozostawały widoczne).

Zrezygnowałem z każdego z tych rozwiązań. Z różnych powodów: oszczędności zasobów komputera, ale również tylko pozornie większej ergonomii pracy. Wiele skrótów na pulpicie wydaje się zwiększać dostępność programów i folderów, ale przecież w ich gąszczu wcale nie jest łatwo znaleźć ten właściwy, bez względu na to czy używa się Fences, czy nie. Dodatkowo Fences jak każdy program lubiło się zawiesić. Pasek RocketLauncher to ciekawe rozwiązanie, zwłaszcza w wersji auto-ukrywanie+”zawsze na wierzchu”. Ale i on bywał kapryśny: mimo opcji zawsze na wierzchu lubił „schować się” pod aktywnym oknem. Skoro więc launcher sprawiał takie kłopoty, dlaczego nie zrobić tego prościej – potraktować jako taki pasek Menu Start. Idea takiego Menu Start przetrwała u mnie do dzisiaj (patrz Rys. 2).

Długi czas byłem zadowolonym użytkownikiem Google Desktop. Z tym, że najistotniejszymi jego elementami były notatnik, pasek sterowania głośnością i kalendarz. Zrezygnowałem z niego, bo coraz częściej powodował niejasne problemy – pasek przestawiał się na lewą stronę, sterowanie głośnością zawieszało się, a niekiedy po instalacji na czystym systemie miałem taki problem, że nie indeksował mi wszystkich folderów (zależało mi na szczególnie jednym, przez to, że pliki z niego włączałem właśnie przez Google Desktop).

Dzisiaj kiedy myślę o tym, jak rezygnowałem z RocketDock, Fences i Google Desktop, wydaje mi się, że była jedna praprzyczyna: każde z nich było ciałem obcym na tle systemowego pulpitu i tylko resztkami sił utrzymywało współpracę z zawsze nieco nieokiełznanym Windowsem.

Rys. 3 Fences
Rys. 4 Google Desktop
Rys. 5 RocketDock

Folder i nic poza tym?

A Windows, jak pies ogrodnika nie pozwala programom zewnętrznym na rozwinięcie skrzydeł, sam w to miejsce nie proponując nic. Od Windowsa 95 po Vista, a nawet Seven pulpit pozostał stale otwartym folderem - miejscem na skróty i pliki.

Tylko po co wykorzystywać go na skróty aplikacji? W systemie Windows Seven jest możliwość przypinania skrótów do paska zadań. Zresztą zawsze istniał Pasek Szybkiego Uruchamiania, który mógł spełniać zbliżoną funkcję, ale zawsze był nieco zapomniany. Istniało i istnieć będzie Menu Start, które jest podstawowym miejscem dla skrótów do aplikacji. W Macu jest pasek-launcher, którego idea próbowała się przedostać do Windowsa w postaci kilku wersji programów-dodatków (wspomniany RocketLauncher). Trzymanie skrótów na pulpicie jest nieco archaiczne i nigdy nie było specjalnie ergonomiczne.

Pulpit to miejsce na ponad 100 ikon. Wielu użytkowników na stałe ma kilka skrótów, niektórzy nie mają ich wcale. Są też wyjątki nadmiernie wykorzystujące rozmiary pulpitu: znam profesora, który ma na pulpicie ma ich tyle że zajmują ponad połowę przestrzeni. Z tym, że widziałem też ile czasu zajmuje mu odnalezienie tej, której szuka. Ja zresztą nie próbuje odebrać pulpitowi tej jego jedynej funkcji. Gdyby ją stracił nie miałby już żadnej.

Pora na wielkie idee

Najwyższy czas, żeby pulpit zaproponował coś jeszcze. We wspomnianym na początku tekstu blogu autor proponuje, żeby pulpit stał się centrum prezentacji informacji, dodatkowo, czego autor nie kryje, prezentowanej w nieco chaotycznej, a na pewno dynamicznej formie. To ciekawa, ale mocno kontrowersyjna propozycja. Jak słusznie zauważają komentujący pod tekstem – część proponowanych informacji jest użytkownikowi zbędna. Poza tym taki informacyjny chaos jest wbrew postulowanym, zresztą słusznie, ideom porządkowania informacji w panującym dzisiaj ich natłoku (idee te ma realizować interfejs Metro, czy faktycznie tak jest?).

Pomysł wywołuje opory, ale jest to przecież tyko idea. Może daleko idąca, przesadna, ale pobudzająca dyskusję. Może jest niczym taki koncept-car z salony samochodowego. Auta seryjne już tylko w detalach nawiązują do awangardowych rozwiązań samochodów koncepcyjnych. Może informacja o procesach i obciążeniu sprzętu to za dużo, ale nagłówki nieprzeczytanych maili albo powiązanie pulpitu z serwisami społecznościowymi (to mój pomysł) i informacyjnymi jest już dobra.

Wróćmy do początków

Może właściwym sposobem na określenie roli pulpitu będzie cofnięcie się do początku, do pochodzenia jego nazwy. Skoro jest to desktop-pulpit oczywistym jest spróbowanie odnalezienia maksimum podobieństw z jego nie-cyfrowym odpowiednikiem. Na biurku leżą dokumenty, na których akurat pracujemy (pliki) – to akurat oczywista analogia. Przyjrzyjmy się dobrze naszym biurkom, biurkom naszych szefów, dzieci i kolegów. Co tam jest?

Zawsze brakowało mi drugiej podstawowej funkcji czyli możliwości notowania. Często na biurku leży papierowa podkładka/kalendarz/notatnik, nawet jeżeli go nie ma wystarczy chwycić pierwszą lepszą kartkę, aby na niej coś zapisać. Do elektronicznego pulpitu przedostała się tylko najbardziej zaawansowana wersja notatek, czyli kolorowe karteczki samoprzylepne, do niedawne dostępne na Windows dzięki dodatkowym programom, obecnie wbudowane w system. Kilkukrotnie przymierzałem się do tego rozwiązania, ale estetyka niektórych programów i ogólnie sztuczność tego rozwiązania spowodowały, że nadal go nie używam.

Pulpit mógłby jednak umożliwiać możliwość notowania bezpośrednio na nim. Kliknięcie przy przytrzymanym klawiszu ctrl mogłoby dawać możliwość notowania. Jeżeli kolorowa tapeta nie byłaby właściwym tłem dla tekstu - automatycznie pod zapisanym tekstem mogłaby płynnie wytracać kontrast i kolor. To są zresztą możliwe do dopracowania szczegóły istotny jest pomysł.

Takim pomysłem jest możliwość prezentowania na pulpicie zdjęcia – jednego lub więcej. Nie chodzi mi tu o znane z widżetów pokazy slajdów z wybranego folderu, ale o to, aby na wybranym obszarze pulpitu było jedno zdjęcie niczym ramka z bliską osobą na biurku. Takie coś jest możliwe nawet dzisiaj, ale wymaga własnoręcznego przygotowania tapety i dodatkowo odpowiednich umiejętności artystycznych autora, a mogłoby być opcją pulpitu. Dodatkowo dobrze by było, aby system uniemożliwiał rozmieszczenie na tej części pulpitu ikon.

Rys. 6 Na pewno da się to zrobić lepiej...

Banałem jest propozycja prezentowania kalendarza rocznego lub miesięcznego w nieagresywnej formie na całym obszarze pulpitu. Takie rozwiązania umożliwiają zewnętrzne aplikacje. Najnowszy Windows nadal nic podobnego nie oferuje.

Wzorem biurka z rozłożonymi dokumentami, pulpit mógłby dawać możliwość prezentowania pliku bezpośrednio na nim – zamiast tapety. Wówczas minimalizacja okien powodowałaby powrót do najważniejszego w danym momencie dla użytkownika dokumentu.

Proste usprawnienia

Pozostawiając już analogie pulpit rzeczywisty-wirtualny.

Przychodzą mi do głowy pomysły tak banalne, że aż się zastanawiam, czy nie są dostępne w najnowszej wersji systemu Microsoftu: pulpit mógłby prezentować zawartości wybranych kilku folderów. W określonych przypadkach takie rozwiązanie miałoby sens, tylko opcja powinna być łatwo-konfigurowalne i mieć możliwość szybkiego wyłączenia. Siódemka ma wirtualne foldery, może wykorzystując je da się to osiągnąć?

Nawet w kwestii ikon można by zrobić jedno drobne usprawnienie. Dlaczego nie ma możliwości wyboru, które z nich mają mieć podpis. Dla umieszczonych na stałe skrótów wystarczającym elementem rozpoznawczym byłaby grafika. Podpisy psują tylko efekt.

Pulpit jest zresztą mniej funkcjonalny od folderu, stąd nie pozostawiam tam na dłużej żadnych plików, wyłącznie te na których aktualnie pracuję (aktualnie oznacza okres krótszy niż doba, jeżeli na pliku miałbym pracować parę dni trafia do folderu Szybkiego Dostępu). Dlaczego jest mniej funkcjonalny? Jeżeli posortowałoby się znajdujące się na nim pliki, przestawione zostałyby również stale rozmieszczone skróty. To sprawia, że z dostępnych w menu kontekstowym opcji „Rozmieść ikony według” lepiej nie korzystać. A wystarczyłaby opcja blokowania rozmieszczenia ikony – te niezablokowane można by wówczas dowolnie sortować.

Czy ktoś posłucha użytkowników?

Powstało wiele programów rozszerzających możliwości pulpitu (część z nic przywołałem). Nie można mieć pretensji do autorów, jeżeli ich dzieła w umiarkowanym stopniu radzą sobie z systemem operacyjnym - w końcu działają we wrogim środowisku. Dziwi mnie jednak, że Microsoft nie czerpie z tych dokonań. Przecież powstanie tych programów i wykorzystywanie ich przez wielu ludzi świadczy o tym, że systemowi czegoś brakuje. W Vista i Seven pojawiły sie pasek boczny i widżety oraz Sticky Notes, czyli naprawdę nie wiele.

Dzięki widżetom realizują się niektóre z pomysłów z przedziału prezentacji dodatkowych informacji. Te przygotowane przez Microsoft pozwalają na wyświetlenie kalendarza, notatki, czytnika RSS, poczty. Zwróćmy jednak uwagę, że idea widżetów opiera się na możliwości umieszczenia ich NA pulpicie, który jako taki pozostaje pustą przestrzenią, która sama w sobie jest miejscem na tylko jeden element – ikony, i pozwala na rozmieszczanie go tylko w jeden sposób - na prostokątnej siatce.

Właśnie dzisiaj przeczytaliśmy nowe doniesienia o szykowanym Windows 8 - twórcy chcą dialogu z użytkownikami. Od dawna jednak wiemy, że system ma być wyposażony w Interfejs Metro, a wraz z nim w znany już wszystkim zainteresowanym nowy sposób dostępu do programów. Tyle, że jest to nakładka przewidziana w szczególności dla urządzeń mobilnych z dotykowym wyświetlaczem. Czy nowy interfejs będzie się rozwijał kosztem zwykłego pulpitu, do którego każdy przeciętny użytkownik desktopa wróci (a raczej zobaczy go domyślnie po instalacji na PC)? Czy, tym samym, pulpit Windows nigdy nie zmieni swojej postaci i umrze wraz ze znaną dzisiaj ideą komputera osobistego?
 

Komentarze