Zabezpieczenia rodzicielskie YouTube Kids są tak banalne w obejściu, że należy zadać pytanie, czy Google aby nie wierzy w powszechną indolencję umysłową dzieci.
Wszystko, co należy zrobić, aby udowodnić bycie rodzicem/opiekunem, to prosty rachunek matematyczny. Żadne tam potęgowanie czy pierwiastkowanie, ale mnożenie w zakresie do 100. I to, zdaniem Google'a, ma chronić przed nieautoryzowanym dostępem ze strony dzieci w wieku do lat 12. O ile mnie pamięć nie myli, to podobne działania robiliśmy na kartkówkach w klasach 1-3. Genialne zabezpieczenie, Google'u – aż chciałoby się rzec.
Wprawdzie rodzic może ustawić własny kod dostępu, ale ten bardzo łatwo zresetować. Zgadliście, chodzi o rozwiązanie równie ambitnego działania. Rewelacja.
Mało tego, z problemem poradzi sobie nawet sprytny kilkulatek, pomimo totalnego braku znajomości arytmetyki. Wystarczy, że stale będzie wpisywać jedną liczbę, a w końcu trafi, gdyż nie ma żadnego limitu na liczbę prób, co udowodnił dziennikarz Josh Billinson.
Co zrozumiałe, chodzi tu o ostrzeżenie rodziców, którzy myślą, że uruchomiwszy YouTube Kids, mogą w spokoju zostawić dziecko ze smartfonem czy tabletem – abstrahując już od wartości takiej metody wychowawczej. Otóż, drodzy rodzice, nie możecie. Zabezpieczenia kontroli rodzicielskiej, jak widać na załączonych obrazkach, są nic niewarte.