r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

OpenOffice to już trup? LibreOffice nie dało szans starszemu bratu

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Pięć lat po wielkiej schizmie w świecie wolnych pakietów biurowych środowisko zaczęło przyznawać się do tego, co przez długi czas było skrywane pod kurtyną milczenia. OpenOffice to trup, ofiara swojego młodszego brata.

W ostatnim wpisie na prawie już martwym blogu, Andrea Pescetti straszy najwierniejszych fanów pakietu OpenOffice i ostrzega, że gdy umrze sam protoplasta, zawali się cały ekosystem tego biurowego pakietu. Co to miałoby oznaczać? Niepowetowane straty dla świata, a także dla twórców LibreOffice. Jak sam przyznaje:

Biorąc pod uwagę fakt, że OpenOffice potrzebuje obecnie zwiększenia liczby deweloperów, wierzymy, że spowolnienie naszych cyklów wydawniczych mogłoby źle wpłynąć na cały ekosystem OpenOffice'a.

W nie tak odległych czasach, gdy IBM zaangażował się w projekt, kierownictwo tej firmy przesunęło cały zespół chińskich programistów Lotusa do pracy nad OpenOffice. Z wielkim entuzjazmem, wśród medialnego szumu wydano wersję 4.0, która w zasadzie przyniosła jedynie boczny panel interfejsu użytkownika, opracowany notabene siedem lat wcześniej w Pekinie. Dziewięć miesięcy później do wersji 4.1 dodano obsługę API IAccessible2 oraz kilka innych smakołyków. Sił wystarczyło na publikację jeszcze jednego wydania poprawkowego. Szumne plany publikacji przełomowej wersji OpenOffice 5.0 przycichły, a ich ślady usunięto z wiki projektu. Zarzucono też zamiar wydania kolejnej wersji poprawkowej. Od tego czasu minęło aż osiem miesięcy zastoju.

r   e   k   l   a   m   a

Uwzględniając cykle, do których nas przyzwyczajono przez ostatnią dekadę, w tym okresie powinno pojawić się bowiem jedno wydanie poprawkowe oraz jedno duże, wnoszące wiele nowości. Niestety w tym czasie nie zrobiono niczego zauważalnego, a efekty zaniechania widać chociażby na liście mailingowej dla deweloperów. W tym samym czasie konkurencja z The Document Foundation idzie do przodu, intensywnie pracując nad LibreOffice 5.0.

W notatce Pescettiego widać skrytą rozpacz i próbę zamaskowania licencyjnego samobójstwa. OpenOffice stracił zainteresowanie nie tylko ze strony małych firm i niezależnych deweloperów, ale także samego IBM-a. Duża grupa chińskich deweloperów Lotusa dostała nowe wytyczne i po cichu porzuciła projekt. Czuwa przy nim już tylko garstka weteranów, pamiętających jeszcze czasy działalności niemieckiej firmy StarOffice GbmH.

Wielu obserwatorów już od dłuższego czasu przepowiadało śmierć projektu. Opinie te jednak były ciągle kontestowane przez Roba Weira z IBM-a. Sam Weir narzekał na konkurencję z The Document Foundation, oskarżając ich o psucie wizerunku OpenOffice'a, a w odpowiedzi na niewygodne pytania odpowiadał maksymą psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Jednak niedawno na łamach serwisu LWN.net pojawiła się analiza aktywności rozwoju obu projektów. Jej autor, Jonathan Corbet, podsumował dane za zeszły rok i są one niestety niekorzystne dla projektu.

Obecnie nad OpenOffice pracuje łącznie 16 deweloperów. Czwórka najaktywniejszych to pracownicy IBM. Lwią część pracy wykonał Jürgen Schmidt (88.1%), który jednak zajmuje się przede wszystkim aktualizacją plików tłumaczeń. Z takim udziałem swoich pracowników, IBM odpowiada aż za 60% aktywności w rozwoju OpenOffice w 2014 roku. U konkurencji z The Document Foundation wygląda to zgoła odmiennie. LibreOffice ma 268 deweloperów. Jest rozwijany przez wiele firm i firemek, a wiodącą w tym rolę oprócz RedHata i Collabory odgrywają niezależni programiści.

Kolejnym dowodem na degradację roli OpenOffice'a jest malejące zainteresowanie zwykłych konsumentów. Jeszcze w 2012 roku produkt był pobierany średnio 160 tys. razy dziennie, podczas gdy w 2014 było to już 120 tys. razy i mniej. Podobne Znaczenie tej marki podlega erozji. Jak przewiduje Google Trends, już w sierpniu tego roku marka OpenOffice ma być mniej seksowna niż LibreOffice.

Obecne modele rozwoju i praktyki pozyskiwania zasobów ludzkich pokazały więc, który z zarządów obu projektów miał rację, a utyskiwania użytkowników na podziały okazały się być całkowicie zbędne. Należy pamiętać, że ruchy FLOSS nie stanowią monolitu. To świat wewnątrz świata, w którym nie ustaje konkurencja, dochodzi do burz mózgów i gdzie również toczy się walka o użytkownika.

Agonia OpenOffice'a to jednak piękna śmierć. Pokazuje ona, że nie można naiwnie wierzyć w zapewnienia korporacji o współpracy (a szczególnie w zapewnienia IBM-a) i w nich widzieć przyszłość narzędzi o otwartym kodzie źródłowym. Najważniejsze jednak, że sama idea wolnego pakietu biurowego nadal żyje, co więcej, ma się świetnie. To, pod jaką marką się przejawia, nie ma już żadnego znaczenia. Zarówno LibreOffice jak i OpenOffice możecie pobrać z naszej bazy oprogramowania.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.