Mieliśmy dwie części gry Max Payne, a potem długo, długo nic od ekipy Remedy… Niektórzy myśleli już, że przyjdzie nam czekać na nowy tytuł studia tak samo długo, jak niegdyś na premierową odsłonę przygód nowojorskiego gliniarza po przejściach (pamięta ktoś jeszcze pierwsze „podjarki” w okolicach 1996 roku?), no i cóż – prawdę powiedziawszy wyszło podobnie, bo twórcy siedzieli nad swą kolejną pozycją całe 5 lat. Czasy się zmieniały, technologia oraz gusta także, produkcja zapowiedziana jako pokaz możliwości DirectX 10 na komputerach ostatecznie pojawić się miała wyłącznie na konsoli - były więc niebezpodstawne obawy, że deweloperzy nie sprostają oczekiwaniom fanów. Sam, a mało kiedy tak robię, nastawiłem się na Alana Wake jak na nie wiadomo co dobrego, podświadomie oczekując jednak nieuniknionego rozczarowania wynikającego z tego faktu. Tymczasem niespodzianka – nie zawiodłem się.