Dragon Age: Przebudzenie

Dragon Age: Przebudzenie16.04.2010 11:09
Redakcja

W Dragon Age zagrywałam się długimi godzinami i mimo wad tego tytułu, dalej uważam go za jedną z najlepszych pozycji minionego roku. Fabularnie dodatek Przebudzenie uzupełnia wątek główny, ukazując wydarzenia krótko po pokonaniu zła zagrażającego Ferelden. Zakupić go możemy na dwa sposoby - w dystrybucji cyfrowej albo jako normalne wydawnictwo płytowe. Dostajemy nowe lokacje oraz aż pięciu nieznajomych dotąd bohaterów, rozszerzenie jest też dłuższe niż wszystkie poprzednie razem wzięte, ale mam wątpliwości, czy za taką cenę otrzymujemy adekwatną zawartość. Bo autorzy nie dość, że wypuścili na rynek produkt nie do końca dopracowany, tak jeszcze nie potrafili się zdecydować, jakiej definicji Przebudzenie ma odpowiadać. Ostatecznie to coś pomiędzy pełnoprawnym tytułem, a rozbudowanym DLC, oferującym jednak mniej zabawy niż chociażby Shivering Isles do Obliviona.

Do odpalenia dodatku wymagane jest posiadanie Dragon Age. Da się oczywiście zaimportować postać, którą wyszkoliliśmy w Początku (startujemy wówczas z takim doświadczeniem, jakie osiągnęliśmy pod koniec przygody) lub stworzyć Orlesjańskiego Szarego Strażnika z poziomem 18, co w zupełności wystarczy do bezstresowego przejścia głównego wątku. Trochę śmieszy fakt, że rozszerzenie da się zaliczyć nawet bohaterem uśmierconym w scenie końcowej, a to wielką niekonsekwencja ze strony BioWare - choć autorzy próbują wyjaśnić rzecz fabularnie, rezultat jest marny. Niestety, nie da się przenieść do Przebudzenia wszystkich posiadanych przedmiotów i uzbrojenia - zostaje wyłącznie to, co mieliśmy na sobie oraz w ekwipunku, natomiast tracimy wyposażenie należące do innych postaci i łupy uzyskane w poprzednim DLC. Cieszy za to fakt wzbogacenia linii dialogowych, jeśli zdecydujemy się zagrać sławą Ferelden - wiele osób rozpoznaje bohatera, a spotkania ze starymi znajomymi potrafią wywołać uśmiech.

Mimo że plaga ciemności miała skończyć się wraz z pokonaniem Arcydemona, coś złego nadal wisi w powietrzu. Pomioty wcale nie zniknęły, przeniosły się jedynie dalej na północ, zagrażając między innymi terenom Arłatu Amarantu i znajdującej się w tym miejscu, należącej do zdziesiątkowanych obecnie Strażników, Twierdzy Czuwania. Tę musimy oczywiście odbić z zachłannych łap mrocznych stworów, jednak szybko okazuje się, iż stoi za nimi ktoś znacznie potężniejszy - ktoś, kto potrafi tchnąć inteligencję i umiejętność mowy w niektóre z ich zakutych łbów. Niestety, fabuła dodatku nie jest już tak spójna, jak to było w przypadku Dragon Age: Początek, a do jej dogłębnego zrozumienia bardzo przydaje się przynajmniej pobieżne zapoznanie się z książką bazującą na tym uniwersum - Dragon Age: The Calling. Bez tego nie wszystkie motywy tajemniczego Architekta oraz jego marionetek staną się dla nas jasne - a szkoda, bo przecież nie każdy z nas ma dostęp do takiej literatury, nie mówiąc już o tym, że rozwiązanie to rozwala wątek główny, sprawiając, iż staje się on nieczytelny.

349999170125588417

Naszym zadaniem jako Orlesjańskiego Szarego Strażnika będą trzy główne punkty: odzyskanie potęgi Straży, rozgryzienie zagadki gadających pomiotów i zapobiegnięcie zagładzie Arłatu, a także najciekawszy z nich - odbudowa Twierdzy Czuwania. Szkoda, że fabuła jest strasznie przewidywalna, zaś misje (zarówno te podstawowe, jak i poboczne) nie grzeszą oryginalnością. Dodatkowo, wszystko wyłożone mamy „kawa na ławę”, gracza też prowadzi się za rączkę niczym małe dziecko - zniknęła potrzeba czytania obecnych w świecie gry książek czy zwojów, bo i tak nie zawierają one żadnych użytecznych dla misji informacji. Naliczyłam aż jedną zagadkę, przy której trzeba się było chwilę pogłowić… Dobrze, iż pojawia się choć dodatkowy boss, mimo że ukrytym nazwać go nie można, bowiem skoro do jego pojawienia się na mapie potrzebne jest zbieranie smoczych kości, to chyba każdy łatwo domyśli się, co go czeka po znalezieniu kompletu. Najbardziej podobała mi się rozbudowa twierdzy, polegająca na szukaniu materiałów budowlanych czy sprzedawców, gotowych przybyć i ratować handel Amarantu.

[break/]O pomstę do nieba wołają niestety nowe postacie, gdyż tak nudną oraz mało wiarygodną drużyną nie dowodziłam już dawno. Obok pięciu nowicjuszy powraca krasnolud Oghren i chociaż w podstawce nie przepadałam za nim zbytnio, tu okazuje się najlepiej rozwiniętą i najzabawniejszą zarazem osobą w składzie. Co z resztą? Ano, do pięt nie dorastają nawet słabiej ukazanym bohaterom z Dragon Age: Początek. Zamiast ironicznej i złośliwej Morrigan mamy chamską oraz ograniczoną elfkę Velannę (jej nienawiść do ludzi jest oczywiście zrozumiała, ale komentarze i poglądy przyprawiają z reguły o mdłości). Anders, jako połączenie charakterologiczne Zevrana i Allistaira w postaci kolejnego uciekającego przed władzą Kręgu maga, wydaje się interesujący, lecz co z tego, skoro jego dowcipy są mniej śmieszne od „sucharów” podrzędnego kabaretu? Inni nie wypadają lepiej, a nawet jeśli któryś bohaterów kryje w sobie jakiś większy potencjał, nie zdążymy się tego dowiedzieć, bo część z nich dołącza po prostu zbyt późno. Zadania poboczne związane z kompanami są krótkie, nudne i mało oryginalne, a więc w sumie dobrze, że i tak nie zdołamy ich wszystkich wykonać (brak opcji swobodnego kupowania prezentów na większą skalę). Znikła także możliwość romansowania z kimkolwiek – to dalej spłyca niezbyt głębokie relacje między postaciami.

349999170125785025

Co mi się jeszcze nie podobało? Lwia część zarzutów dotyczy fabuły i linii zadaniowej. Misje często kasują się nawzajem, bądź nie rozwijają się w sposób logiczny - przykładowo stając po stronie dobra, można zostać potraktowanym jak złoczyńca. Znów pojawia się punkt bez powrotu i to następujący ot tak, bez żadnego poważniejszego ostrzeżenia. Przebudzenie jest również wyraźnie łatwiejsze od podstawki, ponieważ na poziomie średnim nikt, poza kilkoma bossami, nie będzie stanowił zagrożenia dla naszej drużyny. Dobry jest jednak fakt, iż wraz ze zwiększeniem stopnia trudności, przeciwnicy nie tylko zyskują na parametrach, ale popisują się paletą dodatkowych, silniejszych ataków. Do wad dorzucę jeszcze nierówne głosy postaci (również w polskiej wersji językowej), problemy z dźwiękiem, a także niezmiennie brzydkie, za późno chwilami doczytujące się tekstury. Nieco płynniejsza stała się za to animacja.

Cieszy za to zdecydowanie pojawienie się wielu nowości, jeśli chodzi o system rozwoju postaci. Przede wszystkim poprzedni ogranicznik poziomu doświadczenia został zniesiony, a poprzeczka powędrowała na pułap 35, co wystarcza aż nadto, gdyż przy normalnym przechodzeniu i tak nie da się do tego dobić. Nowym, przydatnym talentem jest samodzielne tworzenie run. Dodatkowo można pakować punkty w umiejętności zwiększające pasek życia czy many. Każda klasa zyskała po dwie świeże specjalizacje, a niektóre są bardzo ciekawe - jak choćby Cień w przypadku łotrzyka. Rezultat jest taki, iż wszystkie trzy uległy wzmocnieniu, co dotyczy zwłaszcza średnio prezentującego się w podstawce wojownika. Jeśli pominęliście którąkolwiek ze specjalizacji w Dragon Age: Początek nie ma się co martwić - brakujące kupimy teraz w sklepach na terenie Arłatu. Standardowo dostajemy też nowe bronie, zbroje i przedmioty (świetne są zwłaszcza wykonane z lepszych materiałów elementy pancerza o zdecydowanie podwyższonych parametrach). No i najlepsza chyba wiadomość - za pomocą Ksiąg Skupienia da się dokonać redystrybucji wszystkich punktów umiejętności, na co każdy fan Dragon Age zakrzyknie zapewne "Nareszcie!"

349999170125981633

Po 25 godzinach spędzonych z rozszerzeniem mam mieszane uczucia odnośnie tego, czy Dragon Age: Przebudzenie jest warte swojej ceny. Sporo tutaj nowości, zaś i fabuła nie jest zła - choć czasem bywa niezrozumiała, a do epickich tworów jej daleko. Pochwalić także trzeba dość rozbudowany system decyzji o wydźwięku moralnym, które często wymagają zastanowienia się nad konsekwencjami własnych poczynań (podejrzewam, że takowych doświadczymy w następnych rozszerzeniach, głównie ze względu na decyzję, jaką musimy podjąć pod sam koniec). Z drugiej strony dostajemy słabe postacie, których to imiona nawet nie zapadają w pamięć. Ciśnie się na usta "Quo vadis, BioWare"? Do Ferelden przedstawionego w Przebudzeniu zwyczajnie nie chce się wracać. Lokacji jest mało, są niezbyt rozbudowane, a po jednym pełnym przejściu, o kolejnych próbach nawet nie myślałam. Dlatego zakup dodatku radzę poważnie przemyśleć. Bo tytułowe przebudzenie może nastąpić w dość bolesnej dla nas rzeczywistości…

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Źródło artykułu:www.dobreprogramy.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)