Można nawet powiedzieć, że Zdjęcia Google mają nad Picasą pewną przewagę, wynikającą przede wszystkim z faktu, że edycji dokonuje się przecież na urządzeniu mobilnym. Całkowicie nowy panel edycji został ograniczony do trzech podstawowych kategorii: jasność, kolor i kontrast. Dwa pierwsze mogą zostać rozwinięte, dzięki czemu zyskujemy dostęp do pełni potencjału nowych Zdjęć Google.
Menu koloru, oprócz takich oczywistych suwaków, jak regulacja nasycenia czy temperatury kolorów, posiada dodatkowe możliwości, jak choćby parametr skóra, dzięki któremu można odpowiednio wyregulować odcień opalenizny. Równie ciekawie się prezentuje się parametr niebieski, dzięki któremu błękit stanie się intensywniejszy, co doskonale nadaje się do uczynienia zdjęć bardziej słonecznymi.
Google Zdjęcia nie stosują bowiem filtru o jednolitym natężeniu na całej fotografii – rozpoznają konkretne pola i plany, a dostrajanie każdego parametru uwydatnia właśnie żądany element, a nie całość zdjęcia. Rezultaty takie można osiągnąć oczywiście za pomocą każdego desktopowego programu do edycji zdjęć, ale mowa przecież o aplikacji mobilnej, w której cały proces dzieje się automatycznie, bądź za pomocą kilku przeciągnięć palca po suwakach.
Podobnie jak w przypadku pojedynczych parametrów, również filtry (czyli tak naprawdę odpowiednio konfiguracje wspomnianych suwaków) nie są one nakładane na całe obrazki w postaci dodatkowej warstwy, a uwydatniają jedynie konkretne elementy. Widoczny powyżej przykład pokazuje skrajne ustawienia jednego z nich. Jak widać efekt można niemal porównać do quasi-HDR. Rezultaty mogą być naprawdę ciekawe, a nowości w Zdjęciach Google odkrywają aplikację na nowo. Ze względu na bardzo prostą obsługę, docenią to przede wszystkim mniej zaawansowani użytkownicy.