Przypomnę, że Valve, a więc ojcowie platformy Steam, powołali program, aby wesprzeć niezależnych twórców, którzy ze swoimi niekoniecznie wielce komercyjnymi produkcjami chcieliby trafić do popularnego sklepu. Mogą oni zgłaszać projekty wraz z opisem, a także materiałami multimedialnymi im poświęconymi, by zachęcić użytkowników do głosowania na swe gry i po uzyskaniu od nich tytułowego zielonego światła wypłynąć na szerokie wody cyfrowej dystrybucji. Chodzą słuchy o wielkim przeprojektowaniu Steam Greenlight, na razie jednak nic nie wskazuje na większe zmiany w najbliższej przyszłości.
Trudno nazwać tak uznany i ogromny produkt jak Tibia już niezależnym tworem (swoją drogą naciąga też nieco definicję gry darmowej, ale może przemilczmy ten temat), tak jednak jak z Kickstartera swoje poletko zrobili wielcy rynku, również Greenlight dawno przestał przyciągać do siebie wyłącznie scenę tzw. Indie. Firma CipSoft jest dumna z tego, czego znany tytuł przez te wszystkie lata dokonał i niezwykle pewna, że jeszcze niejednego do niego przekona, szczególnie jeśli zainstalowanie gry wiązało będzie się z prostym odnalezieniem jej w bazie Steam. Obecnie ma pół miliona aktywnych fanów.
Z takim elektoratem wydaje się, że nabranie przez Tibię pary w żagle to tylko kwestia czasu i spanikowani rodzice znów będą się martwić, że stopnie pociech lecą w dół, kiedy poziom komputerowej postaci 2D szybuje w górę. Przypomnę, że dzieło CipSoftu (fantastyczna nazwa swoją drogą) niejednokrotnie pojawiało się w reportażach telewizyjnych i na łamach kolorowych gazet w wielu materiałach poświęconych uzależnieniom. Po akcji z Greenlight nie ma jak widać co liczyć na pójście w ślady twórcy fenomenu Flappy Bird i wycofanie gry z sieci z uwagi na bycie zbyt wciągającą...