AI to często wciąż zabawka i łatwo się o tym przekonać [OPINIA]

Choć obecna mania AI ma w sobie dużo ze ślepej mody, obecnym rozwiązaniom nie można odmówić skuteczności w niektórych zastosowaniach, jak np. generowanie kodu. Problemy wynikają głównie z niewłaściwego użycia. Ale obiecana rewolucja funkcjonalna nie nadeszła.

AI to zabawka?AI to zabawka?
Źródło zdjęć: © Flickr | Peyri Herrera
Kamil J. Dudek

Przez ostatnie ćwierćwiecze aktywnego zainteresowania elektroniką użytkową byłem wystawiony na tuziny obietnic dotyczących interfejsów użytkownika nowej generacji. W różnych latach były to te same kwestie opisywane innymi słowami-kluczami. A więc raz było to "wprowadzanie głosowe", raz "język naturalny", kiedy indziej "wspomagane chmurowo" lub "głębokim uczeniem". Obecnie wróciliśmy do terminologii z filmów sci-fi przełomu lat osiemdziesiątych i ponownie jest to "sztuczna inteligencja".

Nic nowego, nic nie działa

Prezentacje milionowych wersji Androida, podczas których prowadzący pokazuje sposób, w jaki można "agentowo" wyszukiwać informacje i tworzyć spotkania w kalendarzu niczym się dla mnie nie różnią od wideo-recenzji telefonu Nokia 3510i (do pobrania jako plik RealVideo 144p) opisujących wybieranie głosowe z książki telefonicznej. Jakimś cudem w obu tych scenariuszach, opisywane funkcje działają wyłącznie w przypadku ściśle określonych, wstępnie przygotowanych i przetestowanych przykładów.

Przesadzam? Ani trochę. Łatwo dojść do tych wniosków samodzielnie, sprawdzając łatwość, z jaką smartfon umie dziś zastąpić to, co obiecuje od przełomu wieków: notatnik kieszonkowy, wizytówki i sekretarkę. Proszę stworzyć nową notatkę na brudno, korzystając z AI. Następnie ustawić przypomnienie, najlepiej związane z tą notatką, na konkretną godzinę i dzień (a następnie oprzeć się pokusie, zazwyczaj niezbędnego, sprawdzenia czy zrobił to poprawnie). Być może niektórym się udało i nawet zadziałało to poprawnie. Doskonale. Spróbujmy zwiększyć poziom trudności.

Osobista sekretarka? Może za 30 lat

Proszę teraz wyszukać maila, głosowo, z datą jakiegoś wydarzenia. Następnie na podstawie tego maila stworzyć wydarzenie w kalendarzu i dodać do niego trzy osoby. A potem zapytać, ile innych wydarzeń ma miejsce w tym samym tygodniu (wpisanych w kalendarz) i ile łącznie zajmują. Zakończmy ten test finalnym, horrendalnie niewykonalnym zadaniem dla nowoczesnej elektroniki: proszę poprosić o sprawdzenie dojazdu do miejsca docelowego i pogody na tamten dzień.

Można spróbować to zrobić w dowolnym środowisku - ale bez miliarda dodatkowych, potencjalnie płatnych aplikacji. To przecież podobno już dawno działa od kopa, "tak po prostu". Śmiało! Można w androidowym asystencie. Albo bezpośrednio w aplikacji Kalendarz lub Gmail (właśnie - w której lepiej?). Albo w Outlooku. Ewentualnie na iPhone'ie. Żartuję, wiadomo przecież że Siri to nowa technologia (z 2010 roku), jeszcze się nie przyjęła w Polsce.

I jak? Udało się? Oczywiście, że się nie udało, bo tego się po prostu nie da zrobić. I nie, "częściowy sukces" w postaci poprawiania paluchem tego, co asystent zrobił "prawie dobrze" się nie liczy. A to są podstawowe rzeczy. Tak samo, jak wymienianie się numerami telefonu bez dyktowania sobie cyferek i puszczania strzałek (niczym w 2003). To też nie działa, ale ma mniej wspólnego z AI, więc odpuśćmy.

Ale dlaczego tak jest?

Dlaczego wszyscy dostawcy użytkowego AI nie biegną na złamanie karku, żeby to naprawić? Prawdopodobnie z tego samego powodu, dla którego nie naprawiono poprzednich siedmiuset iteracji tej funkcji, jeszcze przed AI. Czyli dlatego, że ci którzy wykładają na to pieniądze albo są szefami działów za to odpowiedzialnych, nie żyją jak normalni ludzie. Oni nie mają pojęcia, że to nie działa, bo wyżej wymienione czynności są przed nimi od lat ukryte za fasadą armii prawdziwych, biologicznych asystentów.

Dzięki temu mogą oni zachwycać się paciorkami i kolorowymi obrazkami, jak pan Mustafa Suleyman, szef Microsoft AI, który wielokrotnie wyrażał zdumienie że ludzie nie chcą używać AI, niepotrafiącego zrobić nic doraźnie przydatnego. Cieszę się, że sztuczna inteligencja pisze autotesty w Redmond i adżętik łorkflołs wspomagają analizy wyników badań medycznych, ale Copilot twierdzi, że w mieście w którym mieszkam nigdy nie było żadnej pizzerii i nie potrafi mi zamówić zakupów spożywczych.

Wiem, że to brzmi jak "gdzie są moje latające samochody" wznoszone wniebogłosy przez szerokopasmowy internet bezprzewodowy za pomocą magicznej cegły z wyświetlaczem. Wiem też, że jest mnóstwo scenariuszy, w których AI świetnie się spisuje. Ale "konsumencko" koncentrujemy się zupełnie nie na tym, co trzeba. A więc drodzy panowie miliarderzy, ewidentnie stokroć mądrzejsi ode mnie, bo jesteście znani i bogaci a ja nie: mylicie się, źle to robicie, to trzeba wszystko inaczej i byle losowa osoba z ulicy pomoże wam w tym bardziej niż Board of Directors oraz (najwyraźniej) cały wasz dział R&D.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE