Czasy świetności platformerów dawno minęły. Smutne to stwierdzenie, bo gatunek nadal ma wielu zwolenników, ale na dzień dzisiejszy jedyne, na co możemy liczyć, to niemal wyłącznie wskrzeszanie klasyków, choć często perełek, oferujących graczom coś więcej, niż tylko bezmyślne napieranie do przodu oraz eliminację niezliczonych hord przeciwników. Z radością powitałam informację o powrocie z emerytury Sparkstera - walecznego oposa, który dzielnie staje w obronie królestwa Zephyrus przed siłami do szpiku kości złego generała Sweinharta (zwróćcie, proszę, uwagę na dwuznaczność w nazwisku), przy okazji rywalizując z Axelem Gearem, swoim największym konkurentem do miana superbohatera zwierzęcego świata. Wiecie, że Sparkster i jego zaufany plecak odrzutowy meldują się po aż ponad 15 latach nieobecności? Ale taka teraz moda, żeby zasłużonych weteranów gier ściągać z Bahamów czy innych Karaibów, gdzie w spokoju cieszyli się już drinkami z palemką…