Przemyślenia nad kupnem bezlusterkowca Sony a6500. Czy nowszy model ma czym zaskoczyć?

Poszukiwań podręcznego aparatu do zdjęć i filmowania ciąg dalszy. Wspominałem już nie raz - osłona 1, 2, 3, 4 i 5, jak ciężko jest mi wybrać idealny pod siebie sprzęt. Pod koniec zeszłego roku opisywałem na łamach bloga bezlusterkowca Sony a6300 z obiektywem 18-105 mm, który bardzo przypadł mi do gustu i przywrócił mi chęć ponownej zabawy tego typu sprzętami. W związku z dalszymi poszukiwaniami idealnej jednostki do pracy, wybór padł na nowszy model - Sony a6500, który na rynku ukazał się zaraz po premierze wcześniejszego modelu. Urządzenie otrzymałem na dwutygodniowy okres testów by sprawdzić czy w praktyce jest to bogatsze w możliwości urządzenie względem wypuszczonego wcześniej modelu i czy jego przyszłościowy zakup będzie opłacalny. 

Niby klon, a jednak ...

Budowa nowego modelu łudząco przypomina wcześniejszą konstrukcję. Różnice są tutaj bardziej kosmetyczne niż znacząco wpływające na cały korpus. Biorąc aparat do rąk, pierwsze co rzuci nam się na myśl, to waga. Sony a6500 musiał nieco przytyć by móc pomieścić kilka nowości. W kwestiach technicznych dodano dwa programowalne przyciski (C1 i C2) , umiejscowione tuż przy spuście migawki (w poprzednim modelu był jeden).

Urządzenie to zostało względem poprzednika, wyposażone w 5-osiową stabilizację obrazu i być może to ona jest odpowiedzialna za dodatkowe gramy. Aparat ten tak jak w przypadku starszego modelu, idealnie leży w dłoni dzięki zastosowaniu wygodnego i pokrytego skórą uchwytu. W przypadku tego typu urządzeń wiele zależy od zastosowanego obiektywu. W moim przypadku wraz z aparatem udostępniono mi obiektyw stało-ogniskowy 35 mm / f2,8 (SEL35F28). Muszę przyznać iż spodziewałem się nieco mniejszej wartości ogniskowej, gdyż przy takim "zbliżeniu" i filmowaniu z ręki, stabilizacja może nie wypaść zbyt wiarygodnie, no ale o tym później.

Układ przycisków został nieco odświeżony, ale tylko w przypadku dodatkowego przycisku programowego, reszta bez zmian. Również i w tym modelu zastosowano odginany 3 calowy monitor Sony LCD, który odginać możemy tylko w pionie. Szkoda.

Specyfikacja techniczna

W przypadku tej materii niewiele się zmieniło, to wciąż ten sam odświeżony Sony a6300, ale dodatkowo wyposażony z kilka ciekawych bajerów i tak ...

Matryca - APS-C CMOS

Rozdzielczość - 24,2 Mpix

ISO - 100-51200

Formaty obrazu - 3:2, 16:9

Zapis obrazu - RAW, JPEG, RAW + JPEG

Mocowanie obiektywu - Sony E

Stabilizacja - 5-osiowa

Migawka - 1/4000 - 30 s (szczelinowa), 1/32000 s (elektroniczna)

Zdjęcia seryjne - 11 kl/s

Filmy - 4K, Full HD

Zasilanie - akumulator litowo-jonowyNP-FW50 / ok. 400 zjęć

Wymiary - 120 x 66,9 x 53,3 mm

Waga - 453 g

Specjalnie zaznaczyłem widoczne różnice między modelami. Więcej danych znajdziemy na oficjalnej stronie producenta.

Fotografowanie

Zanim zabrałem się za przygodę z filmowaniem, musiałem sprawdzić jak takowy sprzęt wypadnie w praktycznych testach fotograficznych. Z racji identycznych ustawień w menu oraz takich samych parametrów, miałem możliwość popracować trochę w ustawieniach Auto oraz w trybie manualnym. Z racji posiadania obiektywu stało-ogniskowego 35 mm, przy makro-fotografii musiałem oddalić się od obiektu na pół metra by złapać ostrość. 

Im obiekt był dalej tym autofocus ostrzył aż miło, ale im bliżej tym obiektyw miał nie lada problemy ... Ogólnie uważam że aparat sprawdził się na plus. Kolory są żywe, kadry doświetlone choć im bliżej się przyglądać zdjęciom tym więcej negatywnych elementów się znajdzie ... w końcu nie jestem profesjonalistą :) 

Przy słabym świetle aparat ma tendencje do gubienia ostrości, a i tryb Automatyczny można spokojnie wyłączać na rzecz trybu ustawień manualnych. I choć początkowo dość sceptycznie podchodziłem do tematu takich ustawień, to w pewnym momencie musiałem odpuścić i z nich korzystać. Więcej nieskompresowanych zdjęć można zobaczyć w GALERII

Stabilizacja bez efektu "łał"

Podobnie jak w przypadku poprzednika, najwięcej uwagi poświęciłem trybom filmowym, z którymi dodatkowo snuję pewne przyszłościowe plany. Podczas nagrań skupiłem się początkowo na jakości FullHD (1920 x 1080) w 60 klatkach i przepustowości 100 Mb/s, a nieco później liznąłem trochę jakości 4K. I choć w ten sposób otrzymałem lepszej jakości obraz, tak po dłuższej zabawie zauważyłem że filmowanie w Sony z nieco mniejszej rozdzielczości robi o wiele porządniejsze materiały niż w przypadku wyższej. W praktyce wygląda to tak:

Autofocus przy dobrym oświetleniu działa niezawodnie, lecz w przypadku gorszej jakości światła, ma tendencje do gubienia się. Z racji posiadania obiektywu 35 mm, wiele razy musiałem podświadomie cofać obiektyw od obiektu by autofocus mógł w ogóle wykryć coś na swej drodze. Ogólnie urządzenie to ma się czym pochwalić w gestii opcji filmowych, ale swój potencjał odkrywa on dopiero przy korzystaniu z nieco krótszej ogniskowej. 

Podsumowanie

Wpis ten miał być pewną konfrontacją na temat lepszego modelu dla amatora i profesjonalisty, ale przez 2 tygodnie testów uświadomiłem sobie że nowy model mając premierę 8 miesięcy po a6300, wprowadził za mało nowości by stać się na tym polu innowacyjnym. Większa waga, wymiary oraz 5-osiowa stabilizacja to za mało by odświeżać urządzenie i wypuszczać go po kilku miesiącach jako inny produkt. W moim odczuciu bliżej mi będzie do wyboru przyszłościowego w a6300 gdyż oferuje na tę chwilę świetny stosunek ceny do jakości a oferuje naprawdę wiele. Na tę chwilę czekam jeszcze na aparat Sony RX10 IV generacji by móc skonfrontować ze sobą opinie, jakie zdobyłem testując model III generacji.