Wprawdzie Mapy Google już teraz mają możliwość oznaczania korków, ale odbywa się to w pełni automatycznie. Aplikacja pobiera dane od innych kierowców, którzy są w danym obszarze. Na tej podstawie ocenia, czy natężenie ruchu jest zbyt duże, czy nie.
Inni kierowcy zamiast automatyki
W nowej wersji raporty generować będą sami kierowcy, wywołując odpowiednią opcję. W efekcie dane powinny być aktualizowane na bieżąco, bez oczekiwania na synchronizację systemu.
Warto zwrócić uwagę, że jest to pomysł bezpośrednio zaczerpnięty z Waze, innej nawigacji należącej do Google'a. Rodzi to, nawiasem mówiąc, pewną formę pojedynku bratobójczego. Wedle pierwotnych założeń, Mapy Google miały być narzędziem nastawionym na eksplorację i turystykę, Waze zaś – klasyczną nawigacją dla kierowców. Teraz wygląda to tak, jakby aplikacje łączono.
Kiedy funkcja raportowania korków trafi do Polski? Tego niestety nie wiadomo. Aczkolwiek gdybyście chcieli skorzystać z niej już teraz, to można po prostu... zainstalować Waze.