SoulCalibur V

SoulCalibur V07.02.2012 14:08

Soul Blade zadebiutowało w domowych zaciszach miłośników bijatyk w 1997 roku, potem w 1999 dla SoulCalibura masa z nich zakupiła świętej pamięci Dreamcasta. W sumie popularna marka od Namco Bandai, ciągnięta dalej pod nazewnictwem zapoczątkowanym na konsoli firmy SEGA, dorobiła się przez lata garści odsłon głównych, jak również kilku projektów pobocznych. Przy okazji prac nad piątą pełnoprawną odsłoną historii o przeklętych ostrzach, nagle okazało się, że producent ma do czynienia z zupełnie innym pokoleniem graczy. Starzy fani są, ale co z nowymi odbiorcami? Znalazło to swoje odzwierciedlenie w wielu aspektach gry – wyraźne są inspiracje ostatnimi Street Fighterami, czy chociażby zrestartowanym Mortal Kombat.

SoulCalibur V to jak najbardziej w dalszym ciągu produkcja „techniczna”, ale z myślą o „świeżej krwi” zmieniono miejscami podejście do zabawy. Szybko każdemu w oko wpadnie ognisty pasek pod stanem życia wojownika, ładowany stopniowo w trakcie walki, umożliwiający chociażby odpalenie za pomocą wykręcenia odpowiedniej, prostej kombinacji efektownego kombosa – postacie skaczą wtedy, krzyczą, ciachają na potęgę, a towarzyszy temu jeszcze feeria kolorowych rozbłysków. Potężne ciosy da się skontrować w odpowiednim momencie wciskając zwykły blok, a tym samym obecny od lat system Guard Impact stracił na znaczeniu. Rozgrywka zyskała wyraźnie na dynamice i ogólnie faktycznie powinna spodobać się szerszemu gronu odbiorców. Gorzej, że pokpiono sprawę, jeżeli o tryby dla samotników chodzi - idzie się ciut znudzić.

350013778970240961

Od razu po uruchomieniu gry zostajemy zachęceni do odpalenia opcji fabularnej, gdzie podążając śladami rodzeństwa Patroklosa oraz Pyrrhy – dzieci znanej z poprzednich części gry Sophitii, dążymy do wypełnienia swojego przeznaczenia jako władcy ostrzy Soul Edge oraz SoulCalibur. Rażą wykorzystanie w historii tylko kilku wojowników na krzyż z plejady normalnie dostępnych, ogólna infantylność wątku (chociaż jeden zwrot akcji zaskakuje), w większości od niechcenia wyrysowane i przeciętnie udźwiękowione scenki przerywnikowe plus długość zabawy. W trybie Arcade dobierzemy sobie już dowolnego zawodnika, lecz zapomnijcie o jakimkolwiek wstępie czy umotywowaniu jego działań. Nie przygotowano tła dla nikogo, więc bezdusznie tylko klepiemy facjaty. Większym zainteresowaniem obdarzyć należy odblokowujące się po przebyciu kampanii Legendary Souls, gdzie gracz mierzymy się z naprawdę niezłą, acz wciąż popełniającą błędy sztuczną inteligencją, no i są jeszcze szybkie starcia z losowo generowanymi przeciwnikami o różnym stopniu zaawansowania. Tu cieszy ich różnorodność, także wizualna.

[break/]Sporo czasu można spędzić w rozbudowanym edytorze postaci – moją pierwszą, ale stale rozwijaną kreacją, stał się Marcus Fenix z Gears of War. Ze srebrnym karabinem Lancer na plecach. Inni pewnie porozbierają do majtek dostępne w grze dziewczyny… Co prawda wycięto zdobywanie przedmiotów w osobnym trybie, za to na przestrzeni wszystkich pojedynków zdobywamy punkty doświadczenia, dzięki czemu zyskujemy kolejne poziomy, a co za tym idzie elementy garderoby oraz z początku niedostępnych wojowników. Paleta postaci uległa mocnemu odświeżeniu, część kultowych zastąpiono po prostu „nową generacją” – zamiast Taki mamy młodziutką Natsu, a Xianghua ustąpiła miejsca córce Yan Leixii. Z ciekawszych warto wspomnieć też o Z.W.E.I. posługującym się w walce zmechanizowanym wilkołakiem, Violi zadającej ciosy magiczną kulą, niebezpiecznie anielskiej Elysium plus gościnnie Ezio Auditore da Firenze z gier Assassin’s Creed - o dziwo naprawdę nieźle pasującym do reszty obsady.

350013778970437569

Sprawy nabierają rumieńców po sieci. Po pierwsze kod zdaje egzamin i poza naprawdę okazjonalnymi lagami, rywalizacja z ludźmi z drugiego końca świata przebiega bez problemów. Dostępne są praktycznie wszelkie opcje, które chyba powinny być w bijatyce o nastawieniu Internetowym – włącznie z możliwością oglądania starć. Wprowadzony ponadto z pierwszą łatką dla gry tryb Koloseum stanowi wejście do konkretniejszego organizowania się w grupy, bo poprzez rejonizację łatwo odnaleźć graczy z naszego zakątka globu, czy na szybko przeprowadzić turniej (miejscem spotkań w Polsce jest Warszawa). Naturalnie żywy przeciwnik gwarantuje nie tylko za każdym razem innego rodzaju pojedynek, lecz również niejednokrotnie zaskoczy nas czyjaś pomysłowość przy dobieraniu części stroju, aby kogoś bardzo przypominać. Albo wręcz przeciwnie…

350013778970568641

Graficznie oraz dźwiękowo mamy do czynienia zwyczajnie z pewną ewolucją serii – z jednej strony podkreślane na każdym kroku są kobiece kształty, nieźle wypadają włosy i futrzane wdzianka (chociaż już projekty aren rozczarowują plus nagminnie przenikają się obiekty), z drugiej odzywki bohaterów reprezentują spodziewany, lekko patetyczny ton, zaś wyniosła muzyka udanie ilustruje akcję na ekranie. Bez jakichś olbrzymich zachwytów, także odnośnie mechaniki rozgrywki, ale jeżeli ktoś do tej pory nie miał styczności z ciągle opowiadaną na nowo sagą o mitycznych mieczach to jest świetna okazja tematem się wreszcie zainteresować. Ot, równy, udany produkt, nastawiony na „świeżego widza”, nie muszący się równoczęśnie przy tym obawiać, że ktoś nazwie go prostym odcinaniem kuponów.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Źródło artykułu:www.dobreprogramy.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)