sprzet (strona 318 z 338)

Intel Inside na gwiazdkę: tablety za 100 dolarów, laptopy za 300 dolarów

Dla osób, które planują umieścić na liście gwiazdkowychzakupów tablet, mamy dwie informacje – złą i dobrą. Zła totaka, że jeszcze trudniej będzie znaleźć odpowiedni do ichpotrzeb model. Dobra, to że ceny spadną jeszcze bardziej. BrianKrzanich, dyrektor zarządzający Intela, jest przekonany, żeproducenci sprzętu komputerowego w nadchodzących tygodniach obniżąceny do bezpredecensowych poziomów.Podczas swojej ostatniej konferencji prasowej Krzanich przedstawiłanalitykom prognozy Intela dotyczące oferty nowych komputerówosobistych i tabletów na sezon gwiazdkowo-noworoczny. Dominującąrolę mają odegrać w niej notebooki z procesorami Bay Trail iekranami dotykowymi, zapewniające niezłą wydajność grafiki inawet o połowę dłuższy czas pracy na baterii niż notebooki zprocesorami poprzedniej generacji. Cena tych komputerów ma wynieśćw Stanach Zjednoczonych 299 dolarów.[img=intelbook]CEO Intela wspomniał także o tabletach z procesorami Atom BayTrail – w cenie 99 dolarów (oczywiście na Androidzie), orazhybrydowych konstrukcjach tabletów-laptopów, mających kosztowaćdo 349 dolarów. Wszystkie te urządzenia mają tchnąć nowe życiew sprzedaż PC, uzmysławiając konsumentom, że jest alternatywa dlaARM-owych tabletów z iOS-em czy Androidem, atrakcyjniejsza cenowo iznacznie wydajniejsza.Dla Microsoftu wieści od Intela to nowina zarówno dobra, jak izła. Dobra, gdyż Intel podkreśla znaczenie ekranów dotykowych, naktóre przecież tak zdecydowanie Redmond postawiło, projektującinterfejs Windows 8/8.1. Zła, gdyż poziom cen narzucony przezzapowiadane przez Intela urządzenia będzie nie do utrzymania dlaurządzeń Surface 2, tak więc mogą one podzielić los swoichprzodków, raczej kiepsko sprzedających się lapletów Surface.Mimo tych optymistycznych deklaracji Krzanicha, sami analitycypozostają wstrzemięźliwi – i nie przekonały ich nawet dobrewyniki finansowe Intela za trzeci kwartał br. Przychód na poziomieok. 13,5 mld dolarów był nieco wyższy, niż spodziewała sięgiełda, firmie udało się przygotować swoje kanały sprzedaży napremierę urządzeń dwa-w-jednym z Windows 8.1, ale mimo to samafirma nie spodziewa się przekroczyć w czwartym kwartale przychoduna poziomie 13,7 mld dolarów, choć giełda chciałaby widziećprzynajmniej 14 mld dolarów.Problem jest bowiem w tym, że znaczącą część przychodówIntela w trzecim kwartale wypracował dział Data Center – wynikisprzedaży sprzętu dla rynku chmur obliczeniowych były lepsze o 40%niż rok temu, pamięci masowych o 20%, zaś superkomputerów (HPC) o27%. Tymczasem zarówno dział komputerów osobistych, jak i działmobilny (other Intel architecture operating segments)odnotowały spadki, odpowiednio o 3,5% i 9,3% rocznie.Jak więc faktycznie rynekzareaguje na kolejny cykl aktualizacji sprzętu PC, wciąż pozostajeniewiadomą. Dyrektor finansowy Intela Stacey Smith przyznał nawet,że choć łańcuch zaopatrzenia nieco zwiększył stany magazynowe(dzięki zainteresowaniu komputerami z procesorami Haswell), to i takpozostają one na najniższych w historii poziomach. Optymizmu analityków nie możeteż budzić fakt, że premiera 14-nanometrowej architekturyBroadwell opóźnia się, i to ze względu na problemy z kontroląjakości. Wraz ze wzrostem gęstości upakowania elementów nakrzemowych waflach, rośnie bowiem liczba fizycznych defektów.Krzanich co prawda stwierdził, że to zjawisko normalne na drodze dooptymalizacji procesu wytwórczego i problemy te zostały przezinżynierów Intela pokonane, ale nie zmienia to faktu, żenajwcześniej 14-nanometrowe Broadwelle pojawią się w przyszłymroku, a może nawet, jeśli wierzyć niekonieczniepewnym źródłom, dopiero w 2015 roku.

Valve: w Steam Machines znajdą się też procesory graficzne od AMD (oraz Intela)

Jak już uprzednio informowaliśmy, nowe API dla grafiki 3D od AMD –Mantle – będzie działało wyłącznie na nowych Radeonach,wykorzystujących architekturę Graphics Core Next. Nie oznacza tooczywiście, że czerwona drużyna obraziła się na standardowe API 3D,takie jak Direct3D Microsoftu czy OpenGL grupy Khronos, a wręczprzeciwnie. Programiści AMD ujawnili, że trwają prace nadoptymalizacjamidla OpenGL, które pozwolą na znaczne zwiększenie wydajnościgrafiki w grach, tak że API przestanie być tu wąskim gardłem. Czemujednak OpenGL, a nie popularniejszy Direct3D? Najnowsze wieści odValve, wydawcy platformy Steam, muszą mieć z tym coś wspólnego.Valve niedawno zaprezentowało sprzętowąspecyfikację swoich Steam Machines, czyli przeznaczonych dosalonu i podpięcia do telewizora komputerków, mających byćkonkurencją dla konsol nowej generacji. Wszystkie one działać miałyna procesorach Intela i różnych kartach graficznych Nvidii podkontrolą SteamOS-a– linuksowego systemu operacyjnego, dostosowanego do wymogówgrania na dużym ekranie. Taki, a nie inny kształt sprzętowej specyfikacji SteamMachines mógł się wydawać dobrze uzasadniony – wśród tejniewielkiej grupy graczy, którzy wykorzystywali Linuksa, zarówno douruchamiania natywnych na tę platformę gier, jak i uruchamiania gierdla Windows za pomocą Wine, karty graficzne z GPU Nvidii byłyznacznie popularniejsze. To zasługa jakości własnościowychsterowników na pingwina: przez wiele lat binarny blob Nvidii naLinuksa był znacznie lepszy, niż fglrx od AMD. Nvidia miała po prostuznacznie większy interes w tym, by starać się dla linuksowychużytkowników. Jej karty graficzne – akceleratory GPU –dominowały na rynku High Performance Computing i obliczeńrozproszonych (BOINC), a tam stosuje się przede wszystkim Linuksa.Prace nad ulepszaniem linuksowych sterowników z myślą ozastosowaniach obliczeniowych przynosiły też odczuwalne korzyści dlatych, którzy po prostu chcieli na Linuksie grać.[img=steammachines]Przedstawione specyfikacje zbulwersowały niecogamingową społeczność: czy wybór Intela i Nvidii oznaczać miał, żeAMD nie zaistnieje w maszynach ze SteamOS-em? Dla firmy, która cieszysię dziś całkowitą dominacją na rynku konsol nowej generacji (rdzenieRadeona znajdują się przecież nie tylko w PS4 i Xboksie One, ale teżWii U), nie byłoby to jakoś specjalnie odczuwalne pod względemfinansowym, ale taka jednoznaczna deklaracja wierności zielonejdrużynie ze strony Valve miałaby swoje PR-owe konsekwencje. Gdy zaśnieco później branżowe serwisy obiegła wieść o tym, że producentekskluzywnych komputerów do gier, OriginPC, otwarcie ogłosił, że zAMD nie chce mieć już nic do czynienia, zwolennicy spiskowych teoriidziejów mogli świętować, przekonani, że oto przed nami kolejna wielkabitwa w niekończącej się wojnie zielonego i czerwonego.Valve jednak przekreśliło te wszystkie spiskowe teoriejednym posunięciem. Nvidia nie będzie jedynym dostawcą GPU dla SteamMachines. W liście skierowanym do magazynu Forbes, Doug Lombardi,szef PR-u twórców Steama wyjaśnił, że przedstawione specyfikacje dlaprototypowych Steam Machines nie oznaczają wcale, że nie będzieinnych konfiguracji sprzętowych, wykorzystujących podzespoły innychproducentów. W 2014 roku pojawić się mają w sprzedaży Steam Machines,działające na GPU od AMD, Nvidii i Intela. Valve ściślewspółpracuje z tymi trzema firmami w kwestii optymalizacji SteamOS-apod kątem ich sprzętu i będzie to kontynuowało w przewidywalnejprzyszłości – podkreśliłLombardi.Forbes przyznaje, żeprzesłany przez Lombardiego list był dla nich zaskoczeniem.Poprzedzała go bowiem dziwna wiadomość, rozesłana do prasy z działuPR AMD, w której tłumaczono, że czerwona drużyna nie zostaławykluczona ze Steam Machines, a wręcz przeciwnie – bardzoaktywnie współpracuje z Valve nad wspólnymi produktami. Jakoże jednak chcielibyście to usłyszeć bezpośrednio od Valve, tonapiszcie bezpośrednio do Douga Lombardiego, wiceprezesa marketinguValve w sprawie ich oficjalnego stanowiska wobec zaangażowania AMD wprogram prototypów Steam Machines– przeczytaćmożna było w e-mailu.W tej sytuacji możnapodejrzewać, że chodziło o wywarcie delikatnego nacisku na Valve. Zakilka dni AMD przedstawićma bowiem swoje wyniki finansowe z trzeciego kwartału, i ładnieby było przed tą publikacją pokazać inwestorom, że firma z Sunnyvalenie tylko wzięła konsole, ale też i w „salonowych”pecetach ma się dobrze. Ujawnienie w ostatnich dniach prac nadulepszeniami OpenGL-a, które mogą tylko pomóc w zwiększeniuwydajności grafiki na SteamOS-ie, trudno potraktować inaczej niż jakoczęść tej presji.

Chcesz dźwięk z Radeona po DVI-HDMI? Wybieraj: firmowy adapter albo otwarty sterownik

Najwyraźniej moda na wciskanie zbędnej (z perspektywyużytkowników) elektroniki do drobiazgów takich jak kable czy adapterynie ogranicza się już tylkodo Cupertino – ktoś musiał zawlec ją do Sunnyvale. Polskiprogramista pracujący nad opensource'owymi sterownikami do procesorówgraficznych Radeon odkrył, że AMD ucieka się do mało eleganckichposunięć, dla których trudno znaleźć jakiekolwiek techniczneuzasadnienie.Do wielu kart graficznych dołączane są dzisiaj adaptery DVI-HDMI,pozwalające na podłączenie monitora ze złączem HDMI do wyjścia DVIkarty graficznej. Przez takie wyjście generowany jest też sygnałaudio, dzięki czemu mając monitor z wbudowanymi głośnikami (czy poprostu podłączając komputer do telewizora) można ograniczyć liczbękabelków. Póki użytkownik korzysta z adaptera, który znalazł się wpudełku z kartą graficzną, wszystko jest dobrze – wystarczyjednak, że sięgnie po adapter wyprodukowany przez niezależnegoproducenta (wiele tanich kart takich adapterów w zestawie nie ma), ao dźwięku może zapomnieć.[img=hdmi-dvi]Rafał Miłecki, jeden z deweloperów pracujących nad obsługą HDMI wotwartych sterownikach dla Radeonów, zastanawiałsię, dlaczego nie może uzyskać dźwięku przez HDMI via tanichiński adapter, ze swojej karty HD 4850, pracującej pod kontroląlinuksowego sterownika Catalyst. Przeszukując Sieć, natknął się nazgłoszenia podobnych problemów – co ciekawe nie tylko odużytkowników Linuksa, ale też od osób pracujących na Windows. Naforum serwisu Phoronix trafił na niewiarygodną informację: AMDsprzedawać otóż miało własnościowe adaptery, które zamkniętesterowniki mogły wykryć i na tej podstawie włączać lub nie dźwiękprzez HDMI.Miłecki pisze, że trudno było mu w to uwierzyć – w końcujednak trafił nadyskusję na AVSforum, z której wynikają dość zaskakujące rzeczy:adapter od AMD zawiera niewielki czip, prawdopodobnie pamięć EPROM,podłączony do szyny I2C, po której monitory przekazują kartomgraficznym informacje EDID. Gdy „zaczipowany” adapterzostaje podłączony do wyjścia DVI, karta ATI testuje go pod kątemobecności czipu i jeśli uzna, że to oryginalny adapter AMD, wtedydopiero włącza HDMI Audio. Zabezpieczenie nie jest raczej związane z „obawą przeduszkodzeniami”, wywołanymi niecertyfikowanym sprzętem. Wieluużytkowników donosi bowiem, że niektóre Radeony (np. HD 3200)pozwalają na podłączenie dźwięku przez dowolny adapter HDMI. Cowięcej, okazuje się że zabezpieczenie jest czysto software'owe.Miłecki testując te same konfiguracje sprzętowe pod otwartymsterownikiem radeon bez problemu uzyskał dźwięk po HDMI.Rewelacje te potwierdził Christian König, człowiek któremuzawdzięczamy wsparcie dla HDMI w opensource'owych sterownikach dlaRadeonów, i który został ostatecznie zatrudniony przez AMD. Przyznałon, że już pięć lat temu odkrył siłowymi metodami, że'magiczne' adaptery DVI-HDMI, dołączane do kart z RV635zawierały dodatkowy czip EPROM.Firma z Sunnyvale nieprzedstawiła oficjalnego wyjaśnienia tej sprawy. Niektórzypodejrzewają, że czip mógłby mieć coś wspólnego z wymogami ochronytreści HDCP, ale wydaje się to mało prawdopodobne, gdyżzabezpieczenia HDCP raczej nie są wprowadzane tylko u pojedynczychproducentów dla konkretnych produktów. Użytkownikom Windows, którzychcieliby więc wykorzystać dźwięk po HDMI ze swoich kart (np. douruchomienia komputerka HTPC z odtwarzaczem XBMC) pozostaje więczainstalować Linuksa, zaś użytkownikom Linuksa korzystającym zwłasnościowych Catalystów, wyrzucić je i zainstalować otwartysterownik (który, co trzeba przyznać, sprawdza się coraz lepiej,własnościowemu ustępując już tylko w wydajności 3D i zarządzaniuenergią).