Sharp AQUOS SH80F — warto (byłoby) się szarpnąć
Sharp zawsze kojarzył mi się z telewizorami naprawianymi na Bielanach Wrocławskich i różowymi modelami telefonów o dziwnych kolorach, a nawet brandowanych Hello Kitty, specjalnie na rynek japoński. A jak powszechnie wiadomo na wszystkich kontynentach, jak coś jest przeznaczone na rynek japoński, to jest dziwne. Jakie więc było moje zaskoczenie, kiedy z pudełka wyjęłam całkiem przyzwoite, dość eleganckie urządzenie, z nieźle spasowaną obudową i dużym, jasnym ekranem i niezwykłym aparatem 3D… możliwością przetwarzania grafiki 2D w 3D w czasie rzeczywistym i niemiłosiernie brzydkimi przyciskami sprzętowymi. Pierwsze wrażenie było kiepskie, ale po bliższym poznaniu telefonu zdążyłam się do niego przywiązać i docenić zalety. Szczególnie pociągający okazał się jego ekran.