Uncharted 4 — takie tytuły to ciężkie działa na wielkiej wojnie konsol i PC
Lubię, kiedy gry, które są teoretycznie pewnymi hitami, po drodze do sklepów dorabiają się nieciekawej prasy. O Uncharted 4: Kres Złodzieja mówiło się wiele, niekoniecznie w samych superlatywach. Wskazywało się problemy przy produkcji, bo projekt porzuciło wiele kluczowych dla rozwoju całej serii osób, a potem były także obsuwy z premierą. Po kilku pierwszych prezentacjach tytułu marudziło się otwarcie, że graficznie wcale nie pokaże on też mocy PlayStation 4. W takiej atmosferze na spokojnie wyczekiwałem nowych przygód Nathana Drake’a, nastawiając się na produkt na poziomie zaledwie porządnym. Ostatecznie ukończone dzieło zwaliło mnie tym bardziej z nóg, wzbudzając emocje, o które klonu Tomb Raidera bym nie podejrzewał. Nie boję się napisać, że mamy do czynienia z przełomem i wyznacznikiem dla nadchodzących gier, nie tylko z tego gatunku. Osłabione niby mocno studio Naughty Dog zabiera fanów sprzętów Sony w niezapomnianą podróż po krajobrazach niczym żywe. Pakujcie plecaki, droga długa.