Amerykańskie sieci reklamowe szpiegują nas mimo regulacji „bezpiecznej przystani”
Umowa, choć długa i naszpikowana prawniczym żargonem, w swojejesencji była prosta – amerykańskie firmy zobowiązują się doprzestrzegania europejskich norm w związku z ochroną danychosobowych obywateli krajów UE, a w zamian, po „szybkiej ścieżce”,otrzymują dostęp do unijnego rynku usług internetowych,funkcjonując na nim na równi z firmami ze Starego Kontynentu. Tzw.U.S.-EUSafe Harbor Framework, przyjęty w roku 2000, z jednej stronyuratował europejski internet przed izolacją, z drugiej strony dałAmerykanom dostęp do najbardziej lukratywnego rynku tej planety. Iwszystko byłoby wspaniałe, gdyby strona amerykańska chciaławywiązywać się z przyjętych na siebie zobowiązań. Najwyraźniejjednak nie chce – tak przynajmniej twierdzi niezależna amerykańskaorganizacja Center for Digital Democracy (CDD).