internet (strona 330 z 332)

Piractwo w Norwegii zostało pokonane, ale nie za sprawą surowego prawa

Piractwo w Norwegii zostało pokonane, ale nie za sprawą surowego prawa

Walka z piractwem może być skuteczna – o ile tylko zmianom wprawie towarzyszy wprowadzanie na rynek legalnie działających usług,które są w stanie zaspokoić potrzeby konsumentów. Tak przynajmniejinterpretuje się wyniki badań przeprowadzonych ostatnio w Norwegii, zktórych wynika, że antypiraci w tym kraju osiągnęli ogromny sukces.Na ile jednak dane z kraju, w którym średnia miesięczna płaca wynosi36 tys. koron (niespełna 20 tys. zł) można przełożyć na realiapaństw, w których obywatele nie mogą marzyć nawet o połowie takiegowynagrodzenia – tego analitycy już nie mówią.Wprowadzone z początkiem lipca nowe prawo w Norwegii, efekt starańwielu lat lobbyingu organizacji antypirackich, jest jednym znajsurowszych w Europie. Pozwala przedstawicielom właścicieli prawautorskich na prowadzenie działań mających na celu wykrywanie ikaranie osób nielegalnie rozpowszechniających treści w Sieci, pozwalateż na blokowanie ułatwiających naruszanie prawa witryn na poziomieISP. Spodziewać się można, że za kilka miesięcy najpopularniejszewitryny torrentowe zostaną więc w Norwegii zablokowane. [img=piratesink]Można się spodziewać, że srogie prawo doprowadzi do tego, że wskandynawskim państwie piractwo stanie się czymś incydentalnym. Jużdziś bowiem poziom naruszeń praw autorskich jest tam bardzo niski.Zmalał przez te lata jednak nie za sprawą efektywności organówścigania i kar wymierzanych piratom (których do tej pory przecieżpraktycznie nie było), ale dzięki upowszechnieniu legalnych usług –atrakcyjnych alternatyw dla piractwa.Z badania firmy Ipsos MediaCT wynika, że zainteresowanie nielegalnymi kopiamiutworów muzycznych, programów telewizyjnych i filmów jest dziś wNorwegii niższe, niż kiedykolwiek wcześniej. Przykładowo w 2008 rokuNorwedzy pobrali z Sieci 1,2 mld nielegalnych kopii utworówmuzycznych, a w roku 2012 liczba ta spadła do 210 mln, tj. 17,5%wielkości sprzed czterech lat. Z kolei piractwo programów TV (wwiększości seriali) swój szczyt osiągnęło w 2011 roku, kiedy topobrano 135 mln nielegalnych kopii – jednak już rok późniejliczba ta zmalała do 55 mln. [img=piractwo-norwegia]Wyniki te zbiegają się w czasie z uruchomieniem w Norwegii usługstreamingu muzyki, takich jak Spotify; obecnie korzysta z nich 47%internautów w tym kraju. Co najbardziej zdumiewające, 25% internautówprzyznało, że korzysta z wersji płatnych tych usług. Podobnie wyglądasprawa z produkcjami TV – pierwsze legalne serwisy VoD ruszyływ tym kraju właśnie w 2011 roku, a w październiku zeszłego roku nanorweski rynek wszedł światowy gigant tej branży, serwis Netflix. Spodziewać się można, że to właśnie, a nie surowsze prawo,ograniczy skalę filmowego piractwa. Tak przynajmniej sądzikomentujący wyniki badania Ipsos Media Olav Torvund, profesor prawa zUniwersytetu w Oslo. Uważa on, że ludzie będą korzystali zdobrych, zgodnych z prawem ofert (…) kiedy legalna oferta jesttania i łatwa w użyciu, nielegalne pobieranie plików staje się mniejinteresujące.Zapewne profesor ma rację. Dostęp do Netfliksa w Norwegii kosztujejednak 80 NOK miesięcznie, tj. 1/450 średniego wynagrodzenia. Pakietpremium jednego z najpopularniejszych polskich serwisów VoD, z dalekoskromniejszą ofertą niż to, co otrzymać można w Netfliksie, kosztuje30 zł miesięcznie, tj. 1/115 średniego wynagrodzenia. W wielu krajachEuropy Środkowej i Wschodniej ten stosunek jest jeszcze gorszy, więcraczej trudno się dziwić, że mimo starań antypiratów, efekty akcjitakich jak „oglądajlegalne” są znikome, a piracki streaming w polskiej Sieci ma się dobrze.

Dropbox będzie wirtualnym magazynem danych dla aplikacji mobilnych i webowych

Już 175 mln użytkowników i rośnie – Dropbox to przykładstartupu, który zdołał zachować niezależność, a jednocześnieskutecznie konkurować z produktami takich gigantów jak Google (Dysk)czy Microsoft (SkyDrive). Za osiągnięcie tej pozycji odpowiadają napewno niezłe ceny i dostępność klientów na wszystkie popularnesystemy, ale też regularne uruchamianie kolejnych funkcjonalności,dzięki którym ta usługa wirtualnego dysku wciąż była na ustachinternautów. Niespełna pół roku temu twórcy usługi pomyśleli jednak,że mogłaby być ona czymś więcej, niż tylko wirtualnym dyskiem wchmurze i ogłosili wprowadzenie interfejsu programowania Sync.Dzięki niemu aplikacje na Androida i iOS-a otrzymywały dostęp domechanizmów przechowywania danych w chmurze, synchronizowania,buforowania i pracy offline, tak, jakby wbudowano w nie prywatnegoklienta Dropboksa. Ambicje deweloperów sięgająznacznie dalej: podczas pierwszej konferencji Dropboksa DBXogłoszono, że dysk w chmurze nie będzie już służył tylko doprzechowywania plików. Terazusługa posłużyć ma do przechowywania wszelkiego rodzaju danych,stając się wirtualnym magazynem informacji dla każdej możliwejaplikacji. Możliwe staje się to dzięki interfejsowi Datastore, którywychodzi poza pliki, zapewniając nowy model łatwegoprzechowywania i synchronizowania danych aplikacji. Korzystając zaplikacji z magazynem danych, będziesz miał dostęp do swoichaktualnych danych na wszystkich urządzeniach, tak online jak ioffline – wyjaśniają twórcy Platformy Dropbox.[img=dropbox1_opener]Oznacza to, że Dropbox posłużyćmiałby do przechowywania np. szkiców dokumentów, stanów gier czyustawień aplikacji. Grając w swoją ulubioną grę na tablecie, mógłbypóźniej dokończyć ją na telefonie, od tego samego momentu, w którymzakończył rozgrywkę na wcześniej używanym urządzeniu. Dosynchronizacji wykorzystywane byłoby dropboksowe konto użytkownika, awięc deweloper aplikacji nie ponosiłby żadnych kosztów hostingu tychwszystkich danych. Użytkownik mógłby mieć zaś pewność, że poza nim (izapewne NSA), nikt do danych aplikacji zapisanych w chmurze niebędzie miał dostępu bez jego zgody.Pomysł twórców Dropboksa nie jestniczym wcześniej niespotykanym, ale ich Datastore API przynosi do gryprzede wszystkim ogromne doświadczenie firmy w dziedziniesynchronizacji danych między bardzo różnymi klientami, oraz łatwośćkorzystania z interfejsu przez zewnętrznych deweloperów. Pierwszepróby integracji Dropboksa ze swoją aplikacją podjęło Yahoo!,wprowadzając do webowego klienta poczty przyciski pozwalające nazapis załącznika e-maila na wirtualny dysk użytkownika jak i dodaniedo e-maila pliku z wirtualnego dysku jako załącznika. Teraz twórcystron internetowych dostają dostęp do gotowego kodu takichprzycisków, nazwanych Chooser i Saver – kilka linijek JavaScriptu i ich serwis będzie mógł zapisywaći pobierać dane bez pośrednictwa lokalnego dysku.Wśród pierwszych, którzyzdecydowali się na taką integrację z Dropboksem znaleźć można m.in.popularny serwis z fotografią stockową Shutterstock, galerię skórekdla CMS-ów WooThemes, serwis muzyczny Loudr i innowacyjny systeme-commerce Chec. Dzięki nowemuSDK, Chooser i Saver trafiły też do kilkunastu aplikacjimobilnych na Androida i iOS-a.Jak widać, plan Dropboksa jestcałkiem oczywisty: znaleźć się w samym centrum ekosystemu webowych imobilnych aplikacji, jako system synchronizacji ich danych. W tensposób przestałaby być to jedna z wielu podobnych sobie usług, którąw każdej chwili można zastąpić czymś innym – Dropbox stałby sięjednym z kluczowych elementów infrastruktury Sieci, tak jak jest todziś np. z wyszukiwarką Google'a. W sytuacji, gdy mowa o usłudze,której liczba użytkowników w ciągu pół roku wzrosła o jakieś 70 mln,nie wygląda to zupełnie nierealnie.