Gry na wyłączność dla określonej platformy budzą nie lada emocje, zwłaszcza w przypadkach, gdy studio znane z tytułów tylko dla konkurencyjnego sprzętu nagle przechodzi do dotąd wrogiego obozu. Insomniac Games, doskonale kojarzone chociażby z serii platformówek Ratchet & Clank na urządzenia PlayStation, w przypadku projektu Sunset Overdrive zdecydowało się na współprace z Microsoftem, aby powołać do życia zupełnie nową markę. W planach jest pociągnięcie tematu w kontynuacji, ale oczywiście najpierw pierwsza część musi się sprzedać. Jeżeli ktoś ma Xboksa One, kocha Crackdown i z zazdrością patrzył w stronę obu pierwszych gier InFamous, produkt dostarczy mu przyjemnej zabawy. Nie jest to dzieło na tyle wybitne, by z miejsca lecieć po nie do sklepu, niemniej warto mieć je na uwadze planując wydatki w przyszłości.

bEUKufmd
  • Slider item
  • Slider item
[1/2]

Od razu z początku zwrócę uwagę na dwie moim zdaniem największe wady Sunset Overdrive. Pierwsza to polska wersja językowa, która jest zwyczajnie fatalna. Do pracy zatrudniono co prawda aktorów, ale o ile głosem nawet pasują do odgrywanych postaci, przekład rozmów to miejscami jedno wielkie nieporozumienie. Tłumaczono wyraźnie bez kontekstu sytuacji, zrobiono to z błędami, pozostawiono część nagrań po angielsku, a nawet usunięto niektóre linie dialogowe, co skutkuje niemymi scenkami. Zdarzają się przypadki celnego udomowienia (wplatanie typowo polskich wątków czy wypowiedzi w fabułę), ale na tym dobre się kończy. Do tego strasznie nienaturalnie wypadają po naszemu wulgaryzmy, których nie brakuje też w oryginale. Kolejna kwestia to nieprzemyślane stopniowe oddawanie w ręce gracza nowych zdolności podstawowych, co spowalnia rozgrywkę na samym początku, a przez to potrafi niepotrzebnie znużyć. Moim zdaniem tutaj powinniśmy mieć natychmiast do nich wszystkich dostęp.

  • Slider item
  • Slider item
[1/2]

Historia stanowi wyłącznie tło do radosnej rozwałki nieprzyjaciół. W słonecznym Sunset City doszło do podziału strefy wpływów po wypadku z nowym napojem energetycznym, który pozamieniał mieszkańców w potwory. Miasto zostało natychmiast odcięte od reszty świata, aby opanować sytuację. Postać gracza, wcześniej zajmująca się sprzątaniem po imprezach muzycznych, nagle odnajduje się w nowej roli, superbohatera śpieszącego na pomoc ocalałym. Łączy się to oczywiście z wykonywaniem misji, zarówno głównych, jak też drugoplanowych, dla różnorakich stronnictw, z których ciekawsze to banda upośledzonych społecznie geniuszy komputerowych, drużyna tak zwanych Larpowców czy seksowne opiekunki dzieci, w krótkich spódniczkach i o wymalowanych groźnie twarzach. Mamy tu przerysowany przekrój Amerykańskiego społeczeństwa, nagle nie do końca potrafiącego sobie poradzić w trudnej rzeczywistości.

  • Slider item
  • Slider item
[1/2]

Gra jest z założenia punkowa, a to oznacza kilka rzeczy. W tle zawsze leci ostra rockowa muzyka, która udanie podkreśla wydarzenia, chociaż z czasem nieco nudzi, z uwagi na powtarzające się kawałki. Zabawę rozpoczyna się od dokładnego stworzenia własnej postaci, która równie dobrze mogłaby zostać wyciągnięta prosto z Rock Band czy Guitar Hero – nieco zachwiane proporcje ciała rozpozna każdy fan tych gier muzycznych. No i w końcu ostatnia rzecz to czysta anarchia, czyli rozwalanie jak największej liczby przeciwników w jak najlepszym stylu. Tytułu nie nikt pomyli przy tym z żadną inną strzelanką TPP, bowiem tutaj nie biega się pośród wrogów, lecz automatycznie ślizgając po liniach wysokiego napięcia oraz krawędziach dachów, razi ich głównie z powietrza. Wpadnięcie w tłum oznacza zazwyczaj szybki zgon, co celowe, podobnie jak bardzo wolny bieg. Nie ma wyjścia, trzeba nauczyć się mechaniki rozgrywki takiej, jaką wymyślili sobie twórcy. Z pełną paletą zagrań po prostu niesamowicie się wymiata, szkoda że skompletowanie zestawu umiejętności zabiera kilka godzin, jak już wyżej wspominałem.

  • Slider item
  • Slider item
[1/2]

Ślizg po drucie, wyskok, podszybowanie na dach, strzał z napakowanej wybuchowymi miśkami rakietnicy, przeskok na gzyms, a potem szybkie uderzenie z góry, połączone z natychmiastowym wybiciem się w powietrze oraz powrotem na wcześniej upatrzone pozycje – brzmi jak szaleństwo i tak też dokładnie wygląda. Gdy już gracz wie, co robi, na pewno swoimi działaniami wprawi w osłupienie przyglądających się mu kolegów. System ślizgowy, z początku dziwny, ostatecznie okazuje się niesłychanie sycący. Ponieważ to Insomniac, nie mogło naturalnie zabraknąć kolekcji zakręconych broni, z których miotacz płyt winylowych to tylko czubek góry lodowej. Podoba mi się różna skuteczność giwer w zależności od przeciwnika. Wybuchowy oręż przydaje się ogólnie, ale podstawowe potwory najszybciej giną od ognia, ludzcy przeciwnicy od kul, a roboty od pocisków energetycznych. Ataki też się łączą. Warto przykładowo zamrażać potężnych wrogów, aby w spokoju ich ostrzelać, nie narażając życia. W misjach z obroną czegoś, szybkie i skuteczne eliminowanie nieprzyjaciół stanowi klucz do sukcesu.

  • Slider item
  • Slider item
[1/2]

Na każdej efektownej rozwałce się zyskuje. Pieniądze i puszki z napojem energetycznym przydają się do kupna nowych broni, elementów garderoby oraz rozwoju zdolności. Są modyfikatory broni plus ataku, aktywujące się na określonym poziomie stylu (ogólnie chodzi o ciągłe pozostawanie w ruchu, a odpowiedni pasek w kształcie błyskawicy sam się wtedy ładuje). Im więcej zabijamy, tym więcej punktów wpada też do wykorzystania na podpakowanie dodatkowych, jeszcze bardziej przydatnych w walce zdolności. Do tego do znalezienia jest masa różnych śmieci, w tym stare trampki, papier toaletowy, kamery czy telefony komórkowe. Zadania standardowe, typu przynieś coś lub zabij danego przeciwnika albo kilku, przeplatane są zabawą w obronę bazy przed najazdem, włącznie z kupowaniem i rozstawianiem pułapek, a także kierowaniem zmasowanymi atakami na tłum wrogów czy kilkoma robiącymi wrażenie, pomysłowymi misjami fabularnymi. Szkoda, że te zapadające w pamięć da się policzyć na palcach jednej ręki.

  • Slider item
  • Slider item
[1/2]

Od strony graficznej jest barwnie i interesująco, chociaż niestety zauważalnie potrafią doczytywać się tekstury na obiektach, przechodząc z rozmazanych do szczegółowych. Zdarzają się sporadyczne spowolnienia akcji, niemniej zupełnie się tego nie odczuwa. Projekty nieprzyjaciół oraz bohaterów drugoplanowych może do bardzo oryginalnych nie należą (poza pewnym wyjątkowym w skali całej branży drużynowym), za to cieszą różnorakie napisy rodem z komiksów, pojawiające się w momencie likwidacji wrogów. Pochwalić należy także animację postaci. Nasza potrafi rękami odepchnąć się od sufitu, kiedy za wysoko podskoczy, płynnie zmieniać położenie ciała przy stałym prowadzeniu ostrzału w ślizgu, a kilka różnych scenek powrotu do żywych po zgonie bardzo śmieszy. Kolorowemu Sunset City daleko do ogromnych obszarów znanych z serii GTA, ale też nie taki był pomysł. Przede wszystkim gracz miał szybko przemieszczać się z miejsca w miejsce, a to przy ogromnej metropolii byłoby męczące. Szacunek dla deweloperów za sensowne połączenie wyskoczni, linii wysokiego napięcia i innych części krajobrazu, używanych do ślizgu. Pomyślano też o punktach natychmiastowego teleportu (budkach WC swoją drogą) dla leniuchów. Ciekawostką są wyświetlane na bilbordach odcinki Sunset TV, programu informacyjnego przygotowanego przez twórców dla fanów produktu, by trzymać z nimi kontakt i regularnie informować o nowościach.

  • Slider item
  • Slider item
[1/2]

Po ukończeniu fabuły motorem napędowym rozgrywki staje się ulepszanie broni i kolekcjonowanie elementów ubioru, aby zaznaczyć swój własny styl. Szkoda, że nie ma za bardzo jak się tym pochwalić. Brakuje szeroko zakrojonego trybu współpracy. Da się jedynie odpalić tak zwaną Brygadę Chaosu, gdzie wspólnie wykonuje się mini-misje dla najlepszego wyniku, a co za tym idzie pieniędzy, puszek oraz nagród. Jest tu między innymi ślizganie się połączone ze zbieraniem punktów, czyszczenie drogi przed nadjeżdżającym pociągiem, zabijanie potworów w określony sposób, dostarczanie zaopatrzenia na łódź, niszczenie fortów czy na końcu znane z kampanii wstawki z obroną bazy. Skoro działa to, czemu od razu po prostu nie wpuszczono kumpli do miasta razem z nami, by nawet podążali własnymi ścieżkami? Zawsze by było raźniej z myślą, że ktoś jest w innej dzielnicy, niż przy specjalnych ustawkach. Liczyłem też na opcję strzelania do siebie, czyli deathmatch, także w odmianie drużynowej. Ogólnie jednak debiut nowej marki na zupełnie świeżej dla twórców platformie należy uznać za udany. Szybciej wprowadziłbym podstawowe moce, dorzucił więcej zakręconych zadań, zakombinował jeszcze bardziej z postaciami drugoplanowymi oraz opcją multiplayer i może trochę lepiej zróżnicował przeciwników. To nic, czego nie można by poprawić w nadchodzącej kontynuacji, więc trzymam kciuki. Także za Microsoft, by zmienił ekipę tłumaczącą, bo wyraźnie ktoś tu leciał po kosztach i to przy tego kalibru tytule…

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Komentarze (4)
bEUKufnb