YouTube nie informuje o sprawie szeroko, a pierwsze doniesienia związane z tymi eksperymentami pojawiają się z nieoczekiwanej strony. Jak zwraca uwagę 9to5Google, problem objawił się niedawno deweloperowi dodatku SponsorBlock, który pozwala użytkownikom pomijać fragmenty filmów oznaczone jako treści sponsorowane. Okazuje się, że w parze ze wstrzykiwanymi reklamami rozszerzenie nie jest w stanie działać, bo znaczniki czasu nie są odpowiednio przesuwane o długość trwania danej reklamy.
Dla większości użytkowników ważniejsze jest jednak z pewnością fakt, że wstrzykiwanie reklam ma zupełnie inny cel niż zaburzanie (celowe lub nie) działania dodatku do omijania fragmentów sponsorowanych. W założeniu reklamy dodane do filmu po stronie serwera mają być nieodróżnialne technicznie od innych elementów streamingu, a co za tym idzie - nie do rozpoznania i zablokowania przez adblokery, z którymi YouTube od niedawna szczególnie intensywnie walczy.
Na tę chwilę reklamy wstrzykiwane do filmów po stronie serwera są najpewniej dopiero testowane. Można się spodziewać, że kiedy zostaną wdrożone u każdego użytkownika, YouTube pochwali się tą zmianą, zachęcając przy okazji ponownie do subskrybowania abonamentu Premium lub pogodzenia się z reklamami - bo taki przecież jest cel.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Warto zwrócić uwagę, że w filmach na YouTubie coraz częściej pojawiają się długie reklamy, których nie można pomijać, często w losowych momentach nagrania. Twórcy wideo od listopada ubiegłego roku mają w tym zakresie znacznie ograniczone możliwości konfiguracji. YouTube wprowadził wówczas do procesu sztuczną inteligencję, która zajmuje się szczegółami, by twórcy mogli "skupić się na filmach".