Killzone: Shadow Fart, czyli pierdzenie jako płatne DLC
Im człowiek starszy, tym częściej myśli sobie, że już nic go nie zaskoczy, a jednak zdarzy się, nawet wprawionym graczom. Postawa wobec popularnego wypuszczania płatnych DLC, czyli sprzedawania paczek rozszerzeń dla różnorakich tytułów, aby dodatkowo zarobić na raz wydanym produkcie, jest według mnie w większości podobna, bo tego raczej nie lubimy. Zwłaszcza kiedy okazuje się potem, że zakupione niby dodatkowe dane od początku były na płycie z grą albo tuż przed premiera twórcy postanowili wyciąć ze swojego dzieła jakiś spory fragment, by później osobno go spieniężyć. Inna kategoria rozszerzeń to zwyczajnie takie bsurdalne wyciągacze pieniędzy. Od razu do głowy przychodzi na myśl niesławna zbroja dla konia z The Elder Scrolls IV: Oblivion, ale również niedawno wydana strzelanka Killzone: Shadow Fall ma się czym tu pochwalić.