Resident Evil 6 zmusiło mnie do zadumy nad tym, na ile potrzebne zmiany w serii, wykonanie jakiegoś naprawdę milowego kroku ku zdecydowanie lepszej jakości, blokowane jest przez jej miłośników. Wiecie, osoby mające w głowie wzrok tego zombie z opuszczonego domostwa z 1996 roku… Minęła kupa czasu, a Capcom stanęło w niewygodnym rozkroku między tym, co z uwagi na obecne trendy w branży rozrywkowej to już zamierzchła przeszłości, lecz „należy” się fanom, a obowiązkowymi elementami wprowadzonymi wyraźnie pod młodego odbiorcę, wychowanego na strzelankach, nie zaś horrorach. W rezultacie gra akcji wyszła Japończykom niezła, dynamiczna oraz pełna przekolorowanych, filmowych momentów, ale starego, dobrego, „rezydentnego zła” w tym wszystkim tyle, co umarlak napłakał… A czego oczekiwaliście?