Pamiętacie salony gier? Niepowtarzalną atmosferę rywalizacji, powietrze gęste od emocji, grzechot żetonów, charakterystyczne hałasy oraz gapiów leżących szarpiącym na plecach, rzucających wskazówki, co do przejścia kolejnego etapu? Ostatnio często wracam pamięcią do przeszłości, więc też coraz bardziej lubię wszelkiego rodzaju „odświeżanki” - o ile tylko odgrzewany kotlet charakteryzuje się równie dobrą jakością, jak oryginał... Splatterhouse po raz pierwszy ukazało się na automatach w 1988 roku, dając początek całej serii produkcji. Połączenie chodzonej bijatyki z krwistymi elementami horroru świetnie sprawdziło się w „grajbudach”, ale wysiłki zmierzające do przeniesienia tego na domowe systemy z reguły nie wychodziły marce na dobre. Mamy XXI wiek, a Namco Bandai, chcąc zapewne zdążyć przed niedalekim końcem swiata, decyduje się na jeszcze jedną próbę. Czy prosta nawalanka sprawdza się w dzisiejszym świecie zaawansowanej techniki?