Żyjemy w czasach growego, medialnego szumu – gdzie nie spojrzeć, atakują nas reklamy nadchodzących pozycji, a licytowanie się wydawców, która z nich osiągnie największy sukces i zdmuchnie konkurencję, niczym wiatr jesienne liście z drzew, sięga chwilami granic absurdu. Miło więc, że nawet w tak "niekorzystnym" okresie, jak ten przedświąteczny, pojawić się potrafi dzieło na pierwszy rzut oka niepozorne, cichutko zajmujące swoje miejsce na Rynku Xbox Live oraz... w sercach odbiorców. Ilomilo na dyski konsol zakradło się niejako kuchennymi drzwiami, bo oficjalnie tytuł ciągle jest niedostępny. Był marketing „szeptany”, sekretna strona internetowa, w końcu specjalny kod... Całość wymyślono po mistrzowsku, wzbudzając ogromną ciekawość tytułu wśród społeczności. Jeszcze przed odpaleniem gry w powietrzu czułam magię. I nie zawiodłam się – to produkcja ze wszech miar jednak oryginalna.