Wstępniak: Google, Apple i nic więcej. To już koniec mobilnych debiutów
Jeszcze w 2013 roku wydawało się, że HTML5 odegra istotną rolęna rynku mobilnym, otwierając drogę do serc (i portfeli) klientówgotowych zaryzykować kupno smartfonu z mniej popularnym systememoperacyjnym. Sam dobrze pamiętam, z jakim entuzjazmem mówiło się orozwijanym przez Konsorcjum WWW zestawie interfejsów, któreudostępniały działającym w mobilnej przeglądarce aplikacjomwebowym sprzętowe funkcje urządzeń. Zainteresowanie budziły teżprojekty pokroju Apache Cordova, pozwalające budować oprogramowaniena mobilny sprzęt za pomocą języków webowych (JavaScript, HTML,CSS). Najbardziej w to wszystko zaangażowała się oczywiścieMozilla, przedstawiając system operacyjny, dla którego aplikacje wHTML5 były wszystkim, ale swoje nadzieje z tym wiązały też Jolla,BlackBerry, Samsung, Canonical, a nawet w pewnym stopniu takżeMicrosoft. Trzy lata później można powiedzieć, że te wszystkienadzieje legły w gruzach. Na rynku tym pozostało miejsce tylko dlaiOS-a i Androida – systemów, których producenci nie muszą sięjuż specjalnie starać o innowacyjność. Dostępna dla nichgigantyczna baza natywnego oprogramowania czyni zakup smartfonu zinnym systemem czy to hipsterskim wybrykiem, czy deklaracją, że wzasadzie to potrzebny jest nam co najwyżej mocny „ficzerfon”.