Wstępniak: w świecie widzącego nas Internetu Rzeczy backdoory będą zbędne?
Opera mydlana, która rozpoczęła się wokół iPhone'anależącego do Syeda Rizwana Farooka, zamachowca z San Bernardino,wyciągnęła na światło dzienne kwestię odpowiedzialnościproducentów za nasze prywatne dane w stopniu do tej poryniespotykanym. Gdy administracja federalna zażądała od Appleczegoś, co technicznie było niemożliwe, dowiedzieliśmy sięszybko, co jest możliwe w iOS-ie, a o czym wcześniej nikt niemówił. Poznając zaś determinację władz, by dostęp do danychzamachowca uzyskać – i determinację producenta, by jednak niepozwolić na ten precedens, otwierający drogę do zniweczeniawszelkich zabezpieczeń, dowiedzieliśmy się, jak bardzo świat wtej kwestii jest podzielony. Przedstawiciele obu stron na ustach mająsłowo „bezpieczeństwo”, jednak w głowie zupełnie innewyobrażenia. Dzisiaj, gdy urządzenia Internetu Rzeczy zaczynająoplatać świat, od tego jak skonkretyzujemy to pojęcie będziezależało, czy świat w którym obudzimy się jutro będzie bardziejpodobny do Panoptykonu, czy Cyferpunku.