biznes (strona 142 z 149)

Podczas gdy eBay otwiera się na Bitcoina, Allegro woli się od kryptowaluty trzymać z daleka

Internetowy mainstream wciąż jest podzielony w kwestii tego, czymjest Bitcoin. Od strony technicznej sprawa jest jasna – todziałający w rozproszonej sieci protokół, pozwalający na realizowaniepłatności za pomocą specjalnych jednostek monetarnych (bitcoinów),przekazywanych pomiędzy pseudonimowymi kontami użytkowników. Odstrony prawnej sytuacja jest bardziej skomplikowana: według jednychBitcoin jest neutralnym systemem transferu pieniędzy, według innychpieniądzem, jeszcze inni będą mówili że to instrument finansowy czypo prostu bańka spekulacyjna. Tak jak zróżnicowane jest prawnerozumienie Bitcoina, tak też różne jest w Sieci podejście dokryptograficznej waluty. Jedni z entuzjazmem sięgają po niego jakonarzędzie, które pozwoli im rozwinąć swój biznes (subreddit/r/bitcoin codziennie publikuje wieści o nowych przedsięwzięciach,które ogłaszają przyjmowanie płatności w ten sposób), inni robią cotylko mogą, by od Bitcoina się zdystansować, uznając go wręcz zapoważne zagrożenie. Dla eBaya, operatora największego na świecie serwisu aukcyjnego,Bitcoin jest potencjalnie sporym zagrożeniem. Należy do niegoprzecież jeden z najstarszych i najpopularniejszych klasycznychsystemów płatności, PayPal, który w samym 2012 roku przyniósł 5,6 mldUSD przychodu. Upowszechnienie się zdecentralizowanego,kryptograficznego systemu płatności mogłoby rynek dla PayPala tylkoograniczyć – zarówno pod względem szybkości jak ibezpieczeństwa Bitcoin jest rozwiązaniem doskonalszym. A mimo to eBayprzekonany jest, że i jego biznes może skorzystać na kryptowalucie,widząc w bitcoinach sposób na zwiększenie zarobków Już od wiosny zeszłego roku eBay dopuszcza handel bitcoinami najego platformie aukcyjnej w Stanach Zjednoczonych, poszukując przytym rozwiązań, które umożliwiłyby wykorzystanie kryptograficznejwaluty w ramach PayPala. Szef eBaya John Donahoe twierdził wówczas,że sam Bitcoin przypomina mu takie usługi jak Napster i Kazaa, którewskutek problemów z prawem musiały odejść – lecz zarazemzbudowały podwaliny pod sprzedaż muzyki w Internecie, przez usługitakie jak Pandora czy Spotify. W oczach szefa eBaya, wymienialne nagotówkę wirtualne waluty już w ciągu pięciu najbliższych lat mogłybystać się sposobem wprowadzenia PayPala do nieinternetowego handludetalicznego. Wirtualne waluty są czymś, co już z nami pozostanie– uznał wówczas Donahoe.[img=bitcoin-opener]W zeszłym tygodniu eBay zdecydował się poszerzyć zasięg handlubitcoinami, zmieniając regulamin swojej brytyjskiej filii. Od 10lutego mieszkańcy Wysp będą mogli kupować i sprzedawać bitcoiny naaukcjach. Rzecznik firmy stwierdziłwówczas, że aby promować wiarygodny rynek i zapewnićzgodność z odpowiednimi regulacjami, eBay aktualizuje swoją politykęwzględem walut (…) bitcoiny i inne podobne waluty muszą byćwystawiane w kategorii 'Waluty Wirtualne' jako ogłoszenia drobne.Akceptacja Bitcoina przez eBay maszczególne znaczenie dla szeregowych Smithów, dla których zakupkryptowalut wiązał się do tej pory ze sporymi problemami, przedewszystkim koniecznością zaufania dziwnym, anonimowym serwisom,zlokalizowanym gdzieś na końcu świata – w Japonii, Słowacji czyBułgarii, często nie poddanym żadnym regulacjom i wykorzystywanymprzez działających na dużą skalę doświadczonych inwestorów. eBay totymczasem działający w zgodzie z prawem USA i Wielkiej Brytaniioperator uznanego systemu płatniczego, gwarantujący użytkownikom, żeotrzymają nabyte dobra lub odzyskają swoje pieniądze.Bardziej skomplikowanie wyglądasytuacja sprzedawców: choć na PayPalu mogą zażądać wyższych cen, niżna specjalizowanych giełdach kryptowalut, to grozi im problem zwrotów– PayPal zapewnia refundacje, jeśli nabywca stwierdzi, że nigdynie otrzymał zakupionych dóbr, tymczasem bitcoinowych transakcji niemożna odwrócić. Wysłanych środków nie można odzyskać. Pozostajejedynie liczyć na to, że rozstrzygając w tych sprawach eBay będziekierował się dowodami technicznej natury, pozwalającymi jednoznaczniepotwierdzić zajście transakcji.Podczas gdy eBay wyraźnie otwierasię na Bitcoina, jego polski rywal robi coś zupełnie przeciwnego. 8stycznia tego roku Allegro uregulowało kwestię handlu wirtualnąwalutą w najprostszy sposób – całkowicie jej zakazując. Wówczasto Anna Tokarek z działu komunikacji korporacyjnej i PR Allegroinformowała, że handel taką walutą jest już od dawnazakazany na Allegro, więc w przypadku pojawienia się takich ofertusuwamy je w myśl artykułu 12 Załącznika nr 1 Regulaminu serwisu.Zakazane na Allegro są bowiem wszystkie inne instrumenty finansoweoferowane jako forma inwestowania lub lokowania środków pieniężnych.Zapowiedź zmiany regulaminu jest więc tylko skodyfikowaniem idoprecyzowaniem zakazu, tak by objął też usługi związane zpozyskiwaniem i przechowywaniem walut, uniemożliwiając w ten sposóbomijanie zakazu.W zasadzie taka reakcja niezbytceniącego wolność handlu serwisu nie powinna nikogo dziwić – oile na eBayu bez problemu możemy nabyć np. złoto w sztabkach, to jużw Allegro złoto jest zakazane (podobnie jak e-booki, piwo, kundle irażące treści pornograficzne).Bardziej dziwią reakcje dziennikarzy wydawałoby się probiznesowychmediów. Na łamach hotmoney.pl Rafał Madejczak pisał oto, że Allegrowie, co robi. Waluta, której kurs ustala się bez kontrolijakiegokolwiek banku centralnego jest szczególnie podatna na wahaniakursu i powstawanie baniek spekulacyjnych. Lepiej więc dmuchać nazimne i odciąć się od nowego zjawiska, żeby nie mieć użytkowników nasumieniu, jeśli kurs zacznie pikować.Najbliższe lata pokażą, która strategia biznesowa okaże sięlepsza: otwartość na techniczne innowacje i próby ich wykorzystaniawe własnych przedsięwzięciach, czy też dmuchanie na zimne i odcinaniesię od nowych zjawisk.
Po sprzedaży działu mobilnego, odchudzonej Nokii wcale nie będzie łatwiej

Po sprzedaży działu mobilnego, odchudzonej Nokii wcale nie będzie łatwiej

W tym roku, jeśli nie zdarzy się nic niespodziewanego, działmobilny Nokii zostanie sprzedany Microsoftowi (wraz z prawem dokorzystania przez 10 lat z marki „Nokia” i umową ozakazie konkurencji na rynku konsumenckich słuchawek). Finom wpraktyce pozostanie tylko Nokia Solutions and Networks (NSN, niegdyśNokia Siemens Networks), spółka-córka zajmująca się infrastrukturąsieci mobilnych, stacjonarnych i konwergentnych i świadcząca usługi wdrożeniowe i doradcze dla biznesu. Niestety wygląda na to, żeprzyszłość okrojonej Nokii nie jest wcale tak różowa – NSNznajduje się pod ogromną presją rynkową, a wyniki finansoweusprawiedliwiają niepokój inwestorów.Wydawało się, że wszystko z Nokia Solutions and Networks idziedobrze – firma dzięki rozpoczętej w 2011 roku restrukturyzacjizdołała znacząco ograniczyć koszty, równoważąc w pewnym stopniustraty ponoszone przez Nokię na rynku telefonów komórkowych. Główneźródła przychodów NSN w Japonii i Południowej Korei zaczęły jednakwysychać, więc analitycy nie mają złudzeń, spodziewając sięodczuwalnych spadków przychodów w przygotowywanym na czwartekraporcie finansowym firmy.Jak podajeReuters, sprzedaż NSN w czwartym kwartale 2013 spaść miała o 19%,do 3,2 mld euro. To łagodniejszy spadek niż w trzecim kwartale (26%),ale i tak nie pomoże to w uratowaniu wyników rocznych. Przychody zcałego 2013 roku zmaleć miały bowiem o 17% w stosunku do rokupoprzedniego, do 11,4 mld euro. Powodów do niepokoju co prawdajeszcze nie ma, NSN wciąż jest dochodowe, utrzymując marginesoperacyjny (stosunek przychodów netto ze sprzedaży do wydatków) napoziomie 8% w trzecim kwartale i wg prognoz 12% w czwartym kwartale,ale rok 2014 może być znacznie trudniejszy.Analitycy wskazują na fakt, że kluczowy dla NSN rynek azjatycki (nawet 40% wszystkich przychodów) staje się dla fińskiej firmy coraztrudniejszy, a pozycja konkurencji wyraźnie się umacnia. Ericsson wlistopadzie pochwalił się podpisaniem umowy z China Mobile nazbudowanie infrastruktury LTE w 15 chińskich prowincjach, w którychmieszka łącznie niemal dwie trzecie populacji tego kraju. Co prawdawartości kontraktu nie ujawniono, ale jeden z wcześniejszychprojektów China Mobile związanych z rozwojem infrastruktury 4Gszacowany był na nawet 20 mld renminbi (ok. 10 mld złotych).Pochwalić się też ma czym Huawei, który w zeszłym tygodniu ogłosił,że zwiększył w 2013 roku swoją sprzedaż globalnie o 8%, a jego sprzętwykorzystywany jest już w 110 z 244 istniejących na świecie sieciLTE.[img=nsn-marketshare]Sama Nokia tymczasem wciąż ma problemy z zarabianiem na sprzedażytelefonów. Choć według prognoz sprzedaż słuchawek Nokii w 2013 rokuwzrosła aż o 53%, do poziomu 10,7 mln sztuk, to przychody spaść miałyo 26%, do 11,6 mld euro. W tej sytuacji, jak twierdzą giełdowieksperci, coraz bardziej przyglądają się temu, co Nokia zamierzazrobić z 5,4 mld euro od Microsoftu, by wzmocnić resztki swojegobiznesu. Będzie to zapewne zależało od tego, kto zostanie nowymszefem firmy, a tego do tej pory nie wiadomo.Kandydatów mamy bowiem dwóch – pierwszy to szef NSN RajeevSuri, ceniony przez inwestorów za przeprowadzenie udanejrestrukturyzacji firmy, drugi to obecny dyrektor finansowy firmy,Timo Ihamuotila, którego popierają ci, którzy uważają, że przyszłośćNokii leży w oprogramowaniu nawigacyjnym i portfolio patentowym.Jeśli to Suri zostałby nowym szefem Nokii, to zwiększyłoby toprawdopodobieństwo przejęcia przez fińską firmę działu technologiibezprzewodowych Alcatela-Lucenta. Analitycy twierdzą,że przejęcie to bardzo by pomogło w skutecznym konkurowaniu zEricssonem, Huawei i ZTE.Wydaje się, że największą szansą dla odchudzonej Nokii są jednakrynki, które ze względów politycznych blokują chińskich producentów,obawiając się wykorzystania zbudowanej przez nich infrastruktury docelów szpiegowskich. Już dziś w praktyce ani Huawei, ani ZTE nie majączego szukać na rynkach USA i Australii. I faktycznie, już wpaździerniku NSN pochwaliłosię podpisaniem umowy z amerykańskim operatorem Sprint na budowęsieci TDD LTE.

HP: Windows 7 powraca na ogólne życzenie

Zdecydowana większość użytkowników komputerów osobistychnabywa je dziś z preinstalowanym systemem. Wybór nie jest duży –jest jak z mitycznym Fordem T, możesz go dostać w dowolnymkolorze, pod warunkiem, że jest to kolor czarny. Rolę czerni wwypadku komputerów odgrywa oczywiście Windows 8/8.1. Mimo że wieluklientów wciąż pyta o maszyny z Windows 7, ich dostępność jestcoraz mniejsza. Widać to choćby na najpopularniejszej polskiejplatformie aukcyjnej. W kategorii laptopy (nowe) dziś na ponad 5600aukcjach oferowano komputery z „ósemką”, a tylko na 1989 z„siódemką” – w większości starsze modele. Jeśli jednakpojawi się jakiś nowszy model z Windows 7, to sprzedawcy zwyklemają powody do zadowolenia z osiągniętych obrotów, jednocześniepewnie narzekając, że takich maszyn w sprzedaży nie mają więcej.Skoro według rozchodzących się po branży IT plotek nawet wsamym Redmond zaczętonazywać Windows 8 „nową Vistą”, taki stan rzeczy nie możenikogo dziwić. Może jedynie smucić producentów sprzętu, dlaktórych rok 2013 był zły jak żaden do tej pory. Radykalne pomysłyna odświeżenie linii PC przez hybrydowe maszyny z Windows iAndroidem nie wydają się tym, co mogłoby uratować branżę. Możenie trzeba niczego jednak nowego wymyślać, a sięgnąć posprawdzone i lubiane rozwiązania?[img=win7hp]Na taki krok zdecydowało się właśnie HP. W ten weekend firmarozpoczęła wielkąakcję promocyjną pod hasłem Windows 7 is back. Maona zachęcić klientów, by sięgnęli po nowe komputery z Windows7, teraz tańsze nawet o 150 dolarów od swoich odpowiedników zWindows 8. Hasłu reklamowemu towarzyszy stwierdzenie, że powrót„siódemki” odbył się na ogólne życzenie,a zestawienie produktów w sklepie internetowym HP sprawia wrażenie,że ten wielki producent sprzętu robi wszystko co może, by odwrócićuwagę od Windows 8. Nawet w dziale komputerów all-in-one napierwszymmiejscu promowany jest HP Slate 21 z Androidem.To faktycznie powtórka zhistorii – nasi Czytelnicy zapewne pamiętają, jak w czasachobecności Visty na rynku, producenci sprzętu chwalili się, że ichkomputery sprzedawane są z preinstalowanym Windows XP. Nie jest todobra wiadomość dla Microsoftu, rozdartego między potrzebąsprzedaży licencji na Windows w kanale OEM-owym, potrzebą promocjiWindows 8/8.1 i potrzebą znalezienia kształtu dla kolejnej wersjiWindows.Jak na razie akcja promocyjna HPograniczona jest do rynku amerykańskiego: sklepy internetoweproducenta to przede wszystkim Windows 8. Nie wiadomo, jak zareagująna to inni producenci. Póki co mają wolną rękę ze stronyMicrosoftu – choć sprzedaż wersji pudełkowych „siódemki”oficjalnie się już zakończyła, to zakończenie dostępnościlicencji OEM-owych, pierwotnie planowane na 31 października 2014,zostało przesuniętew czasie na nieustalony jeszcze termin. Przyczyn przesunięcianie podano, ale biorąc pod uwagę to, że Toshiba niedawno przyznałasię, że 99% jej sprzedaży komputerów na rynku biznesowym tomaszyny z Windows 7, nie można wykluczyć nacisków ze stronyOEM-ów.

10 lat strat: Canonical wciąż nie jest w stanie zarobić na Ubuntu

Zarabianie na opensource'owym oprogramowaniu to ciężki kawałekchleba, i niewiele jest czysto software'owych firm, które mogą siępochwalić tym, że znalazły sposób na skuteczną monetyzację swoichproduktów. Liderem jest tu na pewno Red Hat, który rok fiskalny 2013zamknął przychodami na poziomie 1,33 mld USD, o 20% wyższymi niż w2012. Pozostali jednak nie mają tak dobrze, więc nikogo raczej niezdziwił ostatni raport finansowy Canonicala, producenta Ubuntu.Wynika z niego, że ta założona 10 lat temu firma wciąż przynosi tylkostraty.Dopiero w grudniu księgowi Canonicala zdołali ukończyć raportza rok finansowy 2013 (który zakończył się dla firmy 31 marca 2013),dopiero teraz raport ten zaczął krążyć po Sieci. Liczby nie wyglądająza dobrze. Firma zakończyła rok z 21,3 mln dolarów straty operacyjnej(w raporcie używa się dolarów amerykańskich, a nie funtówbrytyjskich, ze względu na fakt, że to USD jest główną walutąprzyjmowaną przez Canonicala). To wynik gorszy o ponad 11 mln dolarówniż rok wcześniej. [img=canonical]Pocieszające może być to, że odnotowane przychody firmy wzrosły oniespełna 8 mln dolarów, do poziomu 65,7 mln USD. 15 mln pochodzi zrynku brytyjskiego, a tylko 2,4 mln z pozostałych krajów Europy. Naresztę świata przypadło 48 mln USD – to przede wszystkim StanyZjednoczone. Skąd biorą się te pieniądze? Jako że Canonical jestprywatną firmą, nie musi publikować szczegółowych raportów, ale ztego co wiadomo, ich źródłem są przede wszystkim umowy z producentamiPC z preinstalowanym Ubuntu, umowy na specjalizowane wdrożeniasystemu w prywatnych chmurach obliczeniowych, a także wpływy zlicencji na usługi do zarządzania serwerami, takie jak Landscape.Wpływy z takich projektów jak wtyczka do interfejsu Unity,pozwalająca na wyszukiwanie w sklepie Amazon.com bezpośrednio zpoziomu pulpitu Ubuntu, nie odgrywają w strukturze przychodów firmywiększej roli.Na pewno za to Canonical ponosi spore koszty płacowe. Łącznie w2013 roku wydano na pensje, ubezpieczenia i składki emerytalne ponad47 mln dolarów, niemal 8 mln więcej niż rok wcześniej. Najwyżejopłacany z dyrektorów wziąć miał ponad 424 tys. dolarów, 84 tys.dolarów więcej niż w roku poprzednim.Zbliżające się dziesięciolecie firmy skłania do pytań o przyszłośćCanonicala: Mark Shuttleworth raczej nie zrezygnuje zdofinansowywania swojej przynoszącej same straty firmy, wierząc wperspektywy Ubuntu Touch na urządzeniach mobilnych, a także wzrostpopularności Ubuntu Servera we wdrożeniach w chmurach obliczeniowych.Uczynienie z desktopowego Ubuntu dochodowego biznesu będzie jednakznacznie trudniejsze, szczególnie że żyjemy w erze, w którejanalitycy zalecająMicrosoftowi, by zaczął rozdawać Windows za darmo. Desktopowe systemyoperacyjne mogą bowiem w przyszłości podzielić los przeglądarek –niezwykle skomplikowanych i kosztownych w rozwoju aplikacji, którychprzecież nikt dziś nie jest w stanie sprzedawać.

Belgijska platforma radiowa Radionomy kupiła Winampa i Shoutcasta

Gdy poinformowaliśmyw listopadzie o zbliżającym się końcu Winampa, wciąż jednego znajpopularniejszych na świecie odtwarzaczy muzyki, wielu z Waswyraziło w komentarzach i e-mailach do redakcji żal z tego powodu, azarazem wskazywało lepsze, alternatywne odtwarzacze. Takiego obrotuspraw można było się spodziewać: właściciel odtwarzacza i powiązanychz nim usług, dziś już nieco skarlały gigant internetowy AOL, niepotrafił przez ostatnie lata znaleźć żadnej dobrej metody nazarabianie na Winampie. W sprawie zaszedł jednak nieoczekiwany zwrot.Zarówno Winampem, jak i towarzyszącą muusługą streamingową Shoutcast, zainteresowała się belgijska firmaRadionomy. Prowadzi ona platformę internetową, pozwalającąużytkownikom na łatwe tworzenie własnych kanałów radiowych, a takżepromowanie ich i zarabianie na emitowanych treściach. Obecnie naRadionomy znaleźć można ponad 7 tysięcy stacji, mających łącznieponad 40 mln słuchaczy miesięcznie. [img=winamp]Szczegółów transakcji nie ujawniono, ale źródła redaktorów TechCruncha mówią, że w grę mogła wchodzić kwota od 5 do 10 mln dolaróworaz 12% udziałów w belgijskiej firmie. To niewiele, w porównaniu do80 mln dolarów, jakie AOL zapłacił za Winampa w 1999 roku (czyli 112mln dolarów na dzisiejsze pieniądze) – ale najwyraźniej niebyło żadnych innych chętnych, wymieniany wcześniej wśród potencjalniezainteresowanych Microsoft nie złożył żadnej oferty.Dla użytkowników Winampa to jednak bardzo dobra wiadomość. Nowywłaściciel nie tylko kupił aplikację i towarzyszące jej usługi.Zamierza intensywnie je rozwijać. Winamp ma uzyskać wsparcie dla 60formatów audio i wideo, zaś Shoutcast będzie wykorzystany jako hostdla 60 tysięcy strumieni audio. W ten sposób Radionomy chce stworzyćnajwiększą platformę na rynku streamingu audio. Wzbogacona o Winampa i Shoutcasta platforma Radionomy nie będziesię ograniczała tylko do klasycznych desktopów czy telefonów (obecnieWinamp dostępny jest na Windows, OS-a X i Androida). AlexandreSaboundjian, szef Radionomy, chce wyjść z ofertą do kierowców –odtwarzacz miałby stać się integralną częścią samochodowych systemówaudio.

Programiści Javy głodować nie będą: pracodawcy stawiają na klasykę

Jeśli zastanawiacie się nad tym, jak pokierować swoją karierą wbranży IT, jakimi technologiami się zająć, by za kilka lat nieodkryć, że nie ma dla Was pracy, to odpowiedź dla Was znalazł jeden znajpopularniejszych na świecie serwisów dla programistów, StackOverflow. Serwis ten prowadzi popularną witrynę dla pracodawcówCareers 2.0, dzięki której mogą oni znaleźć sobie ludzi kompetentnychw interesujących ich dziedzinach. Po przebadaniu słów kluczowych,wykorzystywanych w wyszukiwaniach potencjalnych pracowników, uzyskanoodpowiedź, która chyba zgodna jest z Waszymi przeczuciami.Najczęściej wyszukiwanymi umiejętnościami były te związane z Javą.Aż 22,26% korzystających z Career 2.0 chciało znaleźć osobypotrafiące programować w tym języku. Java okazała się pod tymwzględem niemal dwukrotnie lepsza niż PHP, o które pytało 11,53%pracodawców. Trzecie miejsce zajęło C#, z wynikiem 10,74%.Znaczenie Javy rośnie jeszcze bardziej, w momencie gdy przyjrzymysię pozycji czwartej. To Android, wyszukiwany w 9,94% wypadków –a przecież Java jest podstawowym językiem programowania google'owegosystemu operacyjnego. Miejsce piąte przypadło JavaScriptowi (9,23%),miejsce szóste Pythonowi (8,30%), siódme frameworkowi Rails (8,29%),ósme systemowi iOS (7,53%), dziewiąte frameworkowi .NET (7,22%) adziesiąte klasycznemu C++ (4,96%).[img=enterprise-sunset]Will Cole, menedżer ze Stack Overflow odpowiedzialny za serwisCareers 2.0 potwierdza, że wynik Javy może dowodzić rosnącegozainteresowania programowaniem na urządzenia mobilne. Java jestogromnie popularna w przeróżnych firmach, jest najpowszechniejużywanym językiem wśród programistów, jest przydatną umiejętnością wrosnącym rynku programowania na Androida. Możesz ją kochać, możeszjej nienawidzić, ale wielu ludzi zna Javę i wiele firm chce tychludzi – uznał Cole.Pod tym względem przez lataniewiele się jednak zmieniło. Zajmujący się pośrednictwem na rynkupracy serwis Indeed informuje, że w ciągu ostatniej dekadypopularność Javy pozostawała na podobnym poziomie. Dziś programowaniena Androida ma być czwartym co do popularności tematem wyszukiwanymprzez Indeed. Tak samo sytuacja wygląda w statystykach StackOverflow. Podobne wyniki pokazuje serwisDice, określający się jako centrum karier dla technologii.Według jego badań jedna piąta wszystkich ofert pracy wiązała się zposzukiwaniami specjalistów od Javy/J2EE. Na drugim miejscu byliprogramiści aplikacji mobilnych (a więc też zwykle coś z Javą mającywspólnego), trzecie miejsce przypadło programistom .NET. Jak widać, w tych wyszukiwaniachmało jest modnych nowych technologii, takich jak node.js, cosugeruje, że realia rynkowe a serwisy social news dla programistów todwie różne rzeczy. Nie powinno to dziwić: zanim nowe technologieupowszechnią się w biznesowych środowiskach IT, mija sporo czasu, amenedżerowie wolą nie ryzykować – stawiają na to, co dobrzeznane i sprawdzone.

Rockstar atakuje Androida starymi patentami, Google rusza bronić producentów

Gdy w 2011 roku konsorcjum Rockstar, do którego przystąpiłyfirmy o tak antagonistycznych interesach jak Microsoft, Apple i Sony,kupiłoza 4,5 mld dolarów (z czego 2,5 mld wyłożyło Apple) pakietpatentów dotyczących technologii telekomunikacyjnych i mobilnych odbankrutującej firmy Nortel Networks, jasne było, że nie o wspólnerozwijanie techniki tu chodzi – Rockstar nie bez podstaw zająłtrzecie miejsce na liście ośmiu najgroźniejszych trollipatentowych, ułożonej przez magazyn Business Insider.W licytacji portfolio Nortela uczestniczyło też Google, którespasowało przy kwocie 4 mld dolarów, ale które od początkupodkreślało, że jego zainteresowanie patentami telekomunikacyjnegogiganta ma charakter wyłącznie defensywny – posłużą one doochrony Androida i producentów urządzeń z tym systemem. Poprzegranej licytacji Eric Schmidt, przewodniczący firmy z MountainView, narzekałna stan amerykańskiego prawa patentowego, będącego dziś bardziejbronią w korporacyjnych wojnach niż narzędziem ochronyinnowacyjności gospodarki. Ponad dwa lata po przejęciu patentów Nortela, wojna wreszciewybuchła. Określający się jako patent holding, non-practicingentity (NPE) Rockstar wniósł zkońcem października dziesiątkipozwów przeciwko Google oraz takim producentom urządzeń zAndroidem jak Samsung, Huawei, HTC, Asustek, LG, Pantech i ZTE. SamoGoogle oskarżone zostało o naruszenie siedmiu patentów należącychdo Rockstara, w tym dotyczących kluczowych dla biznesuwyszukiwarkowego giganta mechanizmów reklamowych.[img=patent]Nie był to pierwszy w ogóleatak patentowy Rockstara. Bloomberg donosił o dziesiątkach takichpozwów – i o zaskakująco hardej postawie pozwanych, którzy nieszli na ugodę, wybierając walkę przed sądem. Zaniepokojony oswoją inwestycję w patenty Nortela korporacyjny troll poszerzyłwięc zakres swoich działań poza branżę mobilną, w grudniupozywając m.in. Cisco i Time Warner Cable.W tym tygodniu Google przystąpiłodo kontrofensywy. W skardzezłożonej przed sądem w San Jose, Google twierdzi, że kampaniapatentowa Rockstara wymierzona jest w setki kalifornijskich spółekz sektora nowych technologii, a spór sądowy ściągnąłczarne chmury nad platformę Androida.Producent Androida wyjaśnia wpozwie, że dziś Rockstar niczego nie produkuje, w żaden pożytecznysposób swoich patentów nie wykorzystuje. Zatrudnia za to zespółbyłych pracowników Nortela w Ontario, których jedynym zadaniemjest analizowanie cieszących się powodzeniem produktów innych firmpod kątem możliwości ich zaskarżenia o naruszenie patentów iwymuszenie opłat licencyjnych pod groźbą spraw sądowych. Rockstarutrzymuje zresztą, że praktycznie każdy w IT narusza jego patenty,włącznie z serwisami społecznościowymi, takimi jak Facebook czyLinkedIn.Cóż to jednak za patenty?Trudno znaleźć w nich coś przełomowego – dotyczą one takpodstawowych mechanizmów jak zarządzanie połączeniamiVPN, funkcjonalnośćmobilnego hotspotu czywiadomości i powiadomienia.Pochodzą one ze starych dobrych czasów, kiedy amerykańskie urzędypatentowe przyznawały patenty na wszystko (włącznie z metodąhuśtaniasię na huśtawce). Niestety skarga Google'a, którejcelem jest przede wszystkim ochrona producentów sprzętu, może nieprzynieść oczekiwanych rezultatów. W kwietniu tego roku w sprawieCisco Systems vs Alberta Telecom sąd uznał, że Cisco nie możechronić przed oskarżeniami o naruszenia patentów swoich klientów– użytkowników routerów. Analizujący sytuację prawnicytwierdzą, że może to uniemożliwić próby ograniczenia zasięgupozwów przeciwko producentom sprzętu z Androidem.W tej sprawie najbardziejzastanawia postawa Sony – firmy, która produkuje przecież własnetelefony i tablety z Androidem, a tymczasem sprzymierza się zkonsorcjum, którego jedynym celem jest zaszkodzenie Androidowi. Jestto zachowanie o wiele bardziej problematyczne, niż np. Acera,któremu Google zagroziło wycofaniem licencji na Androida za własneprace nad forkiem Androida – systemem AliyunOS.

Sprawiedliwość po 61 latach: królewska łaska dla ojca informatyki, Alana Turinga

Tragiczna historia Alana Turinga, genialnego kryptoanalityka ilogika, ojca informatyki i twórcy teorii sztucznych inteligencji,znalazła wreszcie swój epilog. 61 lat po jego samobójczej śmierci,w wigilię Bożego Narodzenia 2013 roku, królowa brytyjska ElżbietaII ułaskawiła go pośmiertnie, umarzając wyrok, na jaki skazano goza czyny nierządne w rozumieniu kodeksu karnego ZjedonoczonegoKrólestwa z 1885 roku.Królewskie ułaskawienie to coś niezwykle rzadkiego w WielkiejBrytanii. Od zakończenia Drugiej Wojny Światowej wydano tylkocztery takie akty. Jednak w tym wypadku od formalnej strony nie byłoinnej możliwości, by choć symbolicznie zadośćuczynić krzywdzie,jaka spotkała człowieka, bez którego walka Aliantów z nazistowskąRzeszą mogłaby być, jak oceniają historycy, nawet o dwa latadłuższa. Przypomnijmy: Turing, utalentowany matematyk z Cambridge, którypracując jako kryptoanalityk w ośrodku Bletchley Park zbudowałelektromechaniczne bombykryptologiczne, pozwalające na maszynowe łamanie kodówgenerowanych przez niemieckie Enigmy. W ten sposób w Bletchley Parkdeszyfrowano nawet trzy tysiące niemieckich wiadomości na dobę.Koniec Wielkiej Wojny nie przyniósł jednak Turingowi zaszczytów niorderów, jego praca w obawie przed przejęciem przez radzieckichszpiegów została utajniona, i dopiero w 1970 roku publicznieujawniono rolę, jaką odegrał on w wysiłku wojennym Aliantów.[img=turing]Powojenne losy Turinga początkowonie były złe – pracował nad projektami pierwszych komputerów(spotykając się m.in. z genialnym niemieckim konstruktorem maszynliczących, Konradem Zuse), a w 1949 został szefem laboratoriumkomputerowego w Manchesterze, pisząc oprogramowanie dla komputeraMark 1 i pracując nad zagadnieniami sztucznej inteligencji (wtedy tozaproponował słynny test Turinga – kryterium pozwalające uznaćdziałanie maszyn za „inteligentne”). Opracował też pierwszy naświecie program do gry w szachy, który był zbyt złożony, byuruchomić go na istniejących wówczas maszynach. Zajął się zaśmatematycznymi podstawami biologii, w szczególności morfogenezą iznaczeniem liczb Fibonacciego w strukturach roślinnych, osiągającrezultaty do dziś wspominane na uniwersyteckich kursach.W 1952 roku życie Turinga ległojednak w gruzach. W trakcie rutynowego przesłuchania przez policjępo włamaniu do jego domu, Turing przyznał się do homoseksualnegozwiązku z 19-letnim wówczas Arnoldem Murrayem (włamywaczem miałbyć znajomy Murraya). Był to fatalny błąd – w tamtym czasiewszelkie akty homoseksualne były uznawane w Wielkiej Brytanii zaczyny nierządne (ang.gross indecency) i jako takie, karane. 31 marca 1952 roku Turing zaporadą obrońcy przyznał się do swojej winy i otrzymał do wyborualbo karę dziesięciu lat więzienia, albo dobrowolne poddanie sięchemicznej kastracji, poprzez przyjmowanie regularnie przez rokzastrzyków z syntetycznym estrogenem. Jego kochanka, Murrayawarunkowo zwolniono. Sędzia podkreślał, że surowy wyrok dlaTuringa to wynik tego, że jest on przedstawicielem wyższej klasyspołecznej, człowiekiem, który powinien dawać przykład,tymczasem uwiódł on niewinnego, młodego mężczyznę z klasyrobotniczej. Jak łatwo się domyślić,przyjmowanie dużych dawek kobiecego hormonu przez zdrowego mężczyznęnie może się dobrze skończyć. Turing utył, wyrosły mu piersi,stał się impotentem, skarżył się na problemy z sercem i atakigorączki uniemożliwiające mu zajmowanie się informatyką. Zabardzo nie miał zresztą gdzie się nią zajmować – po wyrokumusiał rozstać się ze swoją pracą.8 czerwca 1954 roku Turingaznaleziono martwego – w wieku 41 lat popełnił samobójstwo,zjadając nafaszerowane cyjankiem potasu jabłko, odniesienie do jegowieloletniej fascynacji baśnią o Królewnie Śnieżce.W 2009 roku brytyjski programistaJohn Graham-Cumming rozpoczął zbieranie podpisów pod petycją,wzywającą rząd ówczesnego premiera Gordona Browna do pośmiertnychprzeprosin Alana Turinga za prześladowania, jakich padł ofiarą zewzględu na swoją seksualną orientację. Tysiące podpisówsprawiły, że Brown przychylił się do wniosku i 10 września 2009roku w oficjalnym wystąpieniu określił chemiczną kastracjęTuringa jako przerażającą.Stwierdził wówczas, że choć nie można cofnąć czasu, a to cospotkało Turinga było w zgodzie z obowiązującym wówczas prawem,to jednak w imieniu brytyjskiego rządu, jak i wszystkich tych,którzy żyją w wolności dzięki Turinga pracy – przeprasza, boTuring zasłużył na znacznie lepszy los.To jednak najwyraźniej niewystarczyło. W 2011 roku złożono kolejną petycję, w którejżądano od rządu ułaskawienia Turinga i umorzenia jego wyroku.Podpisało się pod nią ponad 37 tys. osób, w tym liczni wybitniuczeni. Minister Sprawiedliwości Lord McNally odradzał jednak takiruch, jako naruszający tradycję podejścia do wydarzeńhistorycznych: Turing skazany został na mocy obowiązującego prawa,był winny zgodnie z nim czynów nierządnych i został za nieukarany – nawet jeśli prawo to wydaje się dziś okrutne iabsurdalne.Przepychanki w brytyjskimparlamencie doprowadziły w końcu do wyboru nietypowej drogi wsprawie Turinga. Rząd przypomniał sobie o monarszym prawie łaski –i tak oto od dzisiaj, 24 grudnia 2013 roku, Alan Turing będziepamiętany za swój fantastyczny wkład w wysiłek wojenny, a nie zaskazujący go wyrok, jakstwierdził odczytujący aktułaskawienia minister sprawiedliwości Chris Grayling. ElżbietaII, z Bożej łaski Królowa Zjednoczonego Królestwa WielkiejBrytanii i Północnej Irlandii, obwieszcza w nim światu, że po rozpoznaniuprzedstawionych Jej okoliczności, udziela swej łaski i miłosierdziaAlanowi Mathisonowi Turingowi, pośmiertnie ułaskawiając go, iumarzając skazujący go wyrok.Komentatorzy podkreślają, żejest to sytuacja bezprecedensowa – monarcha ułaskawia bowiemnormalnie tylko osoby niewinne, na wniosek kogoś jej bliskiego,najczęściej rodziny. Tu nie spełniono żadnego z tych warunków.
Łatwo przedobrzyć z czarnym PR-em: użytkownicy zniesmaczeni kampanią „Scroogled!”

Łatwo przedobrzyć z czarnym PR-em: użytkownicy zniesmaczeni kampanią „Scroogled!”

Początkowo reakcje internautów na PR-ową kampanię Microsoftu,przeprowadzaną pod hasłem „don't get scroogled!” byłyraczejpozytywne. Ostatecznie Google w kwestii poszanowania prywatnościinternautów ma sporo za uszami, więc demonstrowanie ciemnych stronproduktów korporacji z Mountain View, w szczególności śledzeniaużytkowników na każdym kroku, przyniosło oczekiwane skutki. Ponadpołowa respondentów, która filmiki Microsoftu obejrzała,zadeklarowała przynajmniej zainteresowanie sprawdzeniem produktów zRedmond. Teraz jednak najwyraźniej Microsoft przedobrzył –najnowszy filmik, poświęcony chromebookom, już tak dobrze przezinternautów nie został przyjęty.Najnowszaprodukcja twórców „Scroogled!” to scenka, w którejkobieta z chromebookiem, otrzymanym jako prezent od matki, wchodzi dolombardu ze złotą i srebrną biżuterią. W Gold & Silver PawnShop chodzi o oddzielenie rzeczy prawdziwych od imitacji – iGoogle Chromebook zupełnie tu nie pasuje– utrzymuje aktor odgrywający eksperta od autentyków. Jak łatwosię domyślić, w tym wypadku autentykami są laptopy z Windows, zaśchromebooki to tylko imitacje, na których nie można uruchomićprawdziwychaplikacji (można na nich używać tylko tanich imitacjiOffice, w których dokumenty wyglądają dziwacznie) iktóre bez dostępu do Sieci są kompletnie bezużyteczne.[yt=http://www.youtube.com/watch?v=-y2mqoDjQXI]Opublikowane wkanale YouTube wideo o nieco pretensjonalnej nazwieScroogledTruth niezdobyło jednak poklasku – wręcz przeciwnie. Pojawiły się nawetopinie, że filmik cuchnie desperacją,nie mówiąc o tym, że większość twierdzeń na temat chromebooków jestwierutnym kłamstwem. Oczywiście że chromebook jestlaptopem, dostajesz go z grami, procesorem tekstu, arkuszemkalkulacyjnym, przeglądarką i wieloma innymi aplikacjami. On poprostu nie używa aplikacji dla Windows – i takie jest wrzeczywistości przesłanie Microsoftu: na tym nie działa naszeoprogramowanie, więc to nie może być dobre. I faktycznie, zarzuty postawionechromebookom były prawdziwe dwa lata temu, ale nie dzisiaj, gdyGoogle Chrome OS dostarczany jest z działającym jako aplikacjaNativeClienta w Chrome zaawansowanym pakietem biurowym QuickOffice(który bardzo dobrze radzi sobie z dokumentami OOXML), a lista zadań,jakie można wykonać na odłączonym od Sieci komputerze jest całkiemspora – to nie tylko pisanie e-maili, edycja zdjęć, czysłuchanie muzyki, ale też uruchamianie wielu gier i aplikacji zChrome Web Store, obsługujących technologie HTML5.Podsumowaniem może być jeden z ostatnich komentarzy pod opublikowanymwideo : ta kampania Microsoft Scroogled staje sięcoraz bardziej i bardziej żałosna. Szczerze mówiąc toodzwierciedlenie ich własnych porażek, których muszą wstydliwie siętrzymać. Czyżby faktycznie Microsoft posunął się w czarnym PR za daleko?