Teoria „too big to fail” – czy Mozilla jest zbyt duża, by zniknąć?
Przełomowe technologie mają tendencję do żywiołowego, skokowego wręcz wzrostu popularności, za czym w większości przypadków nie nadąża ani socjologia, ani prawo – nierzadko w stopniu podważającym fundamenty ustrojowe lub porządek gospodarczy. W ciągu kilku miesięcy okazuje się, że firma oferująca pewne unikatowe rozwiązanie całkowicie monopolizuje nowo powstały sektor branży, dopuszcza się czynów jeszcze niesklasyfikowanych jako wykroczenia, a wskutek swojej nieodzowności staje się niemal usługą użyteczności publicznej („utility”), zmuszając tym samym do państwowego interwencjonizmu. Dziś przykładem takiej instytucji, bezkarnie (acz subtelnie) wykazującej postawę „no i co nam zrobicie?” jest Google oraz, co może nieco mniej u nas wiadomo, Amazon. Branża technologiczna ma jednak szczególną i wieloletnią tendencję do tworzenia niemal nieusuwalnych molochów, trudnych do poddania kontroli – a czasem nawet wymagających wspomagania, bo ich upadek np. sparaliżowałby infrastrukturę (TP). Takie zjawisko nosi nazwę „too big to fail”.
K. J. Dudek