biznes (strona 144 z 149)

HP nie będzie już tańczyło do muzyki Microsoftu i Intela

Przyjaźń się skończyła, a choć do otwartej wojny jeszcze daleko,to niezbędna wciąż współpraca nie będzie łatwa. Hewlett-Packard,jeden z najważniejszych na świecie producentów PC, który przez wielelat był jednym z najbliższych partnerów Microsoftu, teraz jestpozbawionym złudzeń i sentymentów konkurentem. Ustami swojej szefowejMeg Whitman, HP potwierdziło to, o czym w branży mówiło się już oddawna – pod wodzą Steve'a Ballmera Microsoft rzucił wyzwanieswoim OEM-owym partnerom, zmuszające ich do gruntownego przemyśleniarelacji, jakie łączyły je z gigantem z Redmond. Nie tylko zresztą znim – cała struktura partnerstw i zależności w branży ITzmienia się na naszych oczach.Obecni partnerzy HP, tacy jak Intel i Microsoft, z partnerówprzemieniają się w naszych bezpośrednich konkurentów– stwierdziła pani Whitman, komentując to, co się dzieje narynku PC. Microsoft nie chce być już firmą software'ową,przemieniając się w dostawcę services & devices(usług i sprzętu), a przecież tym właśnie zajmuje się HP:dostarczaniem usług i sprzętu. Długo jeszcze HP będzie zależało wswojej ofercie od oprogramowania Microsoftu, ale w miarę jak Redmondbędzie przekształcało swoją tożsamość, konkurencja między nimi będziecoraz bardziej zaciekła.Microsoft zapewne długo jeszczenie przyzna, że HP jest jego konkurentem, na każdym kroku wciążpodkreślając swoje zaangażowanie w utrzymanie dobrych relacji zOEM-owymi partnerami. Gdy jednak zapytać sprzedawców Microsoftu olinię microsoftowych urządzeń Surface, przedstawią je jako przyszłośćprzenośnych komputerów, a to co oferują producenci PC... no cóż, tonie jest przyszłość. Taka ambiwalentna postawa jest zrozumiała –ostatecznie wciąż wyżyć ze sprzedaży Surface się nie da, sprzedażOEM-owych licencji Windows wraz z komputerami wiele lat jeszczebędzie jedną z kluczowych pozycji w raportach finansowych firmy. [img=chromebook11]Sytuacja HP, firmy przechodzącejdaleko posuniętą transformację i pozostającej pod czujnym i nieufnymspojrzeniem inwestorów, jest zgoła inna – tu potrzeba otwartegoprzedstawienia strategii w erze Microsoftu od usług isprzętu, a strategia ta nie możewyglądać tak, jak wyglądała w latach 90. Konieczność zmian jest tymbardziej paląca, że nie wiadomo, czy i kiedy zakończy się bessana rynku PC.Zakres takich zmian przedstawił wtym tygodniu Dion Weisler, wiceprezes pionu drukarek i systemówosobistych w HP, podczas spotkania z analitykami, mówiąc: wprzeszłości jeśli miałeś nagranie Wintela, i tańczyłeś do muzykiWintela, mogłeś łatwo przewidzieć swoje wyniki. Wystarczyło byćtroszkę szybszym niż inni. Wszystko było przewidywalne. Terazjesteśmy jednak w nowym świecie, z wieloma systemami operacyjnymi,wieloma architekturami, nowym krzemem, nową grafiką, nowymipodsystemami... Tuż po tejwypowiedzi Weislera HP zaprezentowało swojego nowego, entuzjastycznieprzyjętego przez media laptopa – Chromebooka11, w którym nie ma ani Windows, ani Intela. Sercem urządzeniajest ARM-owy układ Samsung Exynos, a systemem operacyjnym GoogleChrome OS. Konieczność szybkich zmianwymuszają przede wszystkim rynki wschodzące. Weisler przypomniałanalitykom, że w Chinach sprzedaje się więcej tabletów, niż w StanachZjednoczonych, a na większości tych tabletów nie ma żadnego Windows.Nowa, wielosystemowa i wieloplatformowa polityka HP to obecnieskupienie się na czterech systemach: Windows, Androidzie, ChromeOS-ie i Ubuntu. Same tylko systemy Google'a oznaczać mają dla HPokazje biznesowe o wartości 46 mld dolarów rocznie, a rynek tenrośnie w tempie 12% rocznie. Z kolei Ubuntu ma znaleźć swoje miejsceprzede wszystkim w krajach rozwijających się – wiceprezes HPwspomniał tu o umowie z władzami Indii, związanej z dostarczeniemkomputerów działających pod kontrolą systemu Canonicala. Wszystko topomóc ma w uratowaniu przychodów firmy z tradycyjnego rynku PC,malejących szybciej, niż się ktokolwiek spodziewał.
Kolejny zły kwartał dla branży PC: na całym świecie tablety wypierają komputery osobiste

Kolejny zły kwartał dla branży PC: na całym świecie tablety wypierają komputery osobiste

Okres przygotowywania szkolnych wyprawek niewiele pomógłproducentom PC. Najnowszy opublikowany przez Gartnera raportna temat rynku komputerów osobistych dowodzi, że było źle i niewiadomo, czy nie będzie jeszcze gorzej – w trzecim kwartaletego roku dostawy sprzętu zmalały rok do roku o 8,6%, z trudemosiągając 80 mln sztuk. To szósty z kolei kiepski dla całej branżykwartał, a najwięcej ucierpieli tym razem tajwańscy giganci –Acer i Asus.Źle dla producentów PC dzieje się zarówno na rynkach dojrzałychjak i wschodzących – i tu i tam można zauważyć przesunięciezainteresowań konsumentów z komputerów osobistych na urządzeniamobilne. Sprzedaż PC spadła do najniższego poziomu od 2008 roku,przede wszystkim za sprawą tanich tabletów z Androidem. Na rynkachwschodzących stają się one dla wielu pierwszymi komputerami w ichżyciu, podczas gdy konsumenci na rynkach krajów rozwiniętychchętnie kupują je jako urządzenia dodatkowe – tłumaczy MikakoKitagawa, główna analityczka Gartnera.[img=PCweak]Tabletowa ekspansja zmusza producentów PC do desperackiej walki okurczący się rynek. Widać to przede wszystkim w wyścigu Lenovo i HP,dominujących na rynku firm. Lenovo utrzymało swoją pozycję lidera,uzyskaną w poprzednim kwartale, zdobywając w trzecim kwartale 17,6%globalnego rynku, ale HP jest tuż za chińską firmą, z wynikiemgorszym zaledwie o pół punktu procentowego. Wszystko rozstrzygnąć sięma w czwartym kwartale. Dla Chińczyków sezon świąteczny może byćtrudniejszy, jak podaje Garner, ich rodzimy rynek nasycił się, isprzedaż tam maleje. Rośnie za to ich pozycja na rynkupółnocnoamerykańskim i europejskim. Z kolei HP odnotowało wszędziepoza Ameryką Południową wyniki najlepsze od 2012 roku, utrzymującprzy tym dominującą pozycję na rynkach północnoamerykańskim ieuropejskim.Umocnił nieco swoją pozycję w tym zestawieniu Dell, a najwięcejucierpiały, jak już wspomnieliśmy, Acer i Asus, z wynikami o ponad22% gorszymi niż w trzecim kwartale 2012 roku. Według Gartnera Acerboleśnie odczuł załamanie się rynku netbooków, podczas gdy Asuswyraźnie przesunął swoje moce produkcyjne na tablety – w Q32013 ich liczba niemal dorównała liczbie wyprodukowanych komputerówprzenośnych tej firmy.[img=q3-marketPC]Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie zainteresowanie komputeramiosobistymi nieco wzrosło (o 3,5% względem Q3 2012), głównie za sprawądebiutu laptopów z procesorami Haswell i wyprzedaży starszych modeli,sprzedaż PC w przyszłości ma dalej maleć, choć w stopniu mniejszym,niż w innych częściach świata – szczególnie Rosji, Afryce,Indiach i na Bliskim Wschodzie, gdzie problemy gospodarcze corazbardziej zmuszają konsumentów do ostrożności w wydatkach.Pewną nadzieję niesie dla producentów PC bliska premiera Windows8.1, z drugiej strony jednak zagraża im równie bliska premieraukładów SoC Intel Bay Trail Atom Z3000), zbudowanych od podstaw zmyślą o tabletach i przynoszących do tej kategorii produktówwydajność zarezerwowaną do tej pory tylko dla PC. Zoptymalizowane podkątem Androida i Windows 8.1 układy Intela trafić mają do tabletówsprzedawanych w cenie nawet 200 dolarów, co sprawi, że jeszcze więcejkonsumentów zacznie się zastanawiać, czy faktycznie chcą wydaćprzynajmniej dwa razy więcej na normalny komputer osobisty.

Toshiba: 99% naszych biznesowych klientów wybiera Windows 7

Kilka dni temu Jeff Kagan, znany analityk branży PC uznał, żeWindows 8 jest dowodem na to, że Microsoft chce być innowacyjny –a jego ambiwalentnie przyjmowany interfejs użytkownika to odpowiedźna zmiany w świecie IT i wzrost popularności urządzeń z ekranamidotykowymi. Czy jednakfaktycznie zaszły jakieś zmiany w świecie IT? Wbrew medialnej nagoncena tradycyjne interfejsy i promowanie na każdym kroku dotykowejprzyszłości, klienci i tak wybierają klasykę. Przynajmniej kliencijapońskiej Toshiby, której szefowa marketingu Cindy Zwerlingprzyznała, że innowacje słabo się sprzedają.Dla biznesowych linii produktówToshiby Windows 8 to wciąż odległa przyszłość –obecnie 99% korporacyjnych klientów firmy wybiera komputery z Windows7. Istnieją co prawda nisze, w których znaleźć można użytkownikówtabletów i urządzeń hybrydowych, spośród których niektórzy korzystająz Windows 8, jednak standardowy notebook to Windows 7– podkreśliła Zwerling.[img=toshiba-laptop]Najwyraźniej nikt wśródbiznesowych klientów nie przejmuje się tym, że oficjalne wsparcie dla„siódemki” zakończy się w styczniu 2015 roku, zaśostatnie aktualizacje bezpieczeństwa zostaną wydane w 2020 roku –a przecież jest to wciąż najpopularniejszy system operacyjny naświecie, z którego korzysta ponad 45% internautów (dla porównania, zWindows 8 około 8%). Jeśli te trendy szybko nie ulegną zmianie, tomożemy w 2020 roku spodziewać się powtórki z rozrywki, jaką zapewniławieloletnia hegemonia Windows XP na rynku systemów operacyjnych, iktóry z trudem (wciąż ponad 30% internautów korzysta z XP) jest terazwycofywany.Redmond jednak nie zamierzazaprzestać forsowania swoich innowacji. Podczas ostatniego GartnerSymposium ITXpo, wystąpił Steve Ballmer, broniąc krytykowanej przezOEM-y polityki swojej firmy i przedstawiając nową wizję biznesową, wktórej Microsoft nie jest jedynie producentem oprogramowania, leczstaje się integratorem, łączącym sprzęt, interfejsy, narzędziadeweloperskie, by stworzyć jednolitą platformę Windows w corazbardziej różnorodnym świecie.To oczywiście nawiązanie doplanów unifikacji systemów Windows dla różnych ekranów poprzezwspólne interfejsy programowania i jeden sklep z aplikacjami, ale nietylko – to także starania na rzecz wprowadzenia znanych zWindows narzędzi na platformy innych producentów, szczególnie iPada,który już niebawem doczekać się ma natywnej wersji Microsoft Office.Dlatego też Ballmer jest przekonany, że nie ma zasadniczej różnicypomiędzy klientem biznesowym a indywidualnym: ludzie toludzie, są ludźmi w swojej pracy i w życiu osobistym. Klienci chcązintegrowanego życia –stwierdził szef Microsoftu, wskazując jako przykład takiej integracjipołączenie komunikatorów Skype i Lync.Zintegrowane życie dla Ballmerasięga bowiem daleko poza zwykłe IT – ludzi z laptopami Toshibyz Windows 7, którzy jednak wciąż korzystają z papierowych notatnikówi długopisów. Jego zdaniem wciąż nie przekształcono sposobu, w jakiludzie korzystają z cyfrowych technologii, ale to oznacza jedynie, żeMicrosoft wciąż ma tu wiele do zrobienia. Pomyślcie o tym,jak radzimy sobie z codziennymi zadaniami – widzimy tu całąlistę aktywności, które mogłyby być sterowane przez oprogramowanie,czyniąc nas silniejszymi –uznał Ballmer, przestawiając się przy tym jako wielki zwolenniksystemów z wbudowanymi rysikami.Niebawem jednak to już nieBallmer będzie u steru Microsoftu, a nowy szef będzie musiałprzemyśleć dziedzictwo swojego poprzednika. Czy naprawdę nie mazasadniczych różnic między klientem biznesowym a indywidualnym, i czynaprawdę chcemy tak bardzo integrować swoje życie, by zatracićrozróżnienie, czy żyjemy swoim życiem, czy też żyjemy życiem firmy?

Pokłosie likwidacji Silk Road: czarny rynek jest jak hydra, zaszyfrowanych bitcoinów odebrać się nie da?

W zeszłym tygodniu FBI zlikwidowałonajpopularniejszy czarny rynek Sieci – działający jako ukrytausługa cebulowego routera Tor serwis Silk Road. Aresztowano przy tymzałożyciela Silk Road, Rossa Ulbrichta, oskarżając go m.in. ouczestnictwo w handlu narkotykami, pranie pieniędzy, przestępstwakomputerowe i próby wynajęcia płatnego zabójcy. Poinformowano też, żedokonano zajęcia pochodzących z nielegalnej działalności środkówfinansowych – 26 tysięcy bitcoinów, wartych w tym czasie około3 mln dolarów. Gdyby chodziło o rozbicie działalności jakichśzwykłych gangsterów, wszystko byłoby na tym etapie jasne i proste.Takiej sprawy wcześniej jednak nie było, i szybko się okazało, żeefekt, jaki uzyskały organy ścigania, niekoniecznie jest taki, o jakimogło im chodzić. Wyjaśniły się przede wszystkim wątpliwości co do samego sposobu, wjaki ustalono tożsamość Ulbrichta. To nie wyrafinowane środkitechniczne, nie superkomputery NSA łamiące szyfrowane wiadomości,lecz zwykłe niedbalstwo założyciela czarnorynkowego serwisu, którypopełniał wręcz podręcznikowe błędy w ochronie swojej prywatności.Ulbricht umieszczał bowiem w publicznie dostępnych forach wpisy zdanymi, które pozwoliły na namierzenie go przez śledczych – np.adres e-mail ze swoim imieniem i nazwiskiem, czy takie konto wserwisie StackOverflow, z którego pytał o łączenie z ukrytą usługąTora przez skrypt w PHP.[img=blackmarket]O ile los samego Ulbrichta jest przesądzony – FBI wie, corobić z ludźmi, gdy już ich złapie, to o wiele gorzej wyglądasytuacja z zajętymi przez władze federalne bitcoinami. Gdydziennikarze magazynu Forbes zapytali rzeczniczkę FBI o to, co staniesię z przejętymi 26 tysiącami bitcoinów, odpowiedziano im, że zostanąone pobrane i przechowane, aż dozakończenia procesu. Następnie najprawdopodobniej zostanąupłynnione. Problem jednak wtym, że przejęte bitcoiny nie należały do Ulbrichta – byłypieniędzmi przechowywanymi na kontach użytkowników serwisu, i nie masposobu, by dowieść, że były używane przez nich do celówprzestępczych. Na Silk Road sprzedawano bowiem oprócz narkotyków ifałszywych dokumentów także sporo towarów, które w większościjurysdykcji uznane byłyby za całkowicie legalne.Drugi problem dotyczy pieniędzy,których FBI namierzyć nie jest w stanie. W akcie oskarżenia przeciwkozałożycielowi Silk Road przeczytać można, że łączna sprzedaż przezten serwis przekroczyła 9,5 mln BTC (tj. około 1,1 mld USD), z czegoUlbricht miałby jako komisowe otrzymać około 600 tys. BTC, tj. niemal80 mln USD. Co się stało z tymi pieniędzmi? Rzeczniczka FBIprzyznała, że bitcoiny oskarżonego przechowywane były w oddzielnymportfelu, w zaszyfrowanej postaci – i do tej pory nie udało sięuzyskać do nich dostępu (co dowodzi, że Bitcoin spełnił pokładane wnim nadzieje – jako instrumentu finansowego, którego przyzachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa, nikt siłą właścicielowiodebrać nie może).Tymczasem czujni internauciwypatrzylicoś, co jest najwyraźniej należącym do FBI kontem z bitcoinami.Od przejęcia Silk Road spłynęło na nie już ponad 27 tysięcy BTC, amimo to przelewy nie ustają. Problem w tym, że niosą one nieprzyjemnedla federalnych agentów komunikaty (do każdego przelewu w sieciBitcoin można dołączyć własny komunikat do odbiorcy). Anonimowinadawcy wysyłają na adres FBI niewielkie kwoty (rzędumikrobitcoinów), którym towarzyszą hasła takie jak Youcannot arrest an idea, If people let the government decide what foods they eat and whatmedicines they take, their bodies will soon be in as sorry a state asare the souls of those who live under tyranny. - Thomas Jefferson,czy też And no drugs we're ever bought or sold again. TheEnd.Co gorsze dla FBI, należące dowładz konto stało się słupem reklamowym dla innych czarnorynkowychserwisów, które po zlikwidowaniu dominującego na rynku Silk Roadnabrały wiatru w żagle. Niektórzy komentatorzy oceniają, że sytuacjaprzypomina likwidację Napstera, internetowej usługi P2P z przełomustuleci, która umożliwiała internautom wymienianie się plikami MP3.Gdy Napstera udało się zlikwidować, branża fonograficzna z dumąobwieściła koniec piractwa w Internecie.Patrząc na pojawiające się poupadku prościutkiego przecież Napstera kolejne pirackie usługi P2P,technicznie coraz lepsze, coraz bardziej zdecentralizowane i corazskuteczniej chroniące anonimowość użytkowników, trudno pozbyć sięwrażenia, że i z Silk Road tak będzie. Jeden czarnorynkowy serwiszastąpią dziesiątki mniejszych, uczących się na błędach Ulbrichta,konkurujących o użytkowników ofertą, cenami i skutecznością ochronyich tożsamości. Jednocześnie też wzrośnie zaufanie dokryptograficznych walut, coraz bardziej niezależnych od pojedynczychusług czy serwisów. Bitcoin potwierdził już swoją rynkową dojrzałość– tym razem po wybuchu paniki wywołanym zamknięciem Silk Road,powrót do średniego kursu zajął mu raptem kilkanaście godzin.

iPad przestał być liderem rynku tabletów?

Na rynku tabletów powtarza się historia ze smartfonami. Tak jakiPhone uległ w końcu mnogości modeli telefonów z Androidem, tak teraziPad ustępuje pola mnogości tabletów z Androidem. Wniosek takiwyciągnąć można z danych o stanie rynku mobilnego, przedstawionychwłaśnie przez ABIResearch.Rynkowy triumf androidowych tabletów nie sprowadza się tylko doliczby sprzedanych urządzeń, choć dorównanie iPadowi tylko w tejkwestii musiałoby zostać uznane za znaczący sukces. W 2010 roku doApple należało ponad 82% rynku tabletów, w roku 2011 – 65%, zaś2012 już tylko 57%. Pierwszy kwartał tego roku był pierwszym okresemw historii tych urządzeń, gdy produkt Apple'a musiał ustąpićurządzeniom z systemem Google'a: 19,5 mln sprzedanych iPadów i iPadówmini oznaczało udział w rynku na poziomie 40%, podczas gdyandroidowych tabletów sprzedano ok. 28 mln sztuk, co oznacza, żezdobyły one 56% rynku. Drugi kwartał okazał się być dla androidowychurządzeń jeszcze lepszy – IDC informowało o nawet dwukrotniewiększej sprzedaży tabletów z Androidem niż tabletów z iOS-em, zdobyćone miały już 62,6% rynku. [img=android-apple]ABI Research podkreśla jednak, że także inne, ważniejsze sygnałymówią o wygranej Androida. Przede wszystkim doszło do zrównaniaprzychodów ze sprzedaży sprzętu. Do tej pory średni przychód zesprzedaży sprzętu był dla Apple ponad dwukrotnie wyższy, niż dlaproducentów urządzeń z Androidem. Teraz wskaźnik ten stał sięporównywalny, co oznacza, że tabletów Apple nie można już traktowaćjako przynależących do segmentu premium. Co wreszcie najważniejsze,średnia cena sprzedaży tabletów z iOS-em szybko zbliża się dośredniej dla całego rynku.Częściowo musi być to efekt wzrostu znaczenia 7-calowych tabletów,które stanowią obecnie większość rynku. Według danych ABI Research, wdrugim kwartale 2013 r. już 60% sprzedawanych tabletów Apple'astanowiły iPady mini, przynosząc przy tym firmie 49% wszystkichprzychodów ze sprzedaży tej klasy urządzeń (tj. około 3,7 mlddolarów). Sytuacja rynkowa zmusiła Apple do obniżania cen, podczasgdy konkurenci mogli sobie pozwolić na ceny wyższe: w ciągu rokuśrednia cena iPada spadła o 17%, podczas gdy średnia cena tabletówdla całego rynku wzrosła o 17%.Oczywiście przychody ze sprzedaży urządzeń z Androidem nieprzekładają się bezpośrednio na zyski Google'a, tak jak to jest wwypadku sprzedaży iPadów. Za wyjątkiem tabletów Nexus, Google niewytwarza własnego sprzętu, lecz licencjonuje Androida firmom takimjak Samsung, Asus i Lenovo. Jeśli zaś porównać wyniki Apple'a donawet najlepszego z androidowych OEM-ów, Samsunga, to widać, żeCupertino wciąż ma przynajmniej dwukrotną przewagę.Dlatego Apple wciąż pozostaje liderem wśród poszczególnychproducentów, ale zdaniem Jeffa Orra, analityka z ABI Research, jegokonkurenci zdołali już dorównać, a nawet pokonać go w niektórychkwestiach. By utrzymać pozycję lidera, Apple musi wprowadzaćkolejne innowacje, wychodząc naprzeciw rzeczywistym oczekiwaniomrynku – stwierdził Orr.Oczywiście po premierze ostatnich iPhone'ów coraz bardziejdyskusyjne się staje, czy Apple pod wodzą Tima Cooka jest w staniewprowadzać takie kolejne innowacje – tym bardziej, że na rynkupojawił się drugi konkurent. Tablety z systemami Microsoftu, którejeszcze na początku 2012 roku miały udział w rynku na poziomieniespełna 1%, w drugim kwartale 2013 roku zdobyły 4,5% rynku. Cowięcej, mimo w tym drugim kwartale sprzedaż wszystkich tabletówzmniejszyła się o około 8%, to sprzedaż tabletów z Windows wzrosła o11%.