Hollywood nie może pojąć cyberpunku: Ghost in the Shell jako wydmuszka
Ostatni weekend przyniósł nam kinową premierę filmu, wzałożeniu ważnego i kultowego dla science fiction, cyberpunku iinformatyki. Rupert Sanders, reżyser tego remake’u słynnego animeGhost in the Shell z 1995 roku miał do dyspozycji wszystko,by osiągnąć sukces – ogromny budżet, świetną obsadę aktorskąna czele ze Scarlett Johansson, najlepszych w Hollywood magików odgrafiki komputerowej i efektów specjalnych. Do tego doliczyć teżmożna publiczność stęsknioną cyberpunkowej estetyki, której wwysokobudżetowych produkcjach nie widzieliśmy od czasów Matrixa– i współczesne media, które karmią swoich czytelnikówopowieściami o robotach, cyberbroniach, interfejsach mózg-maszyna.Z tym wszystkim remake Ghost in the Shell zapowiadał się nanajważniejszą produkcję roku. Okazał się być hałaśliwym,nasyconym akcją „cukierkiem dla oka”, który nawet nie próbujedotknąć egzystencjalnych i metafizycznych pytań stawianych przezjapoński oryginał. Spodziewaliście się czegoś innego?