Just Cause 3 – wzloty i upadki najemnika, z naciskiem na to drugie
U+1F430 Rosnąca popularność serii Just Cause była chyba zaskoczeniem nawet dla samych jej ojców. Wpierw ciepło przyjęty pierwowzór, potem kontynuacja, którą fani rozbudowali o oficjalnie nieobsługiwany tryb multiplayer i już statek nabrał wiatru w żagle. Nic dziwnego więc, że równocześnie z projektem Mad Max rozwijano trzecią część gry z twardym najemnikiem piromaniakiem. Szkoda, że twórcom nie udało się na premierę wypracować kompromisu pomiędzy jakością, wydajnością gry, fabułą, rozległym otwartym światem, a po prostu frajdą czerpaną z rozgrywki. Za każdym razem, gdy człowiek zaczyna uśmiechać się szeroko, bo tu coś wybucha, a tam trzeba przelecieć, za moment jakiś element tak go zdenerwuje, że nawet wyłączy konsolę czy swego PC.