Fallout 4 — czas, by wojna się zmieniła, najlepiej wracając do korzeni serii
Zastanawiające, że gra, która traktuje o zmianie i potrzebie odnalezienia się w realiach zupełnie innego świata, wielce różniącego się od tego sprzed ponad dwóch wieków, boi się zrobić poważne kroki naprzód pod kątem użytej technologii czy fabuły. Teoretycznie bardzo usprawnionego graficznie Fallouta 4 można na pierwszy rzut oka pomylić nie tylko z New Vegas, ale nawet z trzecią częścią, zaś w temacie wątku głównego jest tu nawet gorzej. Ponadto zamiast skoncentrować się na pogłębieniu elementów RPG, bo przecież z nich zasłynęła marka, producenci obrali kierunek na strzelankę zmieszaną z Minecraftem. Pojawia się tutaj opcja rozbudowywania wiosek oraz zarządzania nimi. Ostatecznie gra z otwartym światem wyszła z projektu wciągająca. Można, a nawet trzeba się w niej zatracić, nie śpiesząc z wypełnieniem misji głównej. Jednak poza tym, że to Fallout promowany głośno w sumie wyłącznie z nazwy i otoczki, produkt jako taki wyszedł deweloperom tylko w porządku. W dodatku z powtórzoną znów masą błędów.