internet (strona 307 z 332)

E-stonia, czyli jak Estonia zrobiła pierwszy krok ku dobrowolnemu państwu bez granic

E-stonia, czyli jak Estonia zrobiła pierwszy krok ku dobrowolnemu państwu bez granic

Zdarzało się nie raz, że w publikowanych na naszych łamachartykułach używaliśmy neutralnego z politologicznej perspektywyterminu „reżim” na określenie władz krajów, które nie sąpostrzegane jako dyktatury. Nawet jeśli jest to pewnego rodzajunadużycie (znaczenie „reżimu” w języku potocznym jestzdecydowanie pejoratywne), to ma ono głębszy sens, szczególniedziś, gdy Internet stał się integralną częścią rzeczywistości.Internet przyzwyczaił nas bowiem do swobodnego wyboru. Niezadowoleniz Gmaila mogą przenieść skrzynkę pocztową do Outlook.com.Niezadowoleni z Outlooka mogą przenieść się do Zoho.Niezadowoleni z Zoho mogą uruchomić własny serwer poczty – bokto im zabroni sięgnąć po qmaila na Debianie? Ta normalna dlacyberprzestrzeni wolność wyboru w rzeczywistości politycznejpraktycznie nie istnieje. Obywatel niezadowolony z polityki swojegopaństwa wcale łatwo państwa zmienić nie może. Niemal wszyscyludzie na Ziemi żyją pod jurysdykcją organizmów państwowych,zdecydowana większość z nich umrze w ramach tych samych struktur,w których się narodziła. Nie zawsze jednak tak było. Okreseuropejskiego średniowiecza był pod względem samej koncepcjipaństwowości znacznie bardziej elastyczny. Koniec feudalizmu tozarazem początek dominujących do dziś państw narodowych. Czyjednak na tym ma skończyć się polityczna historia ludzkości?Eksperyment prowadzony w Estonii pokazuje, że przyszłość możewyglądać w tej kwestii bardzo odmiennie od tego, do czegoprzywykliśmy.