Wstępniak na nowy tydzień: o Windows 10, oryginalności i licencyjnym szaleństwie
Licencjonowanie produktów Microsoftu – temat ten regularniepodnosi ciśnienie i to nawet wśród ludzi, którzy z oprogramowaniemz Redmond nie chcą mieć nic wspólnego. Nie inaczej było w zeszłymtygodniu. Informacjao tym, że Microsoft zaoferuje wszystkim, także piratom bezproblemowąaktualizację starszych wersji „okienek” do Windows 10,rozgrzała nam serwery, a Wam klawiatury. Nic dziwnego, to duża sprawa– po raz pierwszy w historii system operacyjny Microsoftu trafido wszystkich za darmo, przez Windows Update, beż żadnych sztuczek zkodami czy aktywacją. Towarzyszące jej emocje i zamieszanieinformacyjne, także w samym Redmond, każe sądzić, że 1) piratów wśródnas jest więcej, niż się oficjalnie twierdzi, 2) w erze „darmowych”systemów operacyjnych konkurencji i Windows nie może sprzedawać sięinaczej jak za „darmo”, 3) osoby odpowiedzialne zalicencjonowanie w Microsofcie niezmiennie do poduszki czytają wzorybizantyjskich pism prawniczych. I tą trzecią kwestią właśniechciałbym się bliżej zająć.