Wstępniak na nowy tydzień: wirtualna rzeczywistość, dla jednych zabawa, dla innych koszmar?
Oculus Rift nie trafił jeszcze pod strzechy, większość gierkomputerowych wciąż jest opracowywana z myślą o klasycznychwyświetlaczach, ale dobrze widać, że dla branży elektronicznejrozrywki wirtualna rzeczywistość stała się Następną WielkąRzeczą. To nie tylko gry, ale także filmy – nie tylkokilkuminutowe animacje, ale i wysokobudżetowapornografia, kręcona z wykorzystaniem znakomitych kamer Epic RedDragon. Korzystając z pełnych zestawów VR, umożliwiającychfizyczne chodzenie po wirtualnych światach (takich np. jak VirtuixOmni) można dziś zapewnić praktycznie kompletną immersję wświat, którego nie ma. I póki patrzy się na to przez pryzmatprzemysłu rozrywkowego, wszystko jest fajnie. Wirtualnarzeczywistość jest jednak narzędziem nie mniej uniwersalnym niżnóż, którym możesz zarówno zdjąć izolację z kabla, jak izamordować drugiego człowieka. Chętnie się opisuje „zabawowe”zastosowania Oculusa i jemu podobnych gadżetów, końcu bowiemwirtualna walka czy rozkosz zawsze będą się dobrze sprzedawać.Znacznie mniej chętnie myśli się o drugim biegunie zastosowań VR,którego uniknąć nie sposób. Wirtualna rzeczywistość może być– i będzie – jedną z najstraszniejszych form tortur izabijania, jaką wymyślono, tym bardziej atrakcyjną dlawspółczesnych, że zupełnie bezkrwawą.