Za oknem biało, mroźno i nieprzyjemnie. Przyszła (dla niektórych nareszcie, dla innych niestety) prawdziwa, może nie taka całkiem podbiegunowa, ale jednak zima. No cóż, muszę się przyznać, że osobiście nie cierpię tej pory roku. Na widok śniegu mam dreszcze, a jedynym sposobem przetrwania koszmaru wydaje się w moim przypadku zaliczanie przy kubku gorącej herbaty kolejnych rozgrzewająco ciekawych pozycji z platformy Xbox Live Arcade. Co za tym idzie, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Polar Panic, bliska byłam natychmiastowego skreślenia tej pozycji. Mało brakowało, abym w ramach bojkotu nie zapoznała się nawet z jej demem, co z dzisiejszej perspektywy oceniłabym jako jedną z gorszych growych decyzji mojego życia. Jakoś jednak wyszło tak, że odpaliwszy na chwilkę wersje demonstracyjną bez wahania nabyłam ten tytuł – a dzięki niemu to, co na dworzu, stało się znośne.