Autorzy gry mieli naprawdę świetny pomysł. Pomińmy, że pewnie w dużej mierze jest to zasługa podpatrzenia prac projektantów z polskiego bazaru. Wart szczególnej uwagi jest nie tyle wygląd postaci, a bardziej sposób kierowania nimi. Otóż samymi „żelkami” da się jedynie podskakiwać, natomiast by potoczyć je w lewo lub w prawo, należy odpowiednio przechylić cały dwuwymiarowy poziom. Przydadzą nam się do tego tylko trzy przyciski - spusty „L”, „R” (do kołysania planszą i do skakania) oraz „kółko” (do rozszczepienia LocoRoco na kilka miejszych stworków). Brzmi zbyt banalnie? Zgodzę się. Brzmi. Jednak w praktyce daje całe mnóstwo radochy, potęgowanej przez sielską i bezstresową atmosferę całości. Zobaczcie na obrazki z gry. Wyobraźcie sobie, że to porusza się i brzmi równie uroczo, jak wygląda. Nie sposób się nie uśmiechnąć.
Zasady zabawy w drugiej części nie zmieniły się. Trzonem dalej jest tu odpowiednie przechylanie poziomu, zbieranie różnych śmieciuszków i odpędzanie złych potworków. Te powróciły na wesołą planetę zamieszkałą przez LocoRoco. Znowu chcą zmącić jej spokój, ukraść kolory oraz w ogóle sprawić wszystkim przykrość. Żelki wyruszają zatem z pieśnią na ustach, by rozprawić się z nieprzyjacielem i posprzątać bałagan, jaki wyrządził w kilku zakątkach świata. Właściwie w tych samych, co poprzednio, plus w jednym nowym. Co za tym idzie – po raz kolejny przetoczymy się między innymi przez tropikalną wyspę, las, czy pokrytą śniegiem górę. Oczywiście tylko charakterystyka środowisk pozostała ta sama – plansze są zupełnie nowe. I jest ich więcej niż w „jedynce”. Można by rzec, że jako kontynuacja, całe LocoRoco 2 jest większe i lepsze. Tylko nie "more badass", jakby to powiedział Bleszinski...
Dużych różnic pomiędzy obiema częściami gry nie ma, ale naturalnie pojawiło się i kilka nowinek. Pierwszą, chyba najciekawszą, jest możliwość pływania pod wodą, co w połączeniu z przechylaniem perspektywy daje ciekawy efekt. Żelek bezwładnie przemieszcza się z kierunkiem nachylenia i jedyne, co da się nim zrobić, to bardziej się zanurzyć lub wynurzyć. Na powierzchni zaś czekają na nas specjalne kamienie, które również są nowością w serii. LocoRoco może do takiego wpełzać i toczyć się razem z nim, tym samym niszcząc wszystko na swojej drodze i gniotąc wrogów, którzy normalnie są dość uciążliwi do zabicia. Poza tym dostaliśmy też kilka sympatycznych minigierek, na czele z prostą zabawą rytmiczną, obstawianiem żelków na wyścigach (regularny hazard, panie i panowie) czy też wariacją klasycznego „walnij kreta” - z dziur wychylają łby różne stworzenia, które trzeba pacnąć wciskając odpowiedni guzik. Mimo że te proste gierki nie są niczym specjalnym, to jednak mocno umilają rozgrywkę. Ta potrafi czasem wpaść w monotonię, zwłaszcza że wcale nie jest krótka.
[break/]Przejście głównego trybu zabawy zajmuje kilka godzin, lecz i tak na tym zabawa się nie kończy. Jedną z jej głównych składowych jest ogólnie pojęte zbieractwo. We wszystkich poziomach czeka na nas ogromna ilość rzeczy do zgarnięcia, a niektóre są naprawdę ciężko dostępne i dobrze poukrywane. Jeśli ktoś znajduje radochę w poprawianiu wyników na każdej planszy i kolekcjonowaniu każdego przedmiotu - LocoRoco 2 będzie dla niego jak gra obiecana. Zapomnijcie o wyciśnięciu maksimum z danego etapu przy pierwszym podejściu; w każdym z nich znajduje się cała masa poukrywanych przejść i lokacji, do których na pewno łatwo nie traficie. Mimo że poziom trudności jest niższy niż w pierwszej odsłonie gry, to i tak dotarcie do części miejsc wymaga nie lada zręczności oraz pomyślunku. Oczywiście nie mówię, że to źle. Przeciwnie – dobrze, gdy projekty w grze są zakręcone jak świat dziecka i zmuszają czasem do ruszenia głową.
Porównanie LocoRoco 2 do świata dziecka wydaje się trafne również ze względu na cudownie beztroską atmosferę i cukierkowy wygląd gry. W niej po prostu nie ma miejsca na jakiekolwiek złe emocje, na niezadowolenie i smutek. Jak człowiek popatrzy na roześmiane mordki LocoRoco wesoło podśpiewujących podczas przetaczania przez kolorowy świat, to ma wrażenie, że ulatniają się wszystkie jego problemy. Jedno trzeba przy tym wyjaśnić – to nie jest przesadna cukierkowatość, czy wręcz obrzydliwa. Nie - jest stonowana i, rzekłbym, elegancka. Ze smakiem. Spodoba się zarówno graczom młodym i starym; płci żeńskiej oraz męskiej. Pomimo swojego niecodziennego charakteru, grafika jest nadzwyczaj uniwersalna i po prostu śliczna. Podobnie rzecz ma się z dźwiękiem – grające w tle melodie, którym akompaniują żelki ze swoimi niezrozumiałymi piosenkami, idealnie dopełniają całości. Dźwiękowo może nie jest to poziom pierwszej części gry, ale nadal bardzo wysoki.
Jak pisałem wcześniej, LocoRoco 2 to po prostu większa i lepsza wersja „jedynki”. Fani nie znajdą tu konkretniejszych nowości – raczej kilka dodatków, no i oczywiście masę nowych poziomów do ogrania. Niemniej grę polecam nie tylko im. To obowiązkowa pozycja dla każdego posiadacza PlayStation Portable, zwłaszcza miłośnika platformówek mocno nastawionych na zbieractwo. Ten, kto w elektronicznej rozrywce szuka czegoś więcej niż tylko headshotów ze snajperki, powinien być zachwycony. Polecam gorąco.