Phoenix Wright: Ace Attorney - Trials and Tribulations

Każda saga ma swój koniec. Jeśli mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, to w Capcom muszą pracować wyjątkowo jurne samce homo sapiens. Trylogia z udziałem Phoeniksa Wrighta miała swoje wzloty i upadki, ale najważniejsze że ostatni jej rozdział (a nawet finałowe kadry gry) szeroko otwiera oczy niedowiarkom, zaś fanów serii utwierdzają w przekonaniu, że te wszystkie wyjazdy na obozy cosplay i udawanie prawnika miało sens. I że mamusia myliła się trajkocząc o traceniu czasu na granie.

Phoenix Wright: Ace Attorney - Trials and Tribulations - gra o imponującym tytule, ale jeszcze bardziej zniewalającej zawartości. To opus magnum sagi o pewnym kolesiu w niebieskim garniturze i o sterczącej fryzurze, który pod wpływem „niefajnych” traum zostaje prawnikiem. T&T spaja całość fabuły bizantyjsko wykończoną klamrą sensu i logiczności. Nagle, po ostatnich linijkach tekstu piątego, ostatniego rozdziału, człowiek zdaje sobie sprawę jak misternie było to wszystko połączone, jak mądrze autorzy poprowadzili fabułę stawiając pułapki mające na celu zmylenie gracza. Wreszcie - jakże często im się to udawało! Używam tutaj stylu znamionującego recenzje raczej filozoficznych i głębokich tytułów, jak Metal Gear Solid czy Fahrenheit. Celowo. Trials and Tribulations, oprócz sporej dawki humoru oraz akcji rodem z serialu CSI, to kilka słodko-gorzkich prawd, na szczęście nie truizmów. Postacie uwikłane w kolejne intrygi zawsze mają dobudowany solidny portret psychologiczny i w dialogach widać, jak bardzo ludzkie sprzeczności nimi targają. Dzięki temu z głównymi bohaterami bardzo łatwo się zżyć, ale co powiecie na to, że nawet działania wrogów można wybaczyć, jeśli pozna się ich przyczyny?

Wizytówką finału sagi o Phoeniksie jest bez wątpienia Godot, a odpowiedzi na pytanie o ulubioną postać z gier od tej pory udzielę zawsze tej samej. Godot jest nowym prokuratorem, charakteryzuje go dziwaczna maska zasłaniająca twarz i skrywająca coś jeszcze, co lepiej ukryć przed światem. Typ w trakcie rozprawy pije kilkanaście gorzkich kaw. Dlaczego gorzkich? Mają mu przypominać o nieprzyjemnej przeszłości, która w jakiś tajemniczy sposób łączy się z głównym protagonistą, Wrightem. Między tymi dwoma postaciami buzują emocje, Nick oberwie kilka razy kubkiem na sali rozpraw, ale finał tej znajomości i perturbacje, jakich doświadczą oboje z lekkością dmuchawca awansują Godota na piedestał bohaterów z gier wideo. Gra momentami kojarzyła mi się z antycznym dramatem i jednym z nielicznych katharsis, jakiego można doświadczyć pukając stylusem w ekran.

Obraz

Poza Godotem, Wrightem, Mayą, Pearls, detektywem Gumshoe i Larrym powracają wielkie pierwszoplanowe postacie - Edgeworth, Franziska Von Karma i nawet Mia Fey odegrają w tej olbrzymiej łamigłówce swoje role. Nie mogło naturalnie zabraknąć bohaterów drugoplanowych - trzeci raz designerzy zaskoczyli mnie wymyśleniem grubawego, homoseksualnego kucharza w różowym fartuchu, albo nieposkromionego, dziwacznego alter ego Wrighta - Furio Tigre. T&T obfituje w unikalne portfolio charakterów, a każdy z nich ma swój, w większości ponadprzeciętny, podkład dźwiękowy. Jedne postacie wpływają na drugie, emocje sprzyjają nerwom, zaś w nerwach łatwo coś niechcący ujawnić.

[break/]Na tym właśnie opiera się jądro rozgrywki. W ciągu 5 spraw analizujemy miejsce zbrodni, po czym przystępujemy do procesu, który często zostaje przedłużony, aby zebrać nowe dowody. Nie zmieniono także formuły tzw. Psyche-locków, choć wydawały mi się tym razem bardziej logiczne. Czym one są? Przypomnijmy. Najgłębsze sekrety spotykanych ludzi odkrywamy za pomocą magicznego kamienia - Magatamy. Każdą noszoną sercu tajemnicę chroni kilka zamków, a można je rozbroić prezentując odpowiednie przedmioty i teorie. Capcom nie poczyniło absolutnie żadnych zmian w sposobie grania - fani poprzednich części momentalnie się więc odnajdą. Nowicjusze powinni zaś zacząć przygodę z prawniczą serią od początku, bo fabuła momentami robi ostre zawijasy i sporo się traci nie rozumiejąc niektórych motywacji. Kolejną warstwę do zagmatwania historii dodają flashbacki, czyli powroty do przeszłości, z doskonałym skutkiem stosowane w takich amerykańskich serialach jak LOST czy Californication. Dzięki temu, wydawałoby się dziwacznemu zabiegowi, narracja dostaje kopa jak diabeł po lewatywie z wody święconej. Wspomniałem już, że w Trials and Tribulations pokierujemy nie tylko Phoeniksem? Spokojnie, nie zdradzę niczego więcej.

Obraz

Słowo się rzekło - do przejścia jest 5 rozdziałów, z ostatnim tradycyjnie tak długim jak wszystkie poprzednie razem wzięte. Ogrom dialogów oraz zdarzeń rozpasł tę część, bo jest ona najobszerniejszą w historii i ukończenie całości zajmuje weteranowi około 20 godzin, a jeszcze więcej początkującemu graczowi. Imponujący wynik, tym bardziej że nie ma miejsca na nudniejsze rozprawy i ciągle coś się dzieje. Już początek zwiastuje dobrą zabawę, bo poznajemy Wrighta z czasów studenckich, kiedy był zamieszany w zabójstwo. Dalej jest tylko lepiej, zaś rozprawy ze złodziejem precjozów Mask DeMasque, czy epilog z morderstwem w górskiej świątyni dają pewność, że developerzy mocno trzymali lejce scenariusza prowadząc akcję. Rozprawy sądowe są emocjonujące: sędzia dorzuca swoje trzy grosze humoru, a prokurator nie przegapi żadnej okazji, aby wytknąć Nickowi nieścisłości. Oczywiście realizmu jest w tym wszystkim jak na lekarstwo, jednak urok i klimat pozwalają poczuć się niczym prawnik próbujący dociec prawdy w świątyni Temidy.

Gra jest identycznie jak poprzedniczki konwertowana z Gameboya i choćby z tej przyczyny trudno oczekiwać, żeby oferowała nową jakość w kwestii grafiki. To ciągle ładne, szczegółowe i kolorowe tła z nałożonymi nań dwuwymiarowymi modelami postaci. System sprawdził się dwukrotnie, żałować należy tylko braku wykorzystania patentów typowo DS-owych, czyli konkretnego użycia mikrofonu albo ekranu dotykowego, lecz autorzy obiecują, że dołożą je w następnej odsłonie powstającej już od początku na najnowszego handhelda Nintendo. Także niezmiennie nie usłyszycie ode mnie narzekań na warstwę muzyczną - nowe dżingle są świetne, kawałek Godota nucę sobie codziennie pod nosem, a znane motywy specjalnie zremasterowano do ostatniej sprawy. Dlatego muzyka rozpoczynająca niesamowity finał podnosi graczom adrenalinę jak rencistom nowe odcinki Klanu.

Obraz

W ciągu kilku chwil, paru ostatnich kadrów wyjaśniających ostateczne wątpliwości fabularne i jednocześnie dających ostro do myślenia zrozumiałem, że grałem w najlepszą odsłonę przygód Phoeniksa Wrighta. Musicie wybaczyć unikanie większych spoilerów i czasem pisanie ogólnikami, ale to należy się autorom scenariusza. Twisty przyprawiają o zawroty głowy, a chyba o to chodzi. Jak dla mnie najdoskonalsza inkarnacja serii Ace Attorney.

Źródło artykułu: www.dobreprogramy.pl
Wybrane dla Ciebie
Ministerstwo Cyfryzacji zachwala mSzyfr. Nowy, bezpieczny komunikator
Ministerstwo Cyfryzacji zachwala mSzyfr. Nowy, bezpieczny komunikator
Komunikat Pekao S.A. Dotyczy wszystkich klientów
Komunikat Pekao S.A. Dotyczy wszystkich klientów
Copilot znika. Microsoft wycofuje się z agresywnej promocji
Copilot znika. Microsoft wycofuje się z agresywnej promocji
Santander Bank Polska zmienia nazwę. Będzie nowy adres WWW
Santander Bank Polska zmienia nazwę. Będzie nowy adres WWW
Masz mObywatela? Niektóre funkcje będą niedostępne
Masz mObywatela? Niektóre funkcje będą niedostępne
Awaria w Alior Banku. Nie działa aplikacja (aktualizaja)
Awaria w Alior Banku. Nie działa aplikacja (aktualizaja)
Ostrzeżenie CERT Orange. "Karta SIM wymaga aktualizacji"
Ostrzeżenie CERT Orange. "Karta SIM wymaga aktualizacji"
Koniec Messenger.com. Wszystko, co musisz wiedzieć
Koniec Messenger.com. Wszystko, co musisz wiedzieć
Microsoft potwierdza: Windows 11 przyspieszy
Microsoft potwierdza: Windows 11 przyspieszy
Używasz mObywatela? Koniecznie zapisz ten numer telefonu
Używasz mObywatela? Koniecznie zapisz ten numer telefonu
Skyscanner trafił do ChatGPT. Lotów można szukać zwykłą rozmową
Skyscanner trafił do ChatGPT. Lotów można szukać zwykłą rozmową
Nowość w Google Chrome. Pionowe karty i lepszy tryb czytania
Nowość w Google Chrome. Pionowe karty i lepszy tryb czytania
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀