Conflict: Global Storm

Conflict: Global Storm
02.05.2007 14:20
Redakcja
Redakcja

Ilość gier prezentujących różne warianty walki z terroryzmem sięgnęła już chyba liczby trzycyfrowej. Oprócz produkcji, w których po prostu biegamy i strzelamy, możemy pograć sobie chociażby w takie strategie czasu rzeczywistego. Większość gier próbuje wyróżnić się z tłumu wprowadzając dziwne elementy, które mają być „rewolucyjne”. Conflict: Global Storm niczego takiego nie udaje. Od samego początku wiadomo, że jest to zwykła strzelanka, z minimalną ilością elementów innych gatunków, nastawiona na dobrą zabawę.

Pierwszą misję rozpoczynamy posiadając w drużynie tylko jednego żołnierza, na dodatek wyposażonego w nóż. Można by pomyśleć, że będziemy musieli się teraz skradać i po cichu walczyć z przeważającymi siłami wroga, wykorzystując tylko spryt oraz zręczne palce. Nic bardziej mylnego - już po chwili okaże się, że wystarczy jeden cios nożem i stajemy się właścicielami całkiem śmiercionośnej giwery. Kilka sekund później odnajdziemy swój plecak, a wraz z nim nasz ulubiony ciężki karabin maszynowy. Dopiero od tego momenty rozpoczyna się prawdziwa walka. Oswobodzimy jeszcze tylko resztę drużyny i zabieramy się do „roboty”. Nikt nie stanie nam na przeszkodzie.

Jak już wspomniałem, Conflict: Global Storm to shooter, w dodatku nieźle zrealizowany. Przez praktycznie wszystkie misje będziemy po prostu (tak, tak) strzelać. Zawiodą się ci, którzy spróbują podejść do rozgrywki a’la Garret z Thief’a. Przeciwnicy w późniejszych misjach zdają się mieć oczy dookoła głowy, skradanie się ma więc może sens przez pierwsze 10 minut wypełniania celów konkretnego zadania. Nie powinniśmy jednak płakać, bo w końcu kto nie lubi pruć z giwer. Pocisków latać będzie wiele, granatów trochę mniej, a czasem wykorzystamy nawet materiały wybuchowe, aby np. pokonać złośliwą przeszkodę. Uskuteczniając nieskrępowaną zadymę nie możemy jednak zapominać o tym, że wróg może się odgryźć i to dość skutecznie. Dopóki wrodzy żołnierze po prostu biegają sobie po krzakach, wszystko jest w porządku. Trochę gorzej, jeśli schowają się gdzieś w jakimś bunkrze, a już bardzo źle, gdy wezmą się za obsługę ciężkich dział. W tym przypadku musimy już trochę pokombinować.

349973058939021249

Element taktyczny Conflict: Global Storm sprowadza się do kierowania działaniami drużyny, składającej się z czterech żołnierzy. W skład naszego oddziału wchodzi dowódca, specjalista od ciężkiego uzbrojenia, snajper i pan od cichej roboty, wyposażony w przytłumiony MP5. Każdy z naszych podwładnych posiada inny zestaw uzbrojenia, co wprowadza odrobinkę różnorodności do gry. Na tym się to jednak kończy i w zasadzie przy odrobinie samozaparcia możemy skończyć ten tytuł poruszając się jedynie specjalistą od brudnej roboty, podczas gdy reszta ekipy czekać będzie na nas w bezpiecznym miejscu, przywoływana do punktu zbiorczego pod koniec misji. Odrobinkę smuci brak jakichś specyficznych umiejętności charakterystycznych dla danego typu żołnierza. Niestety, Commandos to nie jest.

[break/]Drużyną sterujemy za pomocą prawego przycisku myszki. Kiedy wciśniemy ten jakże przydatny klawisz, na ekranie wyskakuje małe, acz bardzo użyteczne okienko z odpowiednimi rozkazami. Wygląda to trochę jak okienko szybkich komunikatów w Counter Strike. Dzięki temu sprawnie możemy kazać naszym towarzyszom za nami podążać, czy wstrzymać ogień. Niestety, bardzo często inteligencja amerykańskich chłopców (i dziewczynki) potrafi zawieść, przez co najlepszym sposobem na wygranie misji jest walka w pojedynkę. Jeśli pokusimy się o odrobinkę bardziej taktyczne podejście, może się okazać, że nasi towarzysze broni albo się pogubili, albo głupio gdzieś zginęli ostrzelani przez przeciwnika. Szczególnie irytujące są momenty, w których komputerowo sterowany żołnierz marnuje cierpliwie zbierane apteczki, ponieważ dał się zaskoczyć przymulonemu strażnikowi.

349973058939217857

Jeśli chodzi o strukturę misji, to nie można grając w Conflict: Global Storm narzekać na nudę. Oprócz dość standardowych celów, czyli przejścia z punktu A do punktu B, będziemy także zbierać tajne dokumenty, czy zlikwidujemy fabrykę narkotyków. Niestety, większość gry sprowadza się tak naprawdę wyłącznie do wymordowania wroga. Dopiero kiedy oczyścimy już planszę, możemy skupić się na szukaniu tego, co kazano nam znaleźć. Wraz z charakterem misji zmieniają się wielkości poziomów. Walka w mieście jest zazwyczaj bardzo intensywna, stąd etapy są stosunkowo niewielkie. Dłuższe misje to te, które rozgrywają się w dżungli, czy na ośnieżonych pustkowiach. Programiści postanowili lekko ułatwić tutaj graczowi sprawię, oferując nam pojazdy, którymi możemy się przemieszczać. Taki na przykład jeep nie dość, że stanowi doskonały środek transportu, to jeszcze do dyspozycji oddaje nam dwa ciężkie karabiny maszynowe, których możemy użyć w agresywnych negocjacjach. Niestety, związany jest z tym mały bug. Każdy członek drużyny ma na stałe przyporządkowane miejsce w pojeździe, przez co musimy biegać całą drużyną, żeby wykorzystać wszystkie możliwości oferowane nam przez sprzęt.

349973058939348929

Przeciwników nie da się niestety nazwać inteligentnymi. Dobrym przykładem jest atak na jakikolwiek posterunek wroga. Wbiegamy sobie drużyną do obozu, strzelając do wszystkiego, co się rusza. Ustawiamy się strategicznie przy alarmach, gdyż właśnie tu będą zmierzać wszyscy pozostali przeciwnicy. Stoimy tak sobie i spokojnie eliminujemy żołnierzy jeden po drugim, jakby wróg nie był w stanie skojarzyć odgłosu wystrzału z jakimkolwiek zagrożeniem - ruszy się dopiero, gdy usłyszy alarm. Następnym przykładem wadliwie działających skryptów są niezwykłe umiejętności strzeleckie wrogich nam żołdaków. Potrafią trafić nas z tak niesamowitych odległości, że miejscami zaczynamy wątpić w powodzenia naszej misji. Nie wspominając o tym, iż niejednokrotnie dają radę wypatrzyć nas, kiedy chowamy się w gęstych krzakach.

[break/]Walka z terroryzmem przedstawiona w Conflict: Global Storm prezentuje się całkiem ładnie. Wszystkie wybuchy, czy wystrzały są wizualnie niezłe, szczególnie, gdy w powietrze wysadzamy budynki przeciwnika. Rzucane przez obiekty cienie również nie kolą w oczy. Trochę gorzej ma się sprawa z efektem szmacianej lalki (rag-doll), którego to najzwyczajniej w świecie brak, a w końcu to już od kilku lat standard. Wszyscy przeciwnicy wyglądają w zasadzie tak samo, co w ferworze walki jednak jakoś strasznie nie przeszkadza. Plansze zaprojektowano znośnie. Misje rozgrywające się na terenach miejskich wypadają zdecydowanie lepiej od tych, które wrzucają nas do dżungli. Denerwuje niestety fakt, że plansze te są zamknięte, a las w zasadzie jest terenem otwartym. Ogólnie - Conflict: Global Storm nie nadgania lepiej wyglądającej konkurencji.

349973058939545537

Dźwięk w grze również stoi na dość wysokim poziomie, choć większość graczy zwątpi w to zapewne zaraz po włączeniu tej produkcji, tło muzyczne do głównego menu jest bowiem tak śmieszne i irytujące, że aż trudno w to uwierzyć. Ostatni raz słyszałem taką muzyczkę w kiepskich grach na Commodore 64. Jeśli jednak zatykać będziemy uszy podczas włączania oraz wyłączania gry, to Conflict: Global Storm oferuje nam mnóstwo soczystych dźwięków otoczenia w czasie misji. Nasi podwładni, jak wszyscy Jankesi, mówią czystą amerykańską angielszczyzną. Za to przeciwnicy przepięknie łamią język największego imperium współczesnego świata.

349973058939676609

Ostatecznie Conflict: Global Storm jest dobrze zrealizowaną strzelanką, która być może nie zachwyca, ale przynosi na nasze PCty dużo dobrej zabawy. Błędy w SI przeciwnika nie zdołają zepsuć nam rozgrywki, jeśli wykażemy odrobinę cierpliwości. Co prawda atakowanie opancerzonych bunkrów nie jest najłatwiejszą rzeczą, co szczególnie utrudniają jeszcze pomniejsze błędy silnika, lecz tych nie jest ich na tyle dużo, abyśmy z wyrysowaną na twarzy wściekłością wyrzucili grę z dysku. Jeśli ktoś ma ochotę trochę postrzelać i pobiegać po dżunglach w towarzystwie kilku amerykańskich żołnierzy, to jest to do tego dobra gra.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)