Shadow of the Tomb Raider – recenzja. Będę grał w grę, i to całkiem niezłą
Wiecie, czego nie jestem w stanie zaakceptować we współczesnej kulturze popularnej? Powiem: nachalnego narzucania odbiorcy wzorca myślowego. Autorzy, czy to filmów czy gier wideo, zawsze jasno określają, co jest dobrem, co zaś – złem, a odbiorca niczym baran pędzony na rzeź musi podążać za stadem. No dobrze, teoretycznie nie musi, ale podziały są tak oczywiste, że można byłoby poczuć się kompletnym odszczepieńcem, wręcz wariatem, próbując szukać drugiego dna czy jakiejkolwiek własnej ścieżki. Na szczęście w tej fali jednomyślności, szablonów i ogólnie pojmowanych uproszczeń trafiają się wyjątki, które przywracają wiarę w pewną autonomię jednostki. Powiało patosem? I dobrze, bo miało.