Diablo II: Platynowa Kolekcja

Strona głównaDiablo II: Platynowa Kolekcja
28.05.2007 12:08
Redakcja
Redakcja

„Czekać – 1. przebywać w jakimś miejscu, spodziewając się kogoś lub czegoś, 2. być w pogotowiu, 3. spodziewać się, z pewnym napięciem uczuciowym, że coś nastąpi. Arcydzieło - wybitne osiągnięcie w czymś; też: rzecz umiejętnie, kunsztownie przeprowadzona.” (za Słownikiem Języka Polskiego, PWN)

Zapewne zastanawiacie się nad zestawieniem we wstępie tych dwóch wpisów ze słownika. Spieszę z wyjaśnieniem. Pierwszą rzeczą, która kojarzy mi się z Diablo II, drugą częścią legendarnego, kultowego, owianego słuszną sławą hack’n’slasha, jest właśnie czekanie. Blizzard odkładał premierę przez wiele miesięcy, doprowadzając rzesze graczy na całym świecie do obłędu. Nie wiem, czy chodziło rzeczywiście o ostatnie poprawki, czy może była to polityka firmy, która miała podgrzać atmosferę. Wiem jedno, wiele osób przestało wierzyć. Ale nie ja, czekałem, w każdym z trzech odcieni znaczeń zawartych we wstępniaku. Aż doczekałem się gry, którą opisać można pokrótce drugim wyjaśnionym na początku słowem. Opowiem Wam, moi mili, historię pewnej miłości.

Po premierze Diablo II wielu recenzentów dało upust swojej frustracji, przyznając oceny średnie, wytykając „uwstecznienie graficzne”, czy nudę. Z przyjemnością muszę stwierdzić, że się mylili. D2 wciąż jest żywe, szczególnie na Battle.net, gdzie tysiące graczy codziennie ściera się z armiami zła. Skąd więc wzięły się nieprzychylne recenzje? A no z tego, że gra na samym początku nie zachwyca. Grafika jest taka sobie, na pewno nie była szczytem osiągnięć nawet w dniu premiery, wielu ludzi uznało rozgrywkę za dość nudną, a na pewno nie było to TO COŚ, na co wszyscy tyle czekali. Jednak ci, którzy zostali jeszcze na chwilkę przy grze odkryli w niej magię, która wielu zmieniła w wyznawców D2. Magię, której skutki odczuwamy do dziś.

[image source="PC/Galerie/Diablo_II_Lord_of_Destruction:3617" mode="normal"]Zacznijmy więc od początku. Jakie są wrażenia po świeżym odpaleniu drugiej części rogatego? Filmik wprowadzający, jak to u Blizzarda, oczywiście znakomity. Sama historia rozpoczyna się dość standardowo. Starożytne zło, które miało zostać pokonane na wieki, znów podnosi swój łeb, by gnębić śmiertelników. Ileż to razy niszczyliśmy armie ciemności, by w kolejnej części gry znów stanąć z nimi twarzą w ohydną twarz? Nic to, przecież Diablo to hack’n’slash, historia nie jest tu najważniejsza, ale hordy i setki sposobów, na które możemy je zdziesiątkować (w przypadku D2 wypadałoby powiedzieć raczej o zsetkowaniu).

[break/]Blizzard jednak rozwija tą dość prostą linię fabularną w prawdziwą epopeję pogoni za tytułowym Diablo, pogoni, która powiedzie nas przez opuszczone równiny, gorące piaski pustyni, parne dżungle, aż do samego piekła. A dodatek do gry, Pan Zniszczenia, pozwala nam ów pościg kontynuować przez zimowe pustkowia. Między każdym z aktów autorzy serwują nam kolejne filmiki, które przykuje naszą uwagę z powrotem na długie godziny gry. Niewątpliwie różnorodność scenerii sprawia, że rogate dziecko Blizzarda ma właściwości porządnych ruchomych piasków, im więcej w nich czasu spędzimy, tym trudniej będzie nam z nich wyjść. Zmiana krainy jest zawsze wydarzeniem, a takie na przykład Wielkie Pustynie Aranoch, które będziemy mieli okazje poznać już w akcie drugim, są moim ulubionym terytorium. Wiemy już kogo i za co, a teraz przejdźmy może do tego, czym będziemy zabijać.

[image source="PC/Galerie/Diablo_II_Lord_of_Destruction:3618" mode="normal"]Ilość przedmiotów, które przejdą przez nasz plecak powinniśmy chyba zapisywać liczbą co najmniej czterocyfrową. Setki rzeczy wypadają z ciał poległych wrogów, a przydatny bardzo klawisz podświetlający wszystkie leżące akurat na ziemi jest wprost zbawieniem. Przedmioty, które zbierzemy podczas naszej krucjaty przeciwko złu, dzielą się na kategorie. Najczęściej spotykane są te niemagiczne, pozbawione specjalnych umiejętności i uroczych nazw. Tych zaczniemy unikać już po pierwszym akcie. Gdybyśmy mieli przynosić wszystkie do miasta i sprzedawać, Diablo stałoby się symulacją zbieracza złomu. Druga kategoria to przedmioty magiczne, które mają jakąś to specjalną umiejętność. A to dodają nam do obrażeń kilka punktów, a to spowalniają trafionego przeciwnika lub wzmacniają odpowiednią odporność.

Te rzeczy zbieramy od czasu do czasu, może na samym początku, jeszcze w akcie pierwszym. Po chwili jednak położymy jakieś łapki na przedmiotach żółtych, czyli tych, które przewyższają swoją klasą zwykłe magiczne zabawki. Najbardziej godne polecenia jest jednak wyposażenie unikatowe, czyli złote. Tych przedmiotów będziecie szukać, zaręczam Wam, całą grę. Nawet śmierć Diablo nie wywoła na Waszych twarzach takiego uśmiechu, jak wypadający z jakiegoś trupa unikatowy miecz. Innym nowym pomysłem w D2 są przedmioty setowe, czyli kilka przedmiotów, które same w sobie nie są najgorsze, ale w połączeniu tworzą jeden zestaw, uaktywniający potężne zdolności. Tak, w dużym skrócie, przedstawia się jeden z sympatyczniejszych elementów rozgrywki, a gdyby nie mała pojemność plecaka (jeśli chodzi o taki tytuł, to nigdy nie byłaby odpowiednio duża), pewnie nosilibyśmy przy sobie ogromne ilości sprzętu.

[image source="PC/Galerie/Diablo_II_Lord_of_Destruction:3619" mode="normal"]Dobrze, wiemy już, jak dzielą się przedmioty, ale teraz pewnie zapytacie, jakie przedmioty możemy znaleźć. Spieszę z odpowiedzią. Rodzajów broni, tarcz, nagolenników, butów, hełmów, zbroi, rękawic, medalionów i pierścieni jest ilość ogromna. Jeśli nie rozbolała Was głowa od listy z poprzedniego zdania, to pragnę Was powiadomić, że żadna chyba gra nie oferuje tak wielkiej ilości przedmiotów do odnalezienia. Co prawda lokalizacja Diablo (bardzo dobra notabene) serwuje nam co pewien czas takie smaczki, jak Wielki Dwuręczny Topór Pożogi, ale nie jest to wina tłumaczenia, ale samej gry. Wersja angielska wywołuje uśmiech równie często, jak polska. Nie wiem zresztą, czy można to uznać za minus, bo Diablo po prostu takie jest. Królowi wybacza się drobne ułomności.

[break/]W oryginalnym Diablo II oddano nam do dyspozycji pięć klas, z których musimy dokonać wyboru już na samym początku rozgrywki. Barbarzyńca (zwany przez wielu pieszczotliwie barbim) to wielki osiłek, który polega na swojej sile w starciach bezpośrednich. Jeśli wybierzecie tego wielkiego, przypominającego znanego wszystkim gubernatora Kalifornii, możecie liczyć na dobrą zabawę w rozczłonkowywanie przeciwnika wszystkimi prawie rodzajami broni. Paladyn jest wojownikiem, którego wspomaga siła jego wiary. Krótko mówiąc, ten pan to taki słabszy barbarzyńca, który ma w zanadrzu kilka czarów. Amazonka to odpowiedniczka znanej z Diablo rogue. Ta wojowniczka preferuje łuk lub dzidę.

[image source="PC/Galerie/Diablo_II_Lord_of_Destruction:3620" mode="normal"]Oddano nam również do dyspozycji dwie klasy czysto magiczne. Nekromanta to mag, który para się powszechnie gardzoną siła tajemną związaną ze śmiercią i zmarłymi, zaś czarodziejka jest piękną panią w obcisłym stroju, siejącą zniszczenie swoimi zaklęciami. Wspomniany dodatek, Pan Zniszczenia, wprowadza dwa dodatkowe typy bohaterów. Druid używa magii przyrody do anihilacji swoich wrogów, w razie potrzeby zmieniając się w groźnego zwierza, a Zabójczyni to odpowiednik Bruce’a Lee w świecie Diablo i do tego mistrzyni w zastawianiu pułapek. Każda z postaci jest znakomicie wyważona, choć oczywiście cały Internet do dziś podzielony jest między obozy popleczników „jedynej słusznej klasy”. Można stwierdzić jednak na pewno, że granie danym typem postaci wymaga zastosowania odpowiedniej taktyki, nie wystarczy po prostu biegać i siać śmierć, trzeba to robić z głową (lub w przypadku barbarzyńcy, głową). A nasz przemyślany plan rozwoju postaci wprowadzić możemy dopiero wtedy, gdy w końcu zbierzemy już jakieś doświadczenie.

Gdy awansujemy w końcu na drugi poziom doświadczenia, mordując różne dziwne stworzenia, które prawdziwy bohater zabiłby splunięciem, możemy rozdysponować pięć punktów na cechy, opisujące naszego herosa. Siła, żywotność, zręczność i energia to jedyne współczynniki, które znajdziecie w Diablo II i nie potrzeba ich wcale więcej. Od każdego z nich zależy odpowiednia sfera morderczej egzystencji naszego killera bądź killerki. Siła wpływa na ilość zadawanych obrażeń, żywotność na punkty życia, zręczność na prawdopodobieństwo trafienia, a energia na punkty many. Oczywiście, użycie niektórych przedmiotów wymaga określonego poziomu cechy (jakże by inaczej). Przyzwyczaić się więc trzeba do myśli, że pobiegamy sobie troszkę tylko po to, aby zdobyć kilka poziomów i podnieść odpowiednio siłę i móc w końcu użyć tego wielkiego, dwuręcznego miecza, który znaleźliśmy w poprzednim akcie.

[image source="PC/Galerie/Diablo_II_Lord_of_Destruction:3621" mode="normal"]Oprócz rozwoju cech, każda z postaci ma do dyspozycji trzy drzewka umiejętności. Po zdobyciu poziomu możemy wykupić sobie nowego „skilla”, lub podnieść wartość wcześniej poznanego. I właśnie to drzewko stanowi o sile Diablo II. W Internecie znaleźć można setki stron, opisujących sposoby dysponowania umiejętnościami dla wszystkich postaci, tak, by gra przebiegła gładko, przyjemnie i bez większego kombinowania. Idea dysponowania punktami opiera się na prostym pomyśle. Aby zdobyć upragnioną moc, musimy nie tylko osiągnąć odpowiedni poziom, ale również posiadać zdolność, znajdującą się na schemacie bezpośrednio pod przedmiotem naszych marzeń. W ten sposób gracz będzie musiał dokonać często bardzo trudnego wyboru: zainwestować cenne punkty w umiejętność, która przyda nam się teraz, czy myśleć przyszłościowo i czekać cierpliwie na wzrost doświadczenia i wybrać coś odrobinę gorszego.

[break/]Nie można odmówić twórcom gry wyobraźni jeśli chodzi o ten element rozgrywki. Każdą postać można rozwinąć na dziesiątki sposobów, a to wszystko zależy tylko od gracza i stylu, który preferuje. Nie będę opisywał samych umiejętności, gdyż jest ich zbyt dużo, a samodzielne odkrywanie i sprawdzanie zdolności to jedne z większych magnesów, przyciągających do Diablo II na długie godziny.

[image source="PC/Galerie/Diablo_II_Lord_of_Destruction:3622" mode="normal"]Gdy już przejdziemy wszystkie poziomy trudności w grze i uznamy, że nic więcej nie ma nam druga rogata część do zaoferowania, możemy przerzucić się na tryb multiplayer. Gra wieloosobowa sprawi, że odkryjecie Diablo II na nowo i zapałacie do niego miłością raz jeszcze. Poziom rozgrywki w tym przypadku jest o wiele wyższy, gdyż wspólna walka z siłami ciemności jest o wiele bardziej wymagająca, niż samodzielne zmaganie, ale dostarcza za to o wiele więcej wrażeń. Nie będę mówił tu o takich rzeczach, jak potyczki pomiędzy graczami, czy wymiana przedmiotów, a jedynie o wrażeniach z tak zwanego coopa, czyli wspólnego przechodzenia gry. Sam tryb wieloosobowy przypominał mi zawsze sesję RPG na żywo, która skupia się tylko na radosnej rzezi. Odsiecze na pomoc przyjaciołom, wspólna walka z Kowalem, kłótnie przy rozdziale łupów, to chleb powszedni wspólnej walki z hordami Diablo. Nie pozostaje nic innego, tylko polecić tą grę, choćby i wyłącznie dla tego jednego trybu.

[image source="PC/Galerie/Diablo_II_Lord_of_Destruction:3623" mode="normal"]Pozwoliłem sobie opisać Diablo II tylko w zarysie, odkrywanie elementów gry jest po prostu zbyt dobrą zabawą, by pozbawiać ją gracza. Trudno jest oceniać tytuł, którego premiera miała miejsce tak dawno temu, ale z pewnością ma to jeden duży plus. Dane mi jest zrecenzować grę, która na stale zapisała się już w historii komputerowej rozrywki złotymi zgłoskami. Dlatego też mogę napisać z czystym sumieniem, że nie myliłem się w dniu premiery Diablo II. Jest to gra wielka, jedna z legend tej branży. Jej długość oraz możliwe kombinacje, jeśli chodzi o rozwój postaci, sprawiają, że walka z Diablo nadal wciąga i zabiera wiele godzin z życiorysu. Możecie być jednak pewni, że godziny te będą oddane bardzo dobrej zabawie. Z perspektywy czasu można stwierdzić, że w gatunku hack’n’slash tylko jedna gra może dorównać Diablo. Jej druga część.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)