Halo 5: Guardians — trzęsienia ziemi nie ma, jest porządna kosmiczna strzelanka
Halo 5: Guardians to pierwsza odsłona znanej, w wielu kręgach kultowej już serii w wydaniu na Xboksa One, w dodatku druga część kolejnej trylogii. Tak pod kątem opowiadanej historii trochę bez sensu, nie powinien nikogo więc dziwić fakt, że w zeszłym roku posiadacze nowej konsoli Microsoftu dostali kolekcję Master Chiefa, czyli wszystkie główne części sagi, usprawnione graficznie oraz dopowiadające pewne wątki. Decydując się na zakup kontynuacji wypada przynajmniej znać wydarzenia przedstawione w czwórce, a i wciąż niewznowione Halo: Reach się w sumie nisko kłania. Tutaj po prostu nikt nie sili się na dopowiadanie kto jest kto, a także dlaczego obecnie sytuacja polityczna w galaktyce jest jaka jest. Fani uniwersum nie potrzebują może tła, ale nowicjusze, nabywający po raz pierwszy potencjalny wielki hit na swój świeżo wyjęty z pudełka sprzęt, poczują się nieswojo. Szkoda, bo to nie byłby duży wysiłek pewne kwestie wyjaśnić czy powtórzyć, zamiast zmuszać do doedukowania.