Android, otwartość, licencje, fragmentacja i trochę starej dobrej paniki

Android, otwartość, licencje, fragmentacja i trochę starej dobrej paniki
05.01.2013 11:24

Google zawsze było dumne z tego, że Android jest opensource'owymsystemem (nawet jeśli wielu krytyków firmy twierdziło, że procestworzenia Androida z tradycjami ruchu Open Source niewiele mawspólnego). Gdy Steve Jobs zaczął opowiadać, że w najlepszymrazie mobilny system Google'a jest otwarty dla telekomów iproducentów sprzętu, ale na pewno nie dla użytkowników, twórcaAndroida sprowadził go do parteru prostym ćwierknięciem naTwitterze: definicja otwartości: "mkdir android ; cd android; repo init -u git://android.git.kernel.org/platform/manifest.git ;repo sync ; make". Jobsnijak nie był w stanie tego skomentować, i od tej pory przyjęłosię uważać (poza kręgami fanów Richarda Stallmana), że zperspektywy zwykłych użytkowników (a może raczej – zwykłychdeweloperów), Android jest otwartym systemem. Dowodem na to mogąbyć chociażby prace forumowiczów xda-developers, takie jakostatnia łatkana generator entropii, która sprawia, że Android staje się owiele bardziej responsywny, przestaje się zacinać.Torsten Grote z Free SoftwareFoundation Europa alarmujejednak: Android SDK (zestaw narzędzi do tworzenia oprogramowaniana Androida) właśnie stał się niewolny! Wchodząc na google'owestrony pobierania SDK, musimy wyrazić zgodę na umowę licencyjnąprzed pobraniem pakietu narzędzi (co już ma gwałcić wolnośćzerową – prawo do używania oprogramowania bez żadnychograniczeń). W samej zaś umowie licencyjnej znajdują się wrogiewolności zapisy, mające zakazywać kopiowania, modyfikowania,dostosowywania, redystrybucji, dekompilacji, odwrotnej inżynierii,disasemblacji czy tworzenia pochodnych dzieł z SDK czy części SDK.W tej sytuacji miłośnikom wolności nie pozostaje nic innego, jaktylko odwrócić się od Androida i skorzystać z jego prawdziwiewolnego forka, Replikanta, którego SDK w wersji 4.0 zostało właśniewydane (oczywiście na warunkach akceptowanych przez Free SoftwareFoundation). [img=replicantdroid]Co się jednak faktycznie dzieje?Zajrzeliśmy dzięki maszynie czasu do zapisów licencjiz 2010 roku. Mówiła ona (tłumaczenie DP): Punkt 3.3: za wyjątkiemzakresu wymogów stawianych przez odpowiednie licencje strontrzecich, nie możesz kopiować (za wyjątkiem tworzenia kopiizapasowych), modyfikować, dostosowywać, redystrybuować,dekompilować, dokonywać odwrotnej inżynierii, disasemblować, czytworzyć dzieła pochodne z tego SDK lub jego części. Za wyjątkiemzakresu wymogów stawianych przed odpowiednie licencje strontrzecich, nie możesz ładować jakiejkolwiek części SDK naurządzenie mobilne lub inny sprzęt za wyjątkiem komputeraosobistego, łączyć jakąkolwiek część SDK z innymoprogramowaniem, czy rozpowszechniać jakiekolwiek oprogramowanie czyurządzenia zawierające SDK.Obecnie w nowej licencji możnaprzeczytać:Punkt 3.3: Nie możeszużywać tego SDK do żadnych celów, które nie zostały jawniedozwolone przez tę Umowę Licencyjną. Za wyjątkiem zakresu wymogówstawianych przez odpowiednie licencje stron trzecich, nie możesz:(a) kopiować (za wyjątkiem tworzenia kopii zapasowych),modyfikować, dostosowywać, redystrybuować, dekompilować,dokonywać odwrotnej inżynierii, disasemblować, czy tworzyć dziełapochodne z tego SDK lub jego części; lub (b) ładowaćjakiejkolwiek części SDK na urządzenie mobilne lub inny sprzęt zawyjątkiem komputera osobistego, łączyć jakąkolwiek część SDKz innym oprogramowaniem, czy rozpowszechniać jakiekolwiekoprogramowanie czy urządzenia zawierające SDK.Nie jesteśmy prawnikami, ale nazdrowy rozsądek trudno powiedzieć, by doszło tu do jakiejśznaczącej zmiany. Podobnie wygląda sytuacja w punktach 3.4, 4.3 i4.4, zawierających dodatkowe klauzule ograniczające wolnośćużywania SDK. W szczególności warto spojrzeć na punkt 3.4,zakazujący podejmowania działań mogących prowadzić dofragmentacji Androida – inajwyraźniej mający na celu ograniczenie.Należy jednak podkreślićjedno: te ograniczenia licencyjne, o których zrobiło się dziwniegłośno właśnie teraz, przy okazji ogłoszenia mobilnej wersjiUbuntu, nie dotyczą w żadnym stopniu samego Androida, a jedyniejego SDK. Co więcej, nie dotyczą one źródeł SDK, dostępnych nalicencji Apache 2, a jedynie binarnej wersji, udostępnianej przezGoogle. Ile by więc Free Software Foundation nie mówiło o złu,jakie lęgnie się w Mountain View, nie zmienia to faktu, żeproducent stara się chronić swój androidowy projekt przedniewłaściwym (z jego punktu widzenia) wykorzystaniem –fragmentacjąAndroida w stylu, jaki planowała chińska Alibaba ze swoimAliyunOS-em i odrębnym dla niego sklepem z aplikacjami. Tworząc forkaAndroida, nie możesz legalnie wykorzystywać google'owego SDK dlaniego (oczywiście Chińczycy się tym nie będą przejmowali, alejuż Amazon ze swoim ekosystemem dla Kindle Fire już tak).Cała sprawa to więc burza wszklance wody, nic nie zmieniająca z perspektywy użytkownika,praktycznie nic nie zmieniająca z perspektywy programisty (choć tenzapis o zakazie używania SDK na urządzeniach mobilnych jest niecośmieszny – czy Google naprawdę jest przekonane, że uruchomienieSDK na Nexusie 7 z zainstalowanym na nim normalnym GNU/Linuksem tojakaś herezja?), co nieco zmienia z perspektywy producentów, którymmarzyłoby się wydzielenie własnego, androidowego poletka. Niewolneklauzule licencji w tym wypadku jednak służą interesomużytkowników, chroniąc ich przed fragmentacją znacznie gorszą,niż ta obecna, sprowadzająca się do występowania na rynku kilkuwersji Androida. Dopiero nieciekawie by się zrobiło, gdyby Sony,Samsung, HTC, LG i kto tam jeszcze miały własne wersje google'wegosystemu, niekompatybilne z niczym innym, przykute do obsługiwanychprzez producenta sklepów z aplikacjami… Ale jeśli faktycznie zależy Wamna licencyjnej wolności, to zawsze jest Replikant. W 100%kompatybilny z Androidem, do pobrania na stronie replicant.us/.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (34)