Lords of the Fallen — mroczna gra RPG rodem z Polski
Lords of the Fallen miało jedno proste zadanie. CI Games, czyli dawne City Interactive, mimo wielu dość dobrych projektów na karku, dalej kojarzone było raczej z przeciętnych gier. Powstająca w bólach strzelanka Enemy Front trąciła myszką, firma potrzebowała tymczasem iść w hity. Wizerunek producenta miał ocieplić więc Tomasz Gop, po części odpowiedzialny za światowy sukces Wiedźminów, który pod nową banderą wziął się za przygotowywanie swojego kolejnego dzieła RPG — oczywiście wspierany przez ekipę zdolnych programistów, projektantów, grafików i innych. Przy grze pracowało ponad 170 osób, a łączny budżet przekroczył 32 miliony złotych. Narodziła się wizja mrocznego świata fantasy w wersjach na komputery oraz od razu konsole nowej generacji, idąca bardziej jednak w stronę japońskiego ducha, niż tego, do czego przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach my Słowianie. Rozmach jest, a kiedy pomimo oczywistych, dość uciążliwych błędów, gracz nie może oderwać się od zabawy, to znaczy, że coś zrobiono wyjątkowo dobrze. Gdyby zamiast przyśpieszać premierę, opóźnić ją nieco i doszlifować projekt, więcej osób nie mogłoby przejść obok tego mocnego tytułu obojętnie.