Powrót serii Hitman w wielkim stylu? Zabawa w odcinki to mała kontrowersja
Pamiętam doskonale, gdy dekadę temu po raz pierwszy uruchomiłem Hitmana 2. Gra miała już wtedy co prawda cztery lata, a ja i tak wsiąkłem w nią, jak nigdy. Całe ferie wykorzystałem, by przemierzyć świat od słonecznej Italii, przez mroźną Rosję, po Bliski Wschód, wykonując kolejne zlecenia Agencji. W tym samym roku udało mi się zaliczyć pozostałe części serii z łysym zabójcą. Miałem ochotę na więcej. Na kolejne spotkanie musiałem czekać aż do 2012 roku i niestety było ono bardzo rozczarowujące. Z gry, będącej doskonałym niemal symulatorem mordercy, zrobiono liniową produkcję, stawiającą na krycie się w cieniu. Frustrująca sztuczna inteligencja była w stanie przejrzeć każde przebranie i na najwyższym poziomie trudności zabawa sprowadzała się do długiego wyczekiwania na sprzyjające ustawienie strażników. Wydany niedawno w niepełnej formie Hitman obiecywał powrót do korzeni, chociaż aż w siedmiu małych częściach. Mamy teraz dwa odcinki pełnego produktu na rynku. Czy warto go już kupić?