A może i u nas PiS wygrał dzięki Rosjanom?
Ameryka żyje ostatnio kilkoma powracającymi co chwilę sprawami, z których większość ma wspólny mianownik w postaci Donalda Trumpa. Od dawna toczy się tam debata, w jakim stopniu do jego wygranej przyczynili się Rosjanie. Podejrzeń jest wiele, od rosyjskich powiązań szefa jego kampanii, Paula Manaforta, przez rosyjską pomoc w kompromitacji Clinton, po fake newsy i sianie przez Rosjan dezinformacji i propagandy w mediach społecznościowych. To właśnie ten ostatni temat jest obecnie na topie. Facebook początkowo twierdził, że zasięg rosyjskiego działania podczas wyborów prezydenckich był bardzo ograniczony. Teraz, przyciśnięty przez senacką komisję ds. wywiadu, przyznał, że treści tworzone przez rosyjskich trolli (takich jak IRA) mogły dotrzeć za pomocą Facebooka aż do 120 milionów odbiorców.Wydaje się, że skala problemu rosyjskiego oddziaływania na amerykańskich wyborców za pomocą mediów społecznościowych rośnie z miesiąca na miesiąc. Facebook, Google, Instagram i inne media społecznościowe ciągle starają się ocenić faktyczne rozmiary tego zjawiska. Wiadomo, że główni kandydaci do prezydenckiego fotela wydali na reklamę w mediach społecznościowych po blisko 100 mln dolarów każdy. Rosjanie wydali nieporównywalnie mniej, ale być może zrobili to równie skutecznie, jak w żarcie na temat ołówków używanych przez nich na stacji kosmicznej. 120 milionów odbiorców robi wrażenie i faktycznie jest to skala, która może wpłynąć na wynik wyborów.