wideo (strona 6 z 25)

Składamy komputer za 200 zł. Czy GTS 450 nadaje się jeszcze do grania? Nie, ale...
146

Składamy komputer za 200 zł. Czy GTS 450 nadaje się jeszcze do grania? Nie, ale...

Zaczniemy od ostrzeżenia, może nawet od zniechęcenia Was przed obejrzeniem tego materiału: nie polecamy składać peceta, którego tutaj pokazujemy. 200 zł na cały komputer to bardzo mało i to, że się da, nie oznacza, że trzeba. Mamy w bazie wiele lepszych, niewiele droższych zestawów, które mogą wam posłużyć za inspirację przy składaniu własnych budżetowców do grania – ten pecet, za 200 zł, jest słaby, o graniu w Full HD w nowe gry nie mam mowy, a detale niskie są na porządku dziennym ALE... jeśli gracie sporadycznie i zatrzymaliście się na trzecich Heroes, to kto wie, może ten zestaw Wam wystarczy, niemniej jeszcze raz podkreślamy: materiał ma charakter bardziej eksperymentalny, niż poradnikowy.[wppl=2015331]PodzespołyMyśląc o tym zestawie z góry założyliśmy, że musi być on być zbudowany na procesorze czterordzeniowym. Jeśli tak, to jedynym rozsądnym kandydatem jest Core2Quad Q6600, czyli dokładnie ten sam procesor, który znalazł się w sercu zestawu za 300 zł i za 400 zł.[img=cpu1]Q6600 to bardzo udana konstrukcja Intela, która ma już ponad 10 lat (!!!) na karku. Procesor wykonany jest w litografii 65 nm, posiada 8 MB pamięci cache L2, bazowa częstotliwość wynosi 2,4 GHz, a TDP wynosi 105W, ale jego największą zaletą w naszym przypadku jest... jego cena. Można go mieć już za około 30 zł. Koszt stockowego coolera to ok 5 zł.[img=mobo1]W kwestii płyty głównej musimy iść na kompromis: mniejsza ilość maksymalnego RAM-u, ale za to niższa cena. Znaleźliśmy ofertę na Gigabyte GA-946GM-S2 za 40 zł. Maksymalna ilość RAM-u to tutaj 4 GB w czterech kostkach po 1 GB. Płytę charakteryzuje: chipset 946GZ Express, obsługa pamięci DDR2 do 667 MHz, 4 x SATA 2.0, 4 porty USB 2.0 na tylnym panelu, format płyty to MicroATX – ale co najważniejsze – wsparcie dla Windows Vista :D[img=ram]To, że płyta obsłuży jedynie 4 GB nie jest dla nas problemem, bo budżet tak skromny, że i tak tylko 4 GB znajdzie się pod maską. 4 kostki po 1 GB to wydatek rzędu 30 zł – choć znaleźliśmy lepsze ceny. My wsadziliśmy do środka to co mieliśmy pod ręką. Są to modułu Kingstona taktowane zegarem 800 MHz, ale u nas będą pracowały z zegarem 667 MHz, przez ograniczenie płyty głównej.Dysk twardy oczywiście skromny. 80 GB za 10 zł to wszystko na co możemy sobie pozwolić. [img=ob0]Konstruując ultra taniego peceta, nie możemy poświęcać środków na tak “zbędne” rzeczy jak obudowa, którą można zdobyć za darmo w serwisie z ogłoszeniami lokalnymi. My wykorzystamy "prześliczną" białą obudową marki "Whatever", którą swego czasu wykorzystaliśmy w Pecetach na bazie Pentiuma G4560.[img=nakl1]Obudowa była tak ładna, że postanowiliśmy ją jeszcze bardziej "uładnić" dobroprogramowymi naklejkami. Finalnie wyszło dzieło sztuki – i nie boimy się tego przyznać.[img=obu1]Zasilacz jaki znalazł się w zestawie to Fortron GreenPower o mocy 400W. Mamy tutaj aktywne PFC i sprawność 80% w górę, a kosztował nas 17 zł. Wystarczy, choć brak zasilania PCIE jest niedogodnością, bo tak oto przechodzimy do karty graficznej...[img=psu1]Ciężko jest znaleźć sensowną grafikę w tak ekstremalnym budżecie. Ciężko nie oznacza jednak, że się nie da. Uwagę skupiliśmy na układach GTS 450. Można je mieć już za 60 zł, a za 75 zł można zdobyć sztukę bez specjalnego polowania.[img=gts]Egzemplarz jaki sprowadziliśmy kosztował 75 zł, a do zakupu przekonały nas załączone do oferty zdjęcia. Jak widać oryginalny wentylator został zastąpiony wentylatorem 90x90, czyli takim do chłodzenia wnętrza obudowy. Całość została zalana ciepłym klejem i... jakoś się trzyma, a czy trzyma temperatury na wodzy, zaraz się przekonacie.[img=gpu1]Nasza grafika GTS 450 może się pochwalić zegarem głównym 783 MHz, pamięć jest typu GDDR5 i jest taktowana zegarem 1804 MHz, a jej ilość to 1 GB. Karta daje możliwość podpięcia wielu monitorów, mamy tutaj wyjście DVI, VGA oraz HDMI. GTS 450 wspiera API DX11 (również okrojone DX12) czy technologię PhysX. Karta wymaga zasilenia (6 Pin), a wtyczki takiej nie oferuje nasz zasilacz, musimy zatem doliczyć 4 zł za przelotkę.Jeśli dodamy to wszystko to wychodzi nam, że za całego peceta trzeba zapłacić jakiś 201 zł.[img=ceny]BenchmarkiZanim jednak do testów przejdziemy musimy zaznaczyć, że nie udało nam się podkręcić procesora na zastosowanej płycie. W biosie brak stosownych opcji, nawet po odkryciu tych ukrytych. Nie mieliśmy też szczęścia z programem SetFSB, naszego modelu zegara PLL nie ma na liście. Zostajemy zatem przy stockowym 2,4 GHz. Inaczej wygląda sprawa z kartą graficzną, o czym za moment.Zaczynamy od testu CinebenchR15, wynik to 228 punktów, nasz zestaw za 300zł z tym samym procesorem osiągał 230 punktów bez OC, czyli niemal identyczny wynik, po podkręceniu przez SetFSB na 2,7 GHz mamy 265 punktów, za to zestaw za 400 zł również z tym samym procesorem, ale po tzw. BSEL modzie uzyskał 289 punktów. [img=Cine1]Przechodzimy do testów grafiki. GTS-y 450 dobrze się kręcą i wykorzystamy to, najpierw jednak wynik bez podkręcenia: 1523 punktów w teście FireStrike. Tutaj zaznaczyć trzeba, że test FireStrike nie jest kierowany do tej klasy sprzętu, robimy go tylko dlatego, aby mieć jakieś odniesienie do innych maszyn, które składaliśmy. Po podbiciu zegarów do 900 MHz na rdzeniu i 1900 MHz na pamięci widzimy poprawę: 1709 punktów.[img=fire1]Wynik 1709 punktów w FireStrike to więcej niż uzyskaliśmy w Pececie za 300 zł przy grafice GT730. Testowaliśmy tam dwa warianty graficzne, ten drugi (Radeon HD 6770) jest lepszy, ale jedynie o margines błędu (1813 punktów). [img=fire1oc]GryPrzechodzimy do gier. Gameplaye nagrywaliśmy zewnętrznym grabberem od Avermedia (Live Gamer Portable 2), co oczywiście nie ma wpływu na ilość klatek w grze. Jeśli jeszcze nie jest to oczywiste to podkreślamy – nie jest to zestaw do grania w 1920x1080. Przynajmniej teoretycznie. Praktycznie, w Full HD da się tutaj grać, godząc się na mniejszą ilość detali i klatek i omijając nowe tytuły AAA. Tym razem sprawdziliśmy niespełna 40 gier, zarówno nowych, starych jak i bardzo starych. Do tego kilka tytułów 2D, tekstowa wersja zawiera tylko wycinek osiągów, po więcej odsyłamy do wideo.[img=f4]Na start CS:GO. Rozdzielczość 1920x1080, detale średnie i w szczycie widzimy 90 klatek, w dołku natomiast 40 klatek. Po przełączeniu na detale minimalne i w rozdzielczość 1176x664 widzimy w szczycie nawet 120 klatek. Fallout 4 również odpalił się na naszej maszynce. Wystarczyło ustawić niskie detale, rozdzielczość 1280x720 i voila: 40-60 klatek. W The Witness, detale średnie i rozdzielczość 1080, rezultat to akceptowalny framerate dobijający do 80 klatek, a ich liczenie zaczyna się na poziomie około 40 klatek.[img=w3]Trzeci Wiedźmin to tytuł który powinien omijać ten zestaw, ALE… po ustawieniu rozdzielczości 720p i wszystkich detali na minimalne, z dala od większych osad, widzimy klatki w przedziale 25-40, a gra cały czas wygląda ładnie! Podczas wizyty w Novigradzie oczywiście spadek, od kilkunastu do trzydziestu fps’ów. Rise Of Industry w Full HD i detalach ustawionych na średnie, pozwala na zabawę w przedziale klatkowym 30-40. Przy okazji zachęcamy do korzystania z naszego GOG'owego reflinka, co pozwoli nam powiększyć bibliotekę gier testowych. LOL pozwolił na ustawienie rozdzielczości 1920x1080 i detali na wysokie, a wynikiem tych zabiegów jest gameplay z klatkami w przedziale 50-120.[img=pill]Wydajność peceta w grze Fortnite: Battle Royale zaskakuje. W 720p i przy średnich detalach widzimy płynny gameplay z klatkami w przedziale 30-70. Pillars Of Eternity nie dławił się nawet przy najwyższych ustawieniach w Full HD. Gra działała z klatkami w przedziale 30-60. SuperHot wypadł również dobrze i to w rozdzielczości 1920x1080, detale maksymalne i widzimy przedział klatkowy 35-60. Legend of Grimrock 2 pozwolił na ustawienie Średnich detali i rozdzielczości 1920x1080. Liczenie klatek zaczynamy od 25, a kończymy na 40.[img=civ6]Total War Warhammer po ustawieniu rozdzielczości Full HD i detali na niskie, oszacował średnią ilość klatek w benchmarku na 26,2, liczenie zaczynamy od 20 klatek. Co ciekawe w Star Wars Battlefront, wystarczyło, że obniżyliśmy detale do niskich i rozdzielczość ustawiliśmy na 720p, aby bez skalowania uzyskać klatki w przedziale 30-60. Dirt Rally również nie stwarzał problemów, rozdzielczość 1920x1080, detale średnie i podczas benchmarku widzimy przedział klatkowy 28-40. Liczenie klatek w Civilization 6 nie ma chyba większego sensu, bo przecież gra jest z tych statycznych, niemniej, przy Full HD i detalach średnich widzimy przedział klatkowy 50-80.[img=te]Dying Light The Following ustawiony na profil graficzny o nazwie "najlepsza wydajność" i przy rozdzielczości 720p był kompletnie niegrywalny. RAM niemal w całości zjedzony przez grę i w rezultacie mamy solidne przestoje, a w szczycie kilkadziesiąt klatek. Niedoceniona najnowsza odsłona (najnowsza jeszcze przed chwilę) przygód detektywa Texa Murphy’ego, czyli Tesla Effect, chodzi bardzo płynnie, w Full HD i detalach maksymalnych, widzimy przedział 50-120 klatek.[img=d3]GTA5, ciekawostką niech będzie to że procesor Q6600 jest podany przez producenta jako minimalny do odpalenia gry. Przy 720p i detalach średnich czy też normalnych jak to nazywa gra, widzimy przedział od 30 do 60. W Rocket League opcje na maksa, rozdzielczość Full HD i miły dla oka framerate w przedziale 40-50. Rzutem na taśmę sprawdziliśmy też Diablo 3. Rozdzielczość Full HD, detale wysokie i widzimy od 40 klatek do 60.Zastanawiacie się być może co z temperaturami? Otóż pomimo "dziwnego" chłodzenia były w normie. Nvidia podaje, że dla modelu GTS 450 najwyższa dopuszczalna temperatura to 100 stopni Celsjusza, nam nie udało się dobić do 80 stopni. Jak można zatem podsumować przyklejenie chłodzenia z obudowy z pomocą ciepłego kleju do karty graficznej? Chyba najlepiej opisuje to jedno z praw Murphy'ego:[quote]Jeśli coś jest głupie, ale działa – to nie jest głupie.[/quote][img=mlaw]Na watomierzu podczas przeglądania Internetu widzimy w szczycie 170W, czyli sporo, a podczas największego obciążenia w wymagającej grze, watomierz pokazał nam max 260W.PodsumowaniePodsumujmy jakoś Peceta za 200zł. Tak jak zaznaczyliśmy na początku, nie namawiamy do składania tego wehikułu. Wydajność w grach jest taka sobie, a możliwości rozbudowy brak. W zasadzie to można się jedynie ratować dyskiem SSD, ale sam dysk kosztuje mniej więcej tyle co cały ten PeCet, więc jest to raczej nielogiczne, a czy faktycznie coś da? Odsyłamy do klipu, gdzie sprawdziliśmy również to.[img=pc200a]Zestaw za 200 zł zaskoczył nas wydajnością, bo jak niska by ona nie była, to jednak w konfrontacji z ceną wypada to bardzo dobrze, a jeśli gry nie są w centrum waszych zainteresowań, czy zamiast w nowego Wolfa wolicie pograć w drugiego Fallouta, to ten zestaw z pewnością okaże się wystarczający.PS. Tak, zestaw za 100 zł też złożyliśmy.

P. Gazda

Opcje
Zagrajmy w to jeszcze raz: Eye of The Beholder
62

Zagrajmy w to jeszcze raz: Eye of The Beholder

Eye of the Beholder to gra RPG stworzona w 1991 roku przez Westwood Associates, które z czasem przyjmie nazwę Westwood Studios i kilka lat później stworzy kultową serię Command and Conquer. Eye of the Beholder to dzisiaj tytuł kultowy i choć nie była to pierwsza gra tego typu, to ma w sobie to coś, co sprawia, że po prostu chce się do niej wracać – co właśnie czynimy![wppl=2020543][frame]Wejść w posiadanie całej trylogii Eye of The Beholder można za pośrednictwem platformy GOG: Forgotten Realms - The Archives - Collection One.[/frame][img=eobcover]Pierwotnie Eye of the Beholder ukazało się na pecety. Chwilę później pojawiła się wersja na Amigę, Segę CD (Mega-CD) i SNES-a. Wiele lat później ukazał się Eye of the Beholder na kieszonsolkę GameBoy Advance – wyglądał jednak zupełnie inaczej, niż to, co znaliśmy z PC czy Amigi, raczej jak te stare RPG-i w stylu Pool of Radiance.[img=anim]Co ciekawe, wersja gry na Segę CD okraszona jest animacjami i muzyką skomponowaną przez Yuzo Koshiro, który ma na swoim koncie takie szlagiery jak muzyka do: Shenmue 1 i 2, Castlevania: Portrait of Ruin czy Kid Icarus: Uprising.[img=intro][img=amioutro]Sama gra osadzona jest w świecie Forgotten Realms w uniwersum Dungeons and Dragons. Inne znane gry osadzone w świecie Forgotten Realms to np. Baldur's Gate czy Neverwinter Nights. Klasyczne high fantasy, mocno inspirowane Tolkienem.Fabuła gry skupia się na mieście Waterdeep, które nawiedzane jest przez mroczne kreatury pochodzące z podziemi. Władcy Waterdeep decydują się zatem na wynajęcie grupy śmiałków, którzy pokonają podziemne źródło zła.[img=wtrdeep1]Gracz pokieruje czteroosobową (początkowo) grupą śmiałków w podziemiach Waterdeep. Wejść do nich łatwo… wyjście jest praktycznie niemożliwe. Jak szybko odkryjemy – nie ma drogi powrotnej.Pierwszą rzeczą jaką trzeba zrobić po obejrzeniu intra to stworzenie drużyny. Do wyboru mamy standardowe rasy AD&D: ludzie, elfy, pół-elfy, krasnoludy, gnomy czy niziołki, do tego możemy wybrać płeć. Następnie wybieramy klasę postaci, np. wojownik, mag, kleryk czy złodziej, teraz jeszcze musimy określić postawę moralną postaci na osiach dobro-zło i praworządność-chaos.[img=faces]Tutaj trzeba mieć na uwadze, że jeśli któryś z członków drużyny jest Zły, nie możemy dołączyć do niej paladyna, obowiązkowo Praworządnego Dobrego. Mając te trudne wybory za sobą możemy wreszcie wybrać obrazek z twarzą naszego bohatera i wylosować lub zmodyfikować jego podstawowe umiejętności, takie jak siła, inteligencja czy zręczność. Trzeba pamiętać o tym, co potrzebne jest danej klasie: dla wojownika liczy się siła i zręczność, dla kleryka najważniejsza jest mądrość i charyzma. Finalnie dochodzimy do najtrudniejszej części – czyli do wpisania imienia bohatera... choć dzisiaj jest to już prostsze, bo online'owych generatorów imion fantasy jest na pęczki, np. fantasynamegen.com.Teraz czynność należy powtórzyć jeszcze trzy razy, aż nasza ekipa będzie w komplecie. Tutaj ważna uwaga – tylko pierwszy rząd bohaterów jest w stanie atakować bronią białą, pozostałe rzędy atakują jedynie magią (jeśli nią dysponują) oraz bronią dystansową. Z przodu ustawmy więc najsilniejszych wojowników, łowców czy paladynów.[img=panie]Różnorodność zespołu jest ważna. Stworzenie drużyny czterech magów nie jest najlepszym pomysłem. Pomijając to, że nie są w stanie wyprowadzić solidnego ataku bronią białą, to byle klaps od napotkanego wroga sprawi, że na ekranie zamiast wizerunku postaci pojawi się jego szkielet – zwłaszcza, że to nie w gestii magów jest leczenie drużyny, tym zajmują się klerycy. Co gorsze, wiele potworów po prostu jest odpornych na ataki magiczne.Kompletując ekipę warto mieć gdzieś tam w tyle głowy, że może nam ona towarzyszyć we wszystkich odsłonach serii – przeniesiemy ją później z całym doświadczeniem i zdobytymi artefaktami do EOB II i EOB III.[img=adv]W praktyce rozgrywka opiera się na eksploracji podziemnych tuneli i likwidowaniu potworów zagrażających bezpieczeństwu Waterdeep. Gracz nie może jednak obracać płynnie kamery, lecz jedynie co 90 stopni. Tak samo ruch bohaterów następuje segment po segmencie.Atakujące śmiałków potwory to nie jedyne co stanie im na drodze do chwały. Lochy same w sobie stanowią wyzwanie. Czeka na nas ogromna liczba pułapek, a układ korytarzy to istny labirynt i gracz nie raz stanie w miejscu (nie dosłownie), poszukując drogę na niższe piętro. [img=gpl2]Ukryte przyciski, iluzoryczne ściany, mozolne poszukiwanie kluczy czy nerwowe spoglądanie w kompas są tutaj na porządku dziennym – do tego wszystkiego, w grze nie ma automapy (zwykłej mapy też nie ma :P), ale niech Was to nie zniechęci przed sięgnięciem po tego klasyka. Od lat bowiem dostępny jest automapper, który odpalony obok gry, segment po segmencie narysuje mapę za was.[img=automapper]Oprócz walki i rozwiązywania coraz to zmyślniejszych zagadek mamy też okazyjne rozmowy z NPC, postaciami niezależnymi. Wtedy to zwykle decydujemy czy udzielić pomocy delikwentowi czy go zaatakować.[img=npc]Statycznie zmieniające się ekrany dają graczowi złudne poczucie bezpieczeństwa, bo przecież w tak wolno prowadzonej rozgrywce, nic złego nie może się stać? Prawda? Nieprawda. Akcja nabiera tempa kiedy na drodze stanie niespotykany wcześniej przeciwnik albo taki, którego wielokrotnie już spotkaliśmy i zupełnie świadomie bierzemy nogi za pas. Właśnie wtedy, gracz uświadamia sobie, jak wielki obszar podziemnego labiryntu zmapował jego mózg.[img=golem]Eye Of The Beholder to jednak nie gra w berka, ucieczka jest ostatecznością, zdecydowanie częściej gracz nie będzie unikał potyczki.Walka jest tutaj nieco chaotyczna. Po wykonaniu akcji musimy odczekać aż jej animacja dojdzie do końca – wtedy możemy przeprowadzić kolejną akcję, atakujemy kilkoma postaciami naraz, a niekiedy jedna postać potrafi przeprowadzić dwa ataki, a do tego wszystkiego, sama walka nie jest w systemie turowym.[img=gpl3]Bestiariusz jest tylko wystarczający. Zaledwie 19 kreatur (nie licząc NPC) stanie na naszej drodze, dziewiętnastą jest tytułowy Beholder i jego oko...oka, oki, oczy. Nie ma tutaj dziesięciu rodzajów zombiaków różniących się jedynie kolorem zgnilizny i nazwą – każdy typ przeciwników nie tylko wygląda inaczej, ale też potyczka z nimi wymaga innej strategii.[img=zombie]W kwestii magii gra różni się (i to mocno) od systemów opartych na tzw. manie. Kleryk sam dostaje pełną listę swoich zaklęć przy awansowaniu na kolejne poziomy – takie są zalety wiary w bogów. Magom jest trudniej, swoje czary muszą oni znaleźć wpierw zapisane na zwojach i przepisać do magicznej księgi. Potem muszą jeszcze poświęcić chwilę na zapamiętanie czaru. Tak to wygląda w wielkim skrócie, w rzeczywistości system magii w AD&D jest bardziej skomplikowany, ale EOB nie wymaga od gracza jego znajomości.[img=prey]Można oczywiście rzucić czar bezpośrednio ze zwoju, ale wówczas on znika, co oznacza bezpowrotną utratę możliwości nauczenia się go przez maga.Zdolności magiczne Paladyna są bardzo skromne, to okrojone możliwości Kleryka, ale ma on dar uzdrawiania przez nałożenie dłoni, potrafi też siłą swojej pobożności odpędzać nieumarłe potwory, tak jak kleryk.W oknie obozu (Camp) dostajemy niezbędne opcje do zarządzania drużyną. Tam możemy nakazać naszym bohaterom odpoczynek, podczas którego drużyna odnowi punkty życia, magowie i klerycy odnowią swoje czary, a potwory... swoje szeregi.[img=camp]Trzeba też dbać o to, aby nasza ekipa śmiałków nie umarła z głodu, tutaj z pomocą przyjdą racje żywnościowe, jednak kiedy posiądziemy klerycki czar tworzenia jedzenia, zbieranie racji straci sens i ogólnie cały ten aspekt gry straci na ważności.[img=inv]Oczywiście gra RPG nie byłaby grą RPG gdybyśmy nie mogli pobawić się w modnisia. Pomijając oręże ofensywne i defensywne, naszych bohaterów możemy przyodziać w różne bransoletki, pierścienie, butki czy naszyjniki. Każda z postaci (z jakiegoś powodu) została również wyposażona w kołczan na strzały.[img=save]Eye Of The Beholder to jedna z tych gier, gdzie najpotężniejszym orężem w rękach gracza jest… funkcja Save i Load. Zapisywać trzeba często, zwłaszcza na niektórych poziomach gdzie na swojej drodze spotkać można pająka. Ilość dostępnych dla gracza eliksirów z odtrutką na jego jad można bowiem policzyć na palcach jednej ręki, a nasz kleryk na tym etapie podróży posiada jedynie zaklęcie do spowolnienia trucizny. Niestety mamy do dyspozycji tylko jeden slot na zapisane gry, więc nierzadko podczas eksperymentowania z pułapkami i łamigłówkami trzeba będzie sobie pomóc menedżerem plików i tę zapisaną grę przenieść w bezpieczne miejsce.[img=spider]W różnych zakątkach podziemnego labiryntu można odnaleźć kości innych śmiałków. Można je zanieść do pewnego krasnoludzkiego kleryka, który potrafi je ożywić. Tak oto do naszego zespołu może dołączyć nowy członek, maksymalnie nasza ferajna może się powiększyć do sześciu bohaterów.[img=resurr]Oprócz głównego celu jakim jest... dostanie się na piętro niżej, gracz może podjąć specjalne wyzwanie, na każdym poziomie inne, może to być np. wciśnięcie sztyletów w wydrążone miejsca w ścianach, aby w nagrodę otrzymać racje żywnościowe. Im niżej, tym nagrody są ciekawsze, można nawet otrzymać potężne magiczne bronie.Jednym z głównych wątków pobocznych jest niedopuszczenie do wojny pomiędzy klanem krasnoludów, a ciemnymi elfami, znanymi w świecie Forgotten Realms jako Drows.Istotną kwestią jest pilnowanie inwentarza, zbędne scrole, miecze czy tarcze należy wyrzucać, aby zrobić miejsce na bardziej potrzebne rzeczy, jak chociażby mikstury czy kamienne artefakty służące do teleportacji przez portale – labirynty mają bowiem zintegrowany system szybkiej komunikacji. Za jego pomocą będziemy śmigali między poziomami, rozwiązując powiązane łamigłówki. W grze znajdziemy też teleporty niewymagające kamiennych artefaktów, będące częścią systemu R.A.T.S. (Rapid Access Teleport System).[img=rats]Tym bohaterom, którym uda się zejść na przedostatni poziom podziemnej kondygnacji przyjdzie stanąć do finałowej konfrontacji ze źródłem problemów miasta – monstrum o imieniu Xanathar, czyli tytułowym Beholderem.Dlaczego przedostatni? Bo do legowiska Xanathara przenosi nas portal, który jest właśnie na przedostatnim (jedenastym) poziomie. Tylko umownie Beholder znajduje się piętro niżej, ale to jedynie domysły… nevermind.[img=teleport]Pokonanie głównego bosa nie będzie trudne, zwłaszcza jeśli po drodze pomożecie w zażegnaniu konfliktu pomiędzy krasnoludami, a ciemnymi elfami o którym była już mowa. Nawet bez tego side-questa pokonanie Xanathara do trudnych nie należy. Teoretycznie z beholderem nie trzeba walczyć, deweloperzy dodali (humorystycznie chyba) opcję poddania się i nie będzie wielkim spoilerem jeśli dodamy, że nie skończy się to dobrze dla naszej gromadki. Gra doczekała się dwóch kolejnych części, jednak to właśnie pierwsza odsłona serii, mimo wielu wad, jest uznawana za klasykę gatunku – a dzięki wspomnianemu automaperowi jest to cały czas grywalny klasyk.[img=dlc]Dzisiaj możemy się jedynie zastanawiać dlaczego twórcy tworząc kolejne odsłony gry nie wprowadzili w zasadzie żadnych istotnych zmian, poza drobną kosmetyką. Mechanika gry już na początku lat 90-tych zaczynała skrzypieć, wszakże rok po premierze części pierwszej gracze delektowali się grą Ultima Underworld, gdzie “segmentowy” ruch zastąpiono płynnym pierwszoosobowym poruszaniem się, który większość graczy zobaczy dopiero w grze Wolfenstein 3D (który ukazał się jakieś dwa miesiące po wspomnianej Ultimie).Warto wiedzieć, że trzecia część (najsłabiej oceniana) nie jest autorstwa deweloperów odpowiedzialnych za część pierwszą i drugą, jeśli zatem szukacie ducha pierwszych Beholderów, znajdziecie go w grze Lands of Lore: The Throne of Chaos stworzonej właśnie przez ludzi odpowiedzialnych za pierwsze dwie odsłony Oka Obserwatora.[img=lol]Aha. Jeśli tak jak my chętnie sięgacie po ten tytuł pomimo upływu lat, to z pewnością spodoba się wam seria gier Legend of Grimrock. Fani staro-szkolnych dungeon crawler'ów będą zachwyceni – reszta... złapie się za głowę.Eye of the Beholder zainspirował również wiele modów, min. do wspomnianego Legend Of Grimrock, ale też do np. Neverwinter Nights.[img=eobc64]Przydatne linkiTrylogia Eye of the Beholder @ GOGAnimacja końcowa z Amigowej wersjiThe All-Seeing Eye - automaper do EOB 1 i 2The All-Seeing Eye 3 - wczesna wersja automapera do EOB 3Podręcznik użytkownika w wersji PDFFAQ (ENG)Bardzo dobra solucja (PDF, ENG)Legend of Grimrock @ GOGLegend of Grimrock 2 @ GOGLands of Lore 1 i 2 @ GOGUltima Underworld 1 i 2 @ GOGGenerator imion postaciPróba przeniesienia EOB na C64 (tech demo)[frame]Eye Of The Beholder Gatunek: old school RPG Rok wydania: 1991 Studio: Westwood Associates (później Westwood Studios) Platformy: DOS, Amiga, SNES, Sega CD (Mega-CD), GBA Nasza ocena: 9/10[/frame]Więcej retro recenzji znajdziecie w powiązanej serii.

P. Gazda

Opcje